Poniżej sa zamieszczone skany okładki, spisu treści, oraz wprowadzenia.

I POLITYCZNY PODZIAŁ ŚWIATA

Skąd to spada na ciebie, Ardżuno,

w tej decydującej chwili niebezpieczeństwa,

tak haniebna, wojownika niegodna rozpacz,

co niebo zamyka i do niesławy wiedzie? (1)

Bhagawad Gita (II-2)

Jest taka starożytna legenda indyjska, w której bóg Sziwa uczestniczy w wiecznym tańcu szczęścia ze swą boską małżonką, Szakti. Ich dziećmi są wszystkie formy przejawionego świata. W kulturze chińskiej znane są dwa pierwiastki Yin - Yang, które tworząc świat wzajemnie się warunkują i nie mogą istnieć oddzielnie. W naszych czasach też mówi się o dwoistości wszystkiego, co istnieje. I chociaż intuicja usiłuje mówić nieustannie o zasadniczej jedności wszechrzeczy, to zmysły i intelekt zapewniają nas stale, że wszędzie są dwa bieguny, wszystko ma swoje przeciwieństwo. Filozofowie i uczeni nazywają to zjawisko binarną polaryzacją bytu.

Wiele wskazuje na to, że owo rozdwojenie - a dla potrzeb naszych rozważań przyjmujemy, że jest to przejaw uniwersalnego prawa - występuje także w życiu społecznym. Można je dostrzec już w pradawnej symbolice biblijnej, np. w przeciwstawnych sobie postaciach Abla i Kaina. Każdy okres historyczny dostarcza licznych przykładów tego rozdwojenia. Również i dzisiejszy podział polityczny świata jest jego wyrazem.

Dwa supermocarstwa, Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki, stanowią bieguny tego podziału. Są wzajemnie sobie przeciwstawne pod każdym względem: światopoglądowym, ideologicznym, politycznym, etycznym - chociaż wywodzą się, najogólniej biorąc, z tej samej spuścizny kulturowej ludzkości. Między tymi biegunami panuje napięcie, które przeciwstawność ową wyraża. Potocznie zaś mówi się o dwóch systemach: demokratycznym (czyli pluralistycznym) i totalitarnym.

W łonie każdego z systemów - na różnych płaszczyznach i szczeblach życia społecznego - zarysowują się z kolei niezliczone podziały i napięcia drobniejsze, wtórne (2). Powstają one na skutek przejawiania się różnorodnych, wewnątrzsystemowych procesów, tworząc zawiłą, nieprzejrzystą mozaikę. I tak powstają napięcia między państwami demokratycznymi i totalitarnymi, a także nieustannie mają miejsce różne konflikty wewnątrzpaństwowe.

Gdy obserwujemy tę skomplikowaną grę dzielących świat napięć społecznych i indywidualnych - uderza ich podobieństwo do zachowania się energii, występującej w różnych układach fizycznych. Analogicznie do fizycznej zasady zachowania energii można by założyć, że łączna ilość napięć na świecie nie ulega większym zmianom w historycznie krótkich okresach czasu. Wynika stąd prosty wniosek: jeśli wzrasta napięcie między biegunami głównymi - słabną komflikty wtórne. Zmniejszanie się natomiast napięć głównych powoduje wzrost konfliktów wtórnych, wewnętrznych.

Jest to znane prawidło społeczne. Praktyczne korzystanie z niego jest chlebem powszednim polityków. Związek Sowiecki, na przykład, nie może zrezygnować ze zbrojeń i z głoszenia swego rzekomego zagrożenia zewnętrznego, gdyż - na skutek zmniejszenia napięć zewnętrznych - nieuchronnie wzrosłyby w nim napięcia wewnętrzne, bardzo groźne dla bezpieczeństwa elity władzy w państwie totalitarnym. Klasycznym sposobem wykorzystania tego prawidła “wsławił się” niedawno irański przywódca Chomeini, biorąc zakładników amerykańskich. Manewr ten, wywołując konflikt zewnętrzny ze Stanami Zjednoczonymi, pozwolił mu na pewien czas osłabić napięcia wewnętrzne w Iranie. Następnym wydarzeniem, osłabiającym napięcia wewnętrzne, było uwikłanie Iranu w wojnę z Irakiem. Ewentualne wygranie tej wojny stworzyłoby ponadto sprzyjający klimat polityczny do rozprawienia się z opozycją wewnętrzną. Podobne korzyści pragnęli odnieść generałowie argentyńscy w wojnie o Falklandy. W tym przypadku jednak manewr nie został uwieńczony sukcesem.

Rys. 1

Wracając do dwóch głównych systemów - z łatwością dostrzegamy różne ich oddziaływanie na społeczne siły wytwórcze, zwłaszcza w perspektywie dłuższego czasu. System demokratyczny wyzwala te siły, zaś system totalitarny je hamuje. Zwróćmy uwagę na dwa aspekty działania sił wytwórczych: produkcję i twórczość. Rozróżnienie to jest o tyle istotne, że produkcja jest dziś zwykle działaniem zbiorowym i niejako wtórnym, można ją bowiem zorganizować według określonej technologii. To natomiast, co zgodnie przyjmuje się w naszej kulturze umysłowej za akt twórczy, jest zawsze indywidualnym dziełem jednostki (3). Nie zmienia tego nawet fakt, że nad tworzeniem współczesnych technologii pracują liczne zespoły badawcze. Twórcza lub odkrywcza myśl rodzi się bowiem zawsze w umyśle jednego człowieka. Inni ludzie mogą jedynie stwarzać warunki sprzyjające jej powstaniu, a potem rozwijać ją i udoskonalać. To stąd właśnie wynika ekonomiczne znaczenie szczególnej ochrony osoby ludzkiej i zachowania motywacji dla jej twórczego wysiłku. Brak takiej ochrony i motywacji w państwach komunistycznych fatalnie wpływa na wszelką twórczość, a tym samym na rozwój technologii i kultury w ogóle - choć skądinąd nie jest to jedyny czynnik hamujący siły wytwórcze w ustroju totalitarnym (4). Trafna wydaje się w tym kontekście uwaga pewnego handlowca, że w dzisiejszych czasach “na Zachodzie człowiek tworzy, a na Wschodzie diabeł go przedrzeźnia i okrada”. Aby w pełni docenić trafność tej żartobliwej uwagi wystarczy porównać ilość, jakość i asortyment wytwarzanych produktów przemysłowych, a zwłaszcza towarów konsumpcyjnych w krajach należących do obu przeciwstawnych sobie systemów ustrojowych. Powszechnie znana też jest na Zachodzie penetracja państw demokratycznych przez komunistyczny wywiad gospodarczy i militarny.

Rys. 2

I tak oto powstaje specyficzna sytuacja. W systemie demokratycznym nie ma na na ogół trudności z wytworzeniem czegokolwiek. Jest natomiast problem ze znalezieniem odbiorcy wytworzonych dóbr, który płacąc za nie dałby naturalny wyraz ich użyteczności i wzmacniałby motywację wysiłków wytwórcy. W systemie totalitarnym jest odwrotnie: trudno cokolwiek wytworzyć, nie ma natomiast zazwyczaj problemów ze znalezieniem odbiorcy. Jeśli jednak państwa totalitarne posiadają bogactwa naturalne, którymi mogą handlować - to współpraca gospodarcza między tymi dwoma systemami wydaje się być zjawiskiem naturalnym i obustronnie korzystnym. I rzeczywiście istnieje ona, nieraz nawet wbrew różnym przeciwwskazaniom ideologicznym, politycznym i moralnym.

Spośród dwóch supermocarstw faktycznie zyskuje na tej współpracy przede wszystkim Związek Sowiecki. Zysk ten jednak nie pomnaża dobrobytu jego ludności, gdyż w większości przeznacza się go na zbrojenia, propagandę i podboje.

Inaczej rzecz się ma w Stanach Zjednoczonych. Nie wdając się w tym miejscu w bardziej szczegółową ocenę takiej postawy - można stwierdzić, że chęć uzyskania doraźnych korzyści ekonomicznych jest tu bardzo wielka. Przesłania ona sobą niejednokrotnie widok płynących z owej współpracy fatalnych skutków politycznych, które mogą nastąpić w dalszej perspektywie czasowej. Czas ten, zresztą, wcale nie jest aż tak zbyt odległy. Możemy dziś podziwiać przenikliwość Lenina, gdy mówił on o sprzedaży Sowietom sznura, z którego zrobi się stryczek dla Zachodu.

Sowieci płacili dotychczas głównie złotem lub surowcami naturalnymi - oczywiście nie koniecznie bezpośrednio, ale w ramach globalnego bilansu handlowego - za sprowadzaną technologię i zboże. Kolejne lata spadku produkcji rolnej i pogłębiania się ogólnego kryzysu gospodarczego w Związku Sowieckim zmusiły go jednak do zaciągania coraz to większych kredytów i do popadania w długi. Ostatnie, kolejne obrabowanie Polski i innych krajów-satelitów poprzez utworzenie Banku RWPG (Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej, działającej w bloku państw komunistycznych) - nie mogło odwrócić tego procesu (5). W tych warunkach np. coraz trudniej byłoby załamać ewentualne embargo na sprzedaż zboża - nie mówiąc na razie o sprzedaży technologii - nałożone przez Stany Zjednoczone. Ani Argentyna, ani żaden inny z zadłużonych krajów rolniczych nie będzie bowiem skłonny sprzedawać zboże udzielając nieściągalnych pożyczek. Chyba, że pełniłby w tym handlu, przez pewien czas, jedynie rolę płatnego pośrednika (6)

Cóż więc pozostaje Związkowi Sowieckiemu? Ekspansja i szantaż wojenny, co zresztą dzieje się już teraz, przy akompaniamencie naiwnych i konformistycznych haseł demonstrantów pacyfistycznych: better red than dead.

Ale co Zachód powinien właściwie uczynić? Trudno jest o sensowną a zarazem zwięzłą odpowiedź na to banalne pytanie. Mówi się, że nie ma głupich pytań, że zdarzają się jedynie głupie odpowiedzi. Inna, lepsza szkoła uczy, że kluczem do wiedzy jest samo zapytywanie. Na źle sformułowane pytanie nie ma tutaj odpowiedzi. Gdy jest prawidłowe - odpowiedź jest już zawarta w nim samym. Podobnie jest w medycynie. Jeśli chce się leczyć - trzeba znać przyczynę choroby. Leczenie wtedy jest łatwiejsze lub może nawet wystarczyć profilaktyka. Niestety, współczesna medycyna często usuwa tylko objawy, krocząc drogą prób i błędów. Tak samo jest z naszym pragnieniem pokoju i szczęścia - możemy go łaknąć całym sercem, lecz najczęściej szukamy po omacku, przysparzając sobie i światu jeszcze więcej cierpień.

Wracając do pytania o prawidłową postawę Zachodu, można pozwolić sobie na mały eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że komunizm zniknął. Nie ma go i nikt o nim nic nie wie. Po prostu go nie było. Rosja, Chiny i inne obecnie ujarzmione kraje mają własną, historycznie ukształtowaną, niekomunistyczną państwowość. I cóż się dzieje, czy panuje pokój? Wystarczy spojrzeć na Bliski Wschód lub na Irlandię, aby temu zaprzeczyć. Drugiej wojny światowej też zresztą nie rozpętali bezpośrednio komuniści, chociaż ilość spowodowanych przez nich cierpień była i jest niemała.

Pójdźmy jednak o krok dalej. Odmówmy bytu wszelkiemu totalitaryzmowi. Czy wtenczas zapanuje powszechna szczęśliwość? Odpowiedź nasuwa się sama. Zwolniony olbrzymi potencjał napięć, który przecież, zgodnie z zasadą zachowania energii, nie może zniknąć - rozsadzi względnie spójne dotychczas struktury wewnętrzne systemu demokratycznego. Utworzą się ponownie dwa bieguny podziału świata, podobnie jak dzieje się z przełamanym magnesem. Wiedza o nieuchronności tego zjawiska wynika także ze znajomości społecznych procesów projekcji psychicznej. Obiektami i nosicielami projekcji mogą być, na przemian i łącznie, np. jakiś naród, rasa, zwolennicy ideologii bądź wyznawcy określonej religii, których inni ludzie potępią i znienawidzą oraz będą mniej lub bardziej czynnie zwalczać. Nie mogą tego zmienić żadne apele do zdrowego rozsądku, gdyż proces projekcji, oznaczający się wysokim stopniem aktywności podnieconych uczuć, jest niewrażliwy na czynniki racjonalne. Doświadczamy tego aż nadto dobrze na każdym kroku. Nawet za racjonalną postawą biznesmena kryje się motywacja emocjonalna - chęć zysku. Szczególnie, gdy zamierza on wykorzystać ten zysk jedynie lub głównie dla celów osobistych.

Trzeba przyznać, że wnioski te wydają się dość żenujące i łatwo mogą być odrzucone - właśnie z przyczyn emocjonalnych. Prawda przejawiona bezpośrednio, głównie prawda o sobie samym, jest jak słońce. Trudno jej patrzeć w oczy. Odrzucamy ją, odwołując się zwykle do jakiejś powszechnie akceptowanej formuły, która pozwala racjonalnie usprawiedliwić we własnych oczach naszą postawę. Często mówimy, na przykład: no cóż, business as usual - chociaż w ocenianych w ten sposób sprawach wcale nie chodzi nam o business, lecz o ewentualną konieczność zmiany naszej postawy etycznej, uwarunkowanej emocjonalnie.

Oczywiście piszący te słowa musi to odnieść również do własnej osoby, gdyż jego stosunek np. do wszelkiego totalitaryzmu najwidoczniej nie jest pozbawiony emocji. Dobrze jest jednak, jeśli jest to tylko zaangażowanie się, bez uczucia nienawiści.

Jeżeli wszelako zaakceptujemy wysnute dotąd wnioski, to zrodzi się kolejne pytanie: jaka jest przyczyna napięć i podziałów społecznych? Każda próba metodycznej odpowiedzi na to najistotniejsze pytanie, oparta na materiałach faktograficznych i ujęta w perspektywie historycznej, przekraczałaby ramy tej pracy. Analiza psychologiczna prowadzi wszakże do wniosku, że przyczyną napięć i podziałów społecznych jest egoizm każdego z nas, wyrażający się często agresywnością i wypływający z naszej głębokiej niewiedzy o nas samych. Z drugiej strony panuje dość powszechna opinia, że egoizm, podobnie jak skorupa ślimaka, chroni człowieka przed nieprzychylnym otoczeniem. Chodzi nam jednakże co najmniej o złagodzenie egoizmu, o wychowanie społeczeństw w duchu miłości bliźniego, o zmniejszenie owej nieprzychylności i w ogóle sumy napięć na świecie (7).

Wielu psychologów utrzymuje, że najgłębszym źródłem wszelkiej agresji, wywołującej napięcia indywidualne i społeczne, jest lęk. Zgodnie z tymi poglądami agresywna postawa jest, w gruncie rzeczy, nieświadomą kompensacją wypartej postawy do niej przeciwstawnej, wyrażającej pierwotne uczucie lęku, spowodowane zagrożeniem przez otoczenie zewnętrzne. W przypadku elity władzy komunistycznej, rozpatrywanej na płaszczyźnie działania społeczno-politycznego - byłby to chyba lęk przed utratą jej nieograniczonych przywilejów, skrzętnie ukrywanych przed społeczeństwem, karmionym równościowymi ideałami, a także strach przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie. Stalin wyraził proces przeradzania się strachu w agresję słowami: “najlepszą obroną jest atak” i “zwycięsców nie sądzi się”. Są to stare zasady taktyczne. Niemniej agresja w stosunkach międzynarodowych budzi zrozumiałe obawy. Widmo totalnej zagłady jest bowiem koszmarem naszych czasów.

Z drugiej strony wiadomo jednak, że ten kogo wabią doczesne dobra i przywileje, nie jest skory do popełnienia samobójstwa. W odniesieniu do elity władzy byłby to fałsz psychologiczny (8). Współczesny komunizm charakteryzuje się obłudą i cynizmem uprzywilejowanej elity - a nie fanatyzmem, jak sekta sfrustrowanych bądź obałamuconych ludzi, którzy mogliby popełnić zbiorowe samobójstwo. Z powodu niedoceniania tej wiedzy trwoga przejmuje serca wielu ludzi, paraliżuje ich wolę i skłania do zaślepionego pacyfizmu, do nieświadomej zdrady samych siebie na trudnej drodze ku prawdzie i szczęściu.

Rozważania takie, choć może coś wyjaśniają, to jednak nie dają jeszcze odpowiedzi na zasadnicze pytanie: jakiej postawy politycznej należy oczekiwać od państw demokratycznych wobec ekspansji komunizmu?

Na tym etapie dociekań można by uznać, że słuszną postawą Zachodu jest ustawienie skutecznej bariery obrony militarnej i taka regulacja stosunków gospodarczych z komunistami, aby nie opłacały się im żadne akty agresji i propagandy zewnętrznej. Wykorzystując natomiast warunki przymusu gospodarczego, należałoby infiltrowac do krajów komunistycznych rzetelną, obiektywnie prawdziwą informację o różnych sprawach społecznych na Wschodzie i na Zachodzie, słowem - przełamywać monopol informacyjny. W wyniku takiego działania powinny spadać napięcia zewnętrzne między dzielącymi świat, głównymi systemami politycznymi. Czyniąc pewien skrót myślowy można by powiedzieć, że ów spadek napięć zewnętrznych, zgodnie z omówioną wcześniej zasadą zachowania energii, spowoduje wzrost napięć wewnętrznych w Związku Sowieckim, które, nie mogąc być ponownie skierowane na zewnątrz - spowodują załamanie systemu komunistycznego (9).

Postulat takiej postawy Zachodu wobec komunizmu nie jest oczywiście nowością. Stosowano go już w okresie tzw. zimnej wojny i, z pewnymi usprawnieniami, stosuje się nadal. W tym świetle zrozumiałe są np. zalecenia dla Radia Swoboda i dla Radia Wolna Europa, aby w nadawanych audycjach unikać emocji, uogólnień, różnych ataków osobistych na przywódców i w ogóle propagandy, która mogłaby dopomóc w skierowaniu napięć wewnętrznych w krajach opanowanych przez komunistów - na zewnątrz, przeciwko krajom od których ta propaganda pochodzi.

Powinno się rozwijać działalność tych ośrodków informacji w sposób nie pozorowany a skuteczny, nie ograniczając także środków materialnych na ten podstawowy kierunek działania. Rzetelna informacja jest bowiem najlepszym sposobem demaskowania fałszu, stanowiącego głóne oparcie dla komunizmu.

Dlaczego jednak taka postawa polityczna Zachodu nie jest, jak dotąd, wystarczająco skuteczna? Szukając odpowiedzi na to kolejne pytanie wkraczamy w najboleśniejszy dylemat psychiczny, który był we wszystkich czasach i pozostał udziałem człowieka.

II WYPIERANIE I PROJEKCJA NEGATYWNYCH PRAGNIEŃ

Stały otworem ludzkich serc podwoje,

patrzyłem w czaszki, jak alchemik w słoje.

Widziałem, jakie człek żądze zapalał,

jakie i kiedy myśli sobie nalał,

jakie lekarstwa, jakie trucizn wary

gotował skrycie.

Adam Mickiewicz , Widzenie (10).

Aby zbliżyć się do zrozumienia źródeł komunizmu, odwołajmy się znów do owego, przyjętego za oczywiste i powszechne, prawa rozdwojenia. Do występującej wszędzie w przyrodzie dwoistości, dwubiegunowości. W jego świetle postaramy się prześledzić najpierw pewne procesy psychiczne, a następnie ich odbicia społeczne i polityczne.

Snując rozważania nad dzisiejszym podziałem świata i nad ekspansją komunizmu musimy stwierdzić, że dokonuje się ona pomimo ustawienia barier militarnych i podejmowania wielu rozsądnych działań politycznych. Komunizm jest jak nieuleczalna choroba. Jak dotąd chorobę tę udaje się czasem przytłumić, lecz trudno jest z niej świat wyleczyć. Na ten cel, podobnie jak na walkę z rakiem, przeznacza się ogromne środki materialne. Wyniki są jednakże mizerne. Widocznie w obu przypadkach, z powodu nieznajomości przyczyn choroby, leczenie przebiega na niewłaściwych płaszczyznach.

Spróbujmy przeprowadzić odległe, lecz działające na wyobraźnię, porównanie między niektórymi pojęciami oraz przedmiotami świata psychicznego i fizycznego. Porównajmy, mianowicie, osobowość człowieka do planety lub gwiazdy. Osobowość, podobnie jak planeta, ma swoją masę. Jest nią suma energii psychicznej, utrzymanej w strukturach określonych poglądów, wierzeń i nawyków. Masę tę, jak u planety, charakteryzuje pewna bezwładność, opór stawiany działaniu sił zewnętrznych.

Innym zjawiskiem jest egoizm. Jest on czymś tak naturalnym jak powszechna grawitacja, która powoduje, że każdy przedmiot ma jakiś ciężar. Egoizm towarzyszy każdej osobie - podobnie jak pole grawitacyjne otacza keżdą planete. Nie na darmo ludowe porzekadło stwierdza, że ręce człowieka zginają się ku sobie.

Rys.3

Chmurka: Co się tak gapisz! Nie wiesz że ręce zginają się do siebie ?

Z drugiej strony człowiek jest istotą społeczną, co najmniej o tyle, o ile jego życie zależy od zdolności do współżycia z innymi ludźmi. Musi on ograniczać i tak modelować swoje egoistyczne pragnienia, aby nie zakłócać współżycia społecznego, które w świetle przytoczonej analogii kojarzy się nam z harmonią sfer niebieskich. Chyba jednak na tym można zakończyć porównania z planetą, bowiem osoba ludzka jest od planety, jako wyłącznie materii, czymś “bogatszym”.

Modelem, do którego człowiek przystosowuje swoje pragnienia i aspiracje, jest system norm moralnych, ukształtowanych społecznie oraz objawionych transcendentalnie, głównie w sferze przeżyć religijnych. Wiele spośród tych norm ulega zmianom w procesie historycznych przeobrażeń świata. Jednakże w określonym miejscu i czasie stanowią one społeczny “kodeks” etyczny (11).

Ludzie, świadomi obowiązyjących ich norm życia społecznego, w różnym stopniu je akceptują. Zaakceptowane normy jednak nie zawsze są przestrzegane. Bywają przekraczane lub doraźnie naginane do pragnień. Stąd pochodzą przestępstwa i inne zakłócenia życia społecznego. Są to sprawy powszechnie znane i dlatego, zachowując je w pamięci, nie będziemy nad nimi tutaj dłużej się zastanawiać.

Zasadniczy dylemat natomiast, który chcielibyśmy wyjaśnić, ma swoje żródło gdzie indziej. Chodzi mianowicie o to, że wspomniana już bezwładność osobowości nie pozwala człowiekowi najczęściej ani na doraźne zmiany zaakceptowanych przez niego norm moralnych, ani też na ich przekraczanie. Stan taki cechuje tzw. mocną postawę moralną. Cóż jednak dzieje się, gdy człowieka z taką postawą “nawiedzą” równie mocne pragnienia egoistyczne, których jednak w żadnej mierze nie może zaakceptować?

Otóż pragnień takich, bądź emocji, psychika człowieka absolutnie nie dopuszcza do jego świadomości. Są one wyparte i nieuświadomione - ale pozostają w obrębie tej psychiki. Zachowują także swą energię psychiczną, która szuka ujścia na zewnątrz, musi się przejawić. Zjawisko to nosi nazwę: wypieranie i projekcja psychiczna.

Jeżeli matkę, na przykład, dotknie uczucie niechęci czy nawet nienawiści do swego dziecka, poniważ utrudnia jej ono realizację osobistych planów lub zaspokajanie egoistycznych pragnień - prawdopodobnie nie potrafi ona tego uczucia dopuścić do swojej świadomości. Gdyby następnie ktoś jej powiedział o tym nieuświadomionym uczuciu, z oburzeniem uznałaby to za największy absurd i wymierzony w nią akt wrogości. Rzutując zatem to uczucie na otoczenie będzie przekonana, że to inne osoby nienawidzą jej dziecka. Co więcej, nienawiść tę uzna za szczyt niesprawiedliwości, a dziecko otaczać będzie przesadną troskliwością. Nie będzie to już zwyczajna opieka nad potomstwem, genetycznie zakodowana w przyrodzie - lecz waleczna, emocjonalna postawa, nieuzasadniona zewnętrznymi realiami.

Trzeba zauważyć pewną specyfikę tego zjawiska. Dzięki takiej postawie matki dzicko nie przestaje być chronione nawet przed inwazją jej egoistycznych pragnień. Tak działający mechanizm psychiczny jest niewątpliwie ważnym czynnikiem utrzymania gatunku w przyrodzie. Człowiek jednakże, dzięki ustawicznemu uświadamianiu sobie działania tego mechanizmu we własnej psychice, powiększa swoją zdolność do rozwoju etycznego przez nabycie większej możliwości skutecznego ograniczania własnych egoistycznych skłonności.

Wybitny filozof i psycholog Erich Fromm przytacza abstrakcyjny przykład wypierania uczuć - bez możliwości projekcji tych wypartych uczuć na innych ludzi. W przykładzie tym mówi o plemieniu wojowników, którego członkowie utrzymują się z zabijania i rabowania członków innych plemion. Otóż gdyby w takim plemieniu pojawiła się jednostka, która czuje wstręt do zabijania i rabunku to jest prawie pewne, że nie mogłaby uświadomić sobie tego uczucia. Nie dałoby się ono pogodzić z uczuciami całego plemienia. Jednostce takiej groziłaby izolacja. W obronie przed przeniknięciem do świadomości niepożądanego uczucia dostawałaby prawdopodobnie wymiotów lub doznawałaby intensywnego lęku. Niemożliwość dokonania projekcji wypartych uczuć bywa przyczyną wielu chorób. Nie mogąc bowiem wyzwolić się na zewnątrz - ta energia psychiczna zaburza funkcjonowanie organizmu ludzkiego.

A oto co napisał o projekcji ojciec psychologii analityczmnej C.G. Jung (Archetypy i symbole. “Czytelnik”, Warszawa 1976):

Zjawisko projekcji można zaobserwować wszędzie: w chorobach psychicznych, obsesjach i halucynacjach u tzw. ludzi normalnych, którzy widzą źdźbło w oko bliźniego swego, ale nie widzą belki we własnym, i w końcu, w najwyższym stopniu, w propagandzie politycznej. Projekcje mają różny zasięg, w zależności od tego, czy ich uwarunkowania są osobisto-intymne, czy też głębsze, zbiorowe. Treści osobowe objawiają się w projekcjach na najbliższe otoczenie , na krąg krewnych i znajomych. Natomiast treści zbiorowe, np. konflikty religijne, światopoglądowe i polityczno-społeczne, wybierają sobie odpowiednich nosicieli projekcji: masonów, jezuitów, Żydów, kapitalistów, bolszewików, imperialistów, itd.

Przytoczone przykłady wypierania i projekcji ilustrują nam dramat rozdarcia zachodzącego w psychice człowieka, które dokonuje się na codzień, zgodnie z prawem rozdwojenia. Trzeba bowiem pamiętać, że każda wyparta treść - w procesie projekcji wywołuje w świadomości treść do niej przeciwstawną. Wyparta niechęć do bliskiej osoby zasila świadomie żywioną życzliwość dla niej, uczucie niechęci natomiast przypisuje się innym. Wyparte poczucie własnej nikłej wartości powoduje zarozumiałość i pogardę dla innych. Wyparcie pragnienia kradzieży wywołyje gniew na złodziei i bardzo mocne przekonanie o wałsnej nieskazitelności w tym względzie. Wyparcie lęku przed kimś wyzwala agresywność w stosuku do tej osoby.

Spróbujmy wyobrazić sobie mechanizm wypierania i projekcji. W jaki sposób działa? Aby dopomóc naszej wyobraźni, posłużmy się znów analogią do zjawisk fizycznych. Przywołajmy w tym celu na myśl dwa pojęcia fizyczne: energię i siłę. Energia jest zdolnością do wykonania pracy lub samą pracą. Rodzaj energii można opisać (mechaniczna, cieplna, elektryczna, itd.). Można ją także zmierzyć pod względem ilościowym. Nie da się jednak określić geometrycznego kierunku jej działania. Jest ona bowiem skalarem, nie posiada kierunku.Inaczej ma się rzecz z siłą. Siła działa zawsze w określonym kierunku. Jeśli nie przeciwdziała jej odpowiedni opór (inna siła) - wówczas wyraża się ruchem, wykonując zwykle pewną pracę wzdłuż kierunku swego działania. Dla naszych dociekań możemy przyjąć, że siła, wyrażającasię ruchem, jest tożsama z energią z “nałożonym” nią geometrycznym kierunkiem działania. W toku naszych dalszych rozważań będziemy ją nazywać “siłą”, w cudzysłoiwie.

Analogicznie do tych pojęć fizycznych możemy przyjąć, że psychicznym odpowiednikiem energii fizycznej jest uczucie (12). Podobnie jak w przypadku energii, możemy opisać rodzaj uczucia (miłość, strach, zawiść). Samo w sobie jesat ono jednak irracjonalne. Nie posiada treści, podobnie jak energia fizyczna nie posiada kierunku, jest skalarem. Dopiero “obdarzenie” uczucia racjonalną treścią nadaje mu określony “kierunek” działania. Przejawia się ono wtenczas jako pragnienie (lub niechęć), odniesione do konkretnego przedmiotu. Możemy uznać, że fizycznym odpowiednikiem pragnienia jest “siła” (13).

Przyjmijmy z kolei, że wrodzoną cechą umysłu jest dążenie do fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa człowieka. Bezpieczeństwo fizyczne jest w zasadzie zapewnione przez odruchy ciała, instynkt samozachwawczy oraz przez świadome spełnianie odpowiednich funkcji życiowych. Natomiast bezpieczeństwo psychiczne, które wiąże się także pośrednio z bezpieczeństwem fizycznym, dotyczy ochrony ego, poczucia “ja”. Tutaj właśnie znajduje się źródło wszelkiej egoistycznej postawy. Ochrona owa rozciąga sie też - choć w różnym stopniu, zależnie od stopnia rozwoju świadomości jednostki - na własne dzieci, bliższą i dalszą rodzinę, rozmaite grupy społeczne, a także na stan posiadania oraz na idee i wierzenia, które jednostka uznaje za swoje. Wszystkie te obiekty należą do strefy chronionej przez umysł. Naruszenie któregokolwiek z nich umysł jednostki uznaje za naruszenie “ja”, bezpośrednie lub pośrednie. Przeciwstawia się także temu naruszeniu.

Zanim skorzystamy z dokonanych uprzednio analogii, zróbmy jeszcze trzy następujące założenia: 1 - w procesie projekcji umysł działa autonomicznie, niezależnie od świadomości i woli, podobnie jak w przypadku odruchów ciała czy też przejawiania instynktów; 2 - uczucie jawi się przed umysłem najczęściej w postaci określonego pragnienia, jest więc odpowiednio zorientowane pod względem “kierunku” działania; 3 - umysł nie potrafi zlikwidować pragnienia, nie może bowiem usunąć uczucia, które jest odpowiednikien energii fizycznej, poddanej zasadzie zachowania. Może natomiast zmienić treść pragnienia (ale nie rodzaj zawartego w nim uczucia) w podobny sposób, jakby chodziło o zmianę kierunku “siły” fizycznej (14).

Możemy teraz wyobrazić sobie, ze przed umysłem, w psychice, pojawiają się różne pragnienia. Ich treść może zależeć od aktualnej sytuacji życiowej jednostki, jej nawyków, uwarunkowań kulturowych, itp. Pragnienia, dzięki swemu ładunkowi uczuciowemu, nieuchronnie docierają do świadomości jednostki z “żądaniem” realizacji, spełnienia. Przedtem jednak umysł kontroluje ich treść i, jeżeli są skierowane przeciwko strefie chronionej - “automatycznie” zmienia ten “kierunek”, odwracając owe pragnienia przeciw innym obiektom, znajdującym się poza tą strefą lub chronionym w mniejszym stopniu. Proces ten przebiega więc, jak już powiedzieliśmy, podobnie do zmiany kierunku “siły” fizycznej z niebezpiecznego na pożądany - tak, jakgdyby człowiek odruchowo odwracał od siebie ostrze noża (15).

Pomimo nieuchronnego uproszczenia opisanego tu procesu można chyba przypuszczać, że w przybliżeniu w taki właśnie sposób dokonuje się wypieranie i projekcja egoistycznych, negatywnych pragnień. Treść ich odbija się od chronionej strefy “ja”, jak promień światła od lustrzanej kuli. Natomiast zawarte w nich uczucia przenikają do tej kuli i do świadomości jednostki, lecz zostają wyposażone w inną, zmienioną treść, jakby przebrane w inne ubranka, przyzwoite i miłe dla “ja”.

W toku tych rozważań dochodzimy do istotnego wniosku. Uświadamiana sobie przez nas wiedza racjonalna pochodzi głównie z zewnętrznego postrzegania. Każda postrzegana treść podlega ocenie. Określa się więc nasz stosunek do niej, który jest zazwyczaj zabarwiony emocjonalnie, w większym lub mniejszym stopniu. Jeśli jednak jakaś treść dotyczy nas samych, bezpośrednio lub pośrednio, a nie jest zgodna z “kodeksem etycznym” lub stanowi zagrożenie dla “ja” - wówczas może ona być wyparta. Na jej miejsce wejdzie jednakże do naszej świadomości treść zmieniona, przeciwstawna do niej pod względem etycznym, fałszywa. W wyniku takiego procesu dokonuje się podział całej naszej wiedzy racjonalnej na prawdziwą i fałszywa. Dotyczy to przede wszystkim wiedzy o nas samych i o stosunkach społecznych w których żyjemy.

Człowiekowi nie jest łatwo dostrzec u siebie ten podział. Aby tego dokonać - nie wystarczy sprawnie władać intelektem. Intelekt, w rzeczy samej, gra w tym przypadku rolę podrzędną. Potrzebny jest tu spokój wewnętrzny, a także zdolność do zachowania pewnego dystansu do własnych poglądów i uczuć. Konieczne jest również pozbycie się skłonności do negatywnych pragnień. Najbardziej niepożądane są: pragnienie zemsty i odczuwanie nienawiści. Mogą one przejawiać się tylko dzięki projekcji. Mając skłonność do przeżywania takich emocji nie jesteśmy w stanie pojąć, że ich przyczyną jest posiadanie przez nas tych samych cech - choć ich sobie nie uświadamiamy - które przypisujemy obiektowi naszej nienawiści. Skłonność do negatywnych pragnień przysłania nam prawdę, podobnie jak chmury przysłaniają słońce. Można by rzec, choć trudno jest to zauważyć (a jeszcze trudniej zauważyć i poniechać racjonalizowania), że każda emocja, która nie wyraża bezinteresownej miłości, jest taką właśnie przysłaniającą chmurą.

Istnieje wiele świeckich technik medytacji, które ułatwiają wgląd we własną psychikę i dostrzeganie owego podziału wiedzy o sobie i świecie na prawdziwą i fałszywą. Na skalę społeczną jednakże i niejako w perspektywie historycznej, w łączności z określonymi wierzeniami, a także w powiązaniu z życiem codziennym - zajmują się tym religie, szczególnie w sferze duchowości czy też nurtów mistycznej aktywności. Jest to już jednak inny obszerny temat, któremu nie możemy tu poświęcić więcej uwagi. W tym miejscu należy podkreślić, że życie zgodne z zaakceptowanym przez jednostkę, społecznym “kodeksem” etycznym jest najbardziej prawidłową postawą człowieka. Chodzi przy tym o taki rozwój naszej świadomości, abyśmy mogli lepiej pojmować działanie ukrytych w psychice mechanizmów, którym poddawane są nasze uczucia, poglądy i postępowanie.

Rzucenie światła świadomości w mrok tej nieuświadomionej otchłani psychicznej rozprasza emocje człowieka, oczyszcza go z negatywnych skłonności i przydaje witalnej energii, której istnienia do tej pory nie podejrzewał. Podobnie jest z rzetelną informacją w życiu społecznym, która usuwa zewnętrzny fałsz, stanowiący fundament ustrojów totalitarnych i pozytywnie aktywizuje społeczeństwo. Podobieństwo to jest głębsze niż się powszechnie przypuszcza. Psychoterapeuci wiedzą najlepiej jak bardzo broni się umysł pacjenta przed uświadomieniem sobie własnych, wypartych terści. Jest to często proces bolesny, choć zazwyczaj równoznaczny z ich likwidacją i z wyleczeniem pacjenta. Dokonując pewnego uosobienia można by powiedzieć, że określony rodzaj wypartych treści, tzw. kompleks, zachowuje się tak, jakby posiadał autonomię psychiczną. Po prostu walczy o swoje istnienie. Obrona przed uświadomieniem jest dla niego sprawą najwyższej wagi, jest sprawą “być albo nie być”.

Tak samo jak kompleks psychiczny broni się przed uświadomieniem go sobie przez pacjenta - ustrój totalitarny walczy z rzetelną informacją, która może ujawnić przed społeczeństwem naturę tego ustroju i tym samym podciąć korzenie jego egzystencji. Ażeby przekonać się o słuszności tego porównania wystarczy prześledzić treść aktualnej propagandy komunistycznej, chociażby w odniesieniu do ostatnich wydarzeń w Polsce. Odpowiedzialnością za różne swoje niepowodzenia - władze PRL obciążają “dywersantów imperialistycznych”, działających przez Radio Wolna Europa.

Rys. 4

Chmurka: Znów ta Wolna Europa narozrabiała.

Istotnie, działalność RWE i innych rozgłośni na Zachodzie, nadających audycje dla krajów komunistycznych - można porównać do pracy psychoanalityka. Nic też dziwnego, że w państwach o ustrojach totalitarnych psychoanaliza, i w ogóle tzw. psychologia głębi, nie cieszy się zbyt wielką popularnaścią. Wystarczy przypomnieć o wygnaniu psychoanalityków, wraz z Zygmuntem Freudem, przez hitlerowski reżym. Wiedzę tę, także w jej późniejszym, niefreudowskim wydaniu, odrzuca się oficjalnie również we wszystkich bez wyjątku państwach komunistycznych. Jest ona tam traktowana podobnie jak wszelka filozofia niemarksistowska: jak coś, czym mąci się ludziom w głowach. Nie może też być inaczej, bowiem zachodzi zbyt oczywisty związek między nieświadomymi procesami psychiki, w szczególności psychiki neurotyka - a funkcjonowaniem ustroju totalitarnego.

Weźmy dla przykładu sprawę sowieckich “uspołecznionych” gospodarstw rolnych, tzw. kołchozów. Nie spełniają one pokładanych w nich “teoretycznie uzasadnionych” nadziei, gdyż rolnik uważa, że państwo go okrada. Może to być początkowo tylko projekcja, której rolnik dokonuje podejrzewając, że może być okradziony. Taka postawa obniża jednak wydajność jego pracy, a wówczas, wobec spadku produkcji rolnej przy niezmienionych potrzebach ludności - państwo, korzystając ze swego monopolu władzy, zaczyna rolnika okradać naprawdę. W oczach rolnika faktu tego nie usprawiedliwia żadne uzasadnienie ideologiczne lub propagandowe. Znajduje on potwierdzenie swoich uprzednich podejrzeń - i kółko się zamyka.

Załóżmy jednak, że rolnik nie dokonuje żadnych projekcji i pracuje z dużą wydajnością. Wówczas nieuchronnie stanie się nosicielem projekcji dokonywanych przez przedstawicieli władz państwowych, którzy uznają, że powodzi mu się za dobrze w porównaniu z innymi ludźmi i pod byle pretekstem zagarną jego płody. Pokrzywdzony rolnik, nie mogąc skutecznie bronić się, obniży wydajność - i znów kółko się zamknie.

Tego właśnie mechanizmu wypierania i projekcji nie mogą dostrzec i zaakceptować twórcy fałszywych ideologii. Co więcej, potępiają oni wszelką wiedzę, która ten mechanizm ukazuje. Dzieje się tak nieprzypadkowo. Na straży takiego porządku rzeczy stoi bowiem energia psychiczna wypartych treści, która musi się przejawić, rozładować na zewnątrz. To właśnie po to wymyśla się odpowiednie ideologie. Zawiesza się na nich owe wyparte treści, jak ubranie na uprzednio przygotowanym wieszaku.

Stosownym również będzie tutaj zauważyć, że w dzisiejszych czasach komuniści rzadko kiedy wywołują napięcia społeczne w nowo zdobywanych, słabo rozwiniętych krajach. Zazwyczaj wykorzystują wcześniej już istniejące tarcia, narzucając swoją ideologię i ustrój społeczny w trakcie popierania jednej ze zwaśnionych stron. Atakują zatem “podatną na infekcję” świadomość niedojrzałych społeczeństw komunistyczną ideologią. Pomagają także stosować przemoc.

W świetle tych spostrzeżeń i rozważań, komunizm przedstawia się jako ideologia zbudowana w oparciu o fałszywą wiedzę racjonalną. Twórcy tej ideologii, chociaż każdy z nich mógł władać wybitnym intelektem, nie pojmowali - i na swoim szczeblu rozwoju świadomości nie mogli pojąć podstawowych procesów zachodzących w psychice człowieka. Chodzi tu przede wszystkim o wypieranie i projekcję psychiczną. Intelektualne rozumienie tych procesów nie jest równoznaczne z pojmowaniem ich w obszarze rozwiniętej świadomości. Rozwinięta świadomość pozwala bowiem dostrzegać je u siebie i odnosić do całej chronionej strefy, najpierw własnej, a następnie innych ludzi. Wynika z tego, że intelekt - który tak dobrze służy w zdobywaniu wiedzy technologicznej, zewnętrznej - nie wystarcza człowiekowi do zrozumienia samego siebie. Jest on czymś innym niż rozwinięta świadomość, która redukuje egoistyczną postawę oraz obdarza wiedzą prawdziwą, mądrością, pozwalającą prawidłowo kształtować życie własne i społeczne.

Ideologia komunistyczna nie może zatem zrealizować się w oczekiwanej, pozytywnej postaci. Nie pozwalają na to ściśle jej odpowiadające, wyparte negatywne treści. W ustroju komunistycznym powodują one nieustanną projekcję, dokonywaną głównie przez tzw. aparat władzy (bezpośrednio lub za jego sprawą), na całe społeczeństwo. Życie społeczeństwa jest modelowane - nieuchronnie z udziałem dyktatury - według tej fałszywej, utopijnej ideologii, opartej na wiedzy o świecie, ale nie o człowieku. Towarzyszy temu brak społecznej kontroli, która mogłaby weryfikować i odrzucać nieodpowiednie treści tak, jak to czyni w ustroju demokratycznym. Ta właśnie projekcja nadaje totalitarny charakter owemu wyidealizowanemu obrazowi bezklasowego, bezkonfliktowego społeczeństwa.

Twórców i zwolenników ideologii komunistycznej nie należy utożsamiać ze zwolennikami ustroju zbudowanego w oparciu o tę ideologię. W funkcjonującym ustroju prawdziwi zwolennicy ideologii, kierujący się humanitarną motywacją działania, bardzo szybko zostają zneutralizowani i pozbawieni wszelkich wpływów. Stanowią bowiem duże zagrożenie dla zwolenników ustroju, dbających jedynie o utrzymanie swojej władzy i przywilejów, a jednocześnie powołujących się także na tę samą ideologię. Pierwsze lata historii Związku Sowieckiego dostarczają wielu przykładów takiego odtrącania zwolenników ideologii (konflikt: Lenin - Trocki; powstanie partii bolszewickiej; skrytobójcze likwidowanie znanych aktywistów, itp.). W późniejszym okresie toczono już w zasadzie tylko bezwzględne walki o ster władzy między różnymi ekipami rządzącej elity.

Posługując się pojęciami wziętymi z psychoterapii można powiedzieć, że ustrój komunistyczny jest nękającą człowieka neurozą, przechodzącą na całe społeczeństwo. Przyjęta lub narzucona utopijna ideologia powoduje masowe wypieranie sprzecznych z nią, egoistycznych treści w skali zbiorowej. Suma tych i pozostałych wypartych treści tworzy coś, co można by nazwać uniwersalnym kompleksem społecznym. Kompleks ten, kształtowany przez przemoc, w naszych czasach uformował głównie sowiecki model ustroju komunistycznego. Dokonywana w warunkach dyktatury projekcja jego treści jest przyczyną owej społecznej neurozy. Stosowny zaś dla niego “grunt” znajduje się, niestety, w psychice mieszkańców obu półkul naszej planety. To właśnie dlatego stosowane dotąd środki - przeważnie zewnętrzne (militarne i gospodarcze) - nie wystarczają do wyzwolenia świata od tej ciężkiej choroby (16).

III DWOISTOŚĆ ZNACZENIA SŁÓW

W trwodze i drżeniu myślę, że spełniłbym swoje życie

Tylko gdybym się zdobył na publiczną spowiedź

Wyjawiając oszustwo, własne i mojej epoki:

Wolno nam było odzywać się skrzekiem karłów i demonów

Ale czyste i doniosłe słowa były zakazane

Pod tak surową karą, że kto jedno z nich śmiał wymówić

Już sam uważał się za zgubionego.

Czesław Miłosz , Zadanie.

Badanie zjawiska wypierania i projekcji psychicznej prowadzi do wniosku, że istnieje nieuświadamiany podział naszej wiedzy racjonalnej o sobie i o sprawach społecznych na prawdziwą i fałszywą. Wskutek tego podziału powstają liczne, często przeciwstawne sobie pojęcia, którym, nieprzypadkowo zresztą, przyporządkowane zostaje to samo słowo. Ta nieoznaczoność pojęć może prowadzić do akceptacji całkiem nieodpowiednich, fałszywych treści. Chyba tylko w taki sposób ideologia komunistyczna może być uznawana przez jej zwolenników. Prześledźmy to na znanym w psychologii przykładzie.

Jeśli wyznaję miłość kobiecie mówiąc “kocham cię” to słowa te są dla niej zrozumiałe, zwłaszcza gdy jest mi przychylna. Ja także mogę uważać, że słowa te są odpowiednie do wyrażenia moich uczuć. Spróbujmy jednak sięgnąć głębiej do tych uczuć, do ich motywacji. Mógłbym, na przykład, powiedzieć “kocham cię i pragnę jedynie byś była szczęśliwa”, albo “kocham cię, nie mogę bez ciebie żyć i oczekuję wzajemności”. Obie te wypowiedzi są powszechnie akceptowane, pomimo, że w istocie wyrażają dwa przeciwstawne sobie przeżycia uczuciowe: miłość ofiarną (bezinteresowną) i miłość egoistyczną. Przeżywając je ludzie zazwyczaj nie dostrzegają owej motywacyjnej różnicy niędzy nimi. Dlatego nie ma dla nich odpowiednich, komunikatywnych słów w języku polskim i jest wątpliwe czy można je znaleźć w innych językach. Załóżmy jednak, że takie słowa istnieją i treść ich jest powszechnie znana. Oznaczmy je literami A i B. Gdybym teraz, żywiąc miłość egoistyczną, powiedział prawdę używając słowa B - to mógłbym zostać odtrącony, gdyż moja wybranka poznałaby prawdziwą motywację moich afektów. Gdybym natomiast skłamał mówiąc A - to może by mnie nie odtrąciła, ale psychicznie trafiłbym z deszczu pod rynnę. Musiałbym uznać się za oszusta i wejść w kolizję z akceptowanym przeze mnie “kodeksem” etycznym. Nieprzypadkowo więc ograniczam się do słów: kocham cię. Dokładniejsza wiedza o rodzaju tej miłości nie jest mi potrzebna, co więcej, mogłaby przeszkodzić w spełnieniu moich pragnień. Oboje zresztą uważamy, że właściwie rozumiemy te moje słowa. Nie uświadamiamy jednak sobie kryjącego się w nich fałszu, który może ujawnić się dopiero później. Bardzo trudno jest bowiem uświadomić sobie pewne treści, powstałe w wyniku tego motywacyjnego rozdwojenia - gdy nie przyporządkowano im odpowiednich słów (17).

Prześledźmy z kolei przebieg podobnego rozdwojenia niektórych treści dotyczących życia społecznego. Używając, na przykład, słowa demokracja sądzimy zwykle, że treść jego jest jednoznaczna i powszechnie znana. Jednakże słowem tym posługują się również komuniści. Spróbujmy, wobec tego, jak najprościej określić pozytywne jego znaczenie.

Prześledźmy z kolei przebieg podobnego rozdwojenia niektórych treści dotyczących życia społecznego. Używając, na przykład, słowa demokracja sądzimy zwykle, że treść jego jest jednoznaczna i powszechnie znana. Jednakże słowem tym posługują się również komuniści. Spróbujmy, wobec tego, jak najprościej określić pozytywne jego znaczenie.

Zapomnijmy chwilowo wszystko co wiemy o demokracji, pozostawiając tylko etymologiczne znaczenie tego słowa: władza ludu. Oczywiście lud musi powołać swoich przedstawicieli, którzy w jego imieniu i w jego interesie będą sprawować władzę, bowiem sam, jako całość, nie może tego robić z przyczyn technicznych (18). Powstają więc odpowiednie instytucje jako narzędzia władzy . Narzędzia te muszą podlegać kontroli, gdyż na naszym szczeblu rozwoju świadomości gatunku homo sapiens - jest to niezbędne. Zostają przeto utworzone instytucje kontroli . Tak powstaje demokratyczny ustrój społeczny. Jest to jego najistotniejsze źródło, choć geneza historyczna bywa zgoła inna. Nie będziemy jednak zastanawiać się nad tym w tym miejscu.

W trywialnym uproszczeniu demokrację można scharakteryzować słowami: jeden rządzi, a drugi go kontroluje, patrzy mu na ręce. Przy tym dla kontrolującego ręce te muszą być dobrze widoczne i ma być zapewniony skuteczny dostęp do środków przekazu, z możliwością rzetelnego informowania opinii społecznej i ewentualnej zmiany rządzącego. Stan taki jest obwarowany instytucjonalnie i prawnie, a także utwierdzony w świadomości społecznej poprzez tradycję.

Otóż zgodnie z omówioną wcześniej zasadą zachowania energii psychicznej należy przypuszczać, że demokracja może okazać się ustrojem niestabilnym, pomimo, że utrzymuje się stale w wielu krajach. Taka niestabilność może najłatwiej przejawić się w niesprzyjających warunkach zewnętrznych. I rzeczywiście, historia potwierdza te przypuszczenia. Słuszne są przeto nawoływania, że o demokrację trzeba dbać jak o zdrowie, jak o harmonię w rodzinie. Narzędzia władzy bowiem pragną “ze swej natury” uzyskać dominację nad instytucjami kontroli, nie wyzwalając przy tym niebezpiecznych dla siebie napięć społecznych. Ta skłonność jest wyrazem egoistycznej postawy elity sprawującej władzę. Cel zaś ten najłatwiej może osiągnąć wprowadzając opinię społeczną w błąd.

To po to wykorzystuje się cenzurę, monopolizuje środki społecznego przekazu, tworzy fałszywe doktryny i teorie, nadmiernie umacnia policję. Dominacja narzędzi władzy nad instytucjami kontroli nieuchronnie przekształca demokrację w jej biegunowe przeciwieństwo - w totalitaryzm.

Jest rzeczą znamienną, że proces ten zwykle nie narusza formy lecz przekształca treść ustroju. Używa się przy tym starych słów do nazywania nowych, odmiennych treści. Tak więc formalnie zostają zachowane odpowiednie instytucje: partie i stronnictwa polityczne, parlament, związki zawodowe, organizacje społeczne, młodzieżowe i inne. Istnieje także konstytucja i inne ustawy. Te wszystkie instytucje i akty prawne nie spełniają jednak, i nie mogą spełniać istotnej funkcji - kontroli narzędzi władzy. Stanowią natomiast atrapę skutecznie maskującą prawdziwy stan rzeczy i służą jako środki transmisji w procesie sprawowania władzy. Stan taki powoduje dalsze lawinowe spustoszenia poprzez dyrygowanie życiem kulturalnym, naukami społecznymi i historycznymi, procesem wychowawczym młodzieży, a przede wszystkim życiem gospodarczym kraju i jego mieszkańców. Przyczyną i siłą napędową tych wszystkich procesów jest zwykle realizacja doraźnych i dalszych, egoistycznych celów osób reprezentujących narzędzia władzy. Nasuwa się analogia tak przekształcanego ustroju - z ciętym kwiatem, który przez pewien czas zachowuje jeszcze swój urok i kształt, lecz w istocie staje się martwym badylem.

Rys. 5

Można w tym miejscu odwołać się do niektórych poglądów pewnego współczesnego filozofa. Mówi on, że rzeczywistość społeczna i gospodarcza odbija się w świadomości społecznej, tworząc swój obraz. W społeczeństwie demokratycznym obraz ten odtwarza dość wiernie stan rzeczywisty, gdyż działa tu homeostat, rodzaj samoregulacji. W społeczeństwie totalitarnym taka samoregulacja jest niemożliwa, ponieważ nie funkcjonują instytucje kontroli władzy. W tych warunkach obraz odbiega od rzeczywistości i ulega deformacji. Powstają jakby dwie rzeczywistości: jedna realna, a druga fikcyjna, utkana z fałszywej wiedzy racjonalnej. Pomiędzy nimi tworzy się przepaść nie do przebycia. Rzeczywistość fikcyjna zdobywa autonomię i monopol na egzystencję. Stanowi obraz ucieleśnionej idei. Na nią kieruje się wszystkie środki przekazu, propagandy i wychowania. W tych warunkach dostrzeganie rzeczywistości realnej moze być traktowane jedynie jako rodzaj halucynacji, czy stan chorobowy wymagający leczenia.

Takie też może być wyjaśnienie użycia psychiatrii do walki z opozycją polityczną w Związku Sowieckim, chociaż elita władzy decyduje o tym z całą świadomością i cynizmem, a personel lekarski składa się z pracowników KGB.

Rys. 6

Trzeba zauważyć, że owo rozdwojenie pojęć, w rządzonym przez komunistów społeczeństwie, naprawdę nie jest w pełni uświadamiane przez wielu członków społeczeństwa. Zna je natomiast zazwyczaj elita władzy. To “wtajemniczenie” elity dokonuje się dzięki olbrzymiemu kontrastowi między jej nieograniczoną władzą i ukrywanymi przywilejami - a treścią głoszonych równościowych idei. W sowieckim bloku elita jest zorganizowana w tzw. nomenklaturze. Sito nomenklatury nie przepuszcza ludzi nieodpowiednich. Głównym warunkiem przynależności jest tam posłuszeństwo. Tolerowane, do pewnego stopnia, różnice poglądów mogą dotyczyć jedynie taktyki działania.

Elita komunistyczna świadomie używa starych słów do nazywania nowych, zmienionych treści. Stwarza to bowiem naturalną możliwość manipulacji poprzez propagandę i fałszywe idee. W przypadku jednak słowa d e m o k r a c j a nawet komuniści nie całkiem mogą ukryć rozbieżność jego spolaryzowanej treści i dlatego posługują się nazwą: demokracja socjalistyczna. I tu trafiamy na kolejny fałsz, gdyż u komunistów socjalizm jest też słowem skradzionym. Jest to tylko etykieta na puszce z komunizmem, która reklamuje go jako coś łatwiej strawnego.

Dwoistość znaczenia słów jest świadomie wykorzystywana przez komunistów w polityce. Można przypuszczać, że część polityków na Zachodzie nie do końca zdaje sobie z tego sprawę, przyporządkowując wielu wyrazom znaczenie tradycyjne, ukształtowane w krajach demokratycznych. U komunistów takie słowa jak: pokój, wolność, prawo, prawa człowieka, parlament, układ międzynarodowy, związek zawodowy, itd. mają całkowicie odmienne znaczenie. Używanie nieadekwatnych słów nie tylko utrudnia porozumienie, ale wręcz wprowadza w błąd, a przecież Zachód chce doprowadzić do porozumienia. Szkoda, że dzieje się to na tak wysokim stopniu nieoznaczoności.

Weźmy, na przykład, kwestię rozbrojenia. Gdybyśmy w pełni zdawali sobie sprawę z kanonu “etyki” bolszewickiej, który głosi, że moralne jest to, co służy rewolucji - moglibyśmy uświadomić sobie znaczenie wielu słów, w tym także słowa “rozbrojenie” w wersji komunistycznej. Wszelkie układy dotyczące rozbrojenia służą bowiem Sowietom jedynie jako wybieg taktyczny - i nie może być inaczej. Są one wiążące tylko dla krajów demokratycznych, natomiast w Związku Sowieckim - jeżeli nie będzie kontroli sprawowanej przez Zachód, bieżącej i stuprocentowo pewnej - zbrojenia będą zawsze przebiegać na największą, możliwą do utrzymania skalę. Ilustruje to np. uzyskanie przez Sowiety przewagi nuklearnej w Europie, poprzez budowę rakiet średniego zasięgu … dokonywaną właśnie w cieniu pohelsińskiego odprężenia międzynarodowego. Nie oznacza to bynajmniej, że Sowieci chcą rozpętać wojnę światową, przeciwnie, chcą zwycięstwa raczej bez wojny, przez szantaż, może poparty użyciem broni konwencjonalnej. Co gorsza, wiele wskazuje na to, że sowiecki szantaż militarny ma duże szanse powodzenia. Jego skutki są już odczuwalne w polityce państw Europy Zachodniej, by nie wspomnieć o takich neutralnych krajach jak Finlandia czy Szwecja. Gdyby natomiast założyć, że w wyniku tzw. pierwszego uderzenia zniszczona zostanie większość obiektów strategicznych należących do Stanów Zjednoczonych - jest prawie pewne, że ten demokratyczny kraj, stojąc w obliczu zagłady życia na Ziemi, ulegnie zewnętrznym i wewnętrznym siłom pacyfistycznym i przyjmie narzucone mu przez Sowiety “ultimatum pokojowe”. Wówczas spełnią się słowa better red than dead. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby jasno dostrzec takie rachuby strategów sowieckich. Musieliby jednak mieć absolutną pewność, że nie dosięgnie ich natychmiastowy, skuteczny odwet. Pragnienie zachowania swego życia i władzy jest bowiem u nich niewątpliwie sprawą nadrzędną.

Rys. 7

Chmurka: A kontrolę wykonania przeprowadzimu u nas sami.

Podobnie jak dziś jest z kwestią rozbrojenia, dawniej było z układami Jałta-Poczdam. Pomijając w tym miejcsu haniebny fakt dokonania tam przetargu z Sowietami cudzym kosztem - nie można mieć żadnych złudzeń co do tego, że Sowieci od początku nie zamierzali stosować się do tych układów we wszystkich niedogodnych dla nich punktach, zaczynając od wolnych wyborów w Polsce, a na przestrzeganiu tzw. stref wpływów kończąc. Sama zresztą idea podziału świata na strefy wpływów - nie mówiąc już o jej aspekcie moralnym - dowodzi niezrozumienia przez Aliantów istoty zaborczości sowieckiej. Zaborczość ta została przez nich potraktowana jak dawny imperializm rosyjski z którym, od biedy, można było wejść w, do pewnego stopnia, obustronnie wiążące układy. Roszczenia komunizmu nie ograniczają się jednak do aspiracji nacjonalistycznych, rasowych, czy też do zachłanności ludów zamieszkujących określony obszar ziemi. Komunizm nie ma takich ograniczeń, bowiem żadne podziały, ani tego rodzaju zasady, nie wiążą go.

Innym pezykładem jest porozumienie helsińskie. I w tym przypadku nie mieli Sowieci zamiaru dotrzymywać podpisanych przez siebie ustaleń. Liczyli jedynie na wielostronny sukces propagandowy (pośrednio potwierdzając także Jałtę). Bowiem rzetelne wywiązanie się Sowietów z ustaleń porozumienia helsińskiego, choćby tylko w części dotyczącej praw osoby ludzkiej i swobodnego przepływu informacji - byłoby rónoznaczne z upadkiem całego bloku sowieckiego.

Podpisanie porozumienia gdańskiego w Polsce w 1980 roku miało podobne znaczenie. Władze komunistyczne od początku nie zamierzały go dotrzymywać, lecz chciały wykorzystać jako wybieg taktyczny, zmniejszający napięcia społeczne, co przecież wielokrotnie udawało się im we wcześniejszych latach.

Przytoczone tu sprawy są dziś powszechnie znane. Wzbudzają jednak nadal niedowierzanie i wywołują różne kontrowersyjne opinie. Nakłada się na to świadoma dywersja propagandowa, tworząc obraz zagmatwany i niezrozumiały.

Prawo rozdwojenia , odniesione do stosunków społecznych, porządkuje ten obraz i pozwala lepiej go zrozumieć. Głębsza znajomość tego prawa, pomimo wykazania grozy dzisiejszych napięć politycznych, pozwala - jak można sądzić - także optymistycznie spojrzeć w przyszłość. Optymizm ten wypływa z ufności pokładanej w sercach ludzkich, w potencjalnej doskonałości istoty ludzkiej. W kolejnym rozdziale spróbujemy bardziej go uzasadnić. Jednakże narody m u s z ą uświadomić sobie naturę totalitaryzmu i nie pozwolić szantażować się zorganizowanemu złu.

IV SPOŁECZNE STRUKTURY ZŁA

… człowiek nie może siebie sam

do końca zrozumieć bez Crystusa.

Nie może zrozumieć ani kim jest,

ani jaka jest jego właściwa godność,

ani jakie jest jego powołanie

i ostateczne przeznaczenie. (…)

I dlatego Chrystusa nie można wyłączać

z dziejów człowieka

w jakimkolwiek miejscu ziemi.

Jan Paweł II

Homilia wygłoszona 2 czerwca 1979 r.
na Placu Zwycięstwa w Warszawie.

Szukając prawidłowej postawy wobec zróżnicowanych poglądów oraz wydarzeń społecznych i politycznych na świecie - spróbujmy zastanowić się nad pewną parą pojęć. Zwykle nie widzimy bowiem różnicy między humanitaryzmem a miłością bliźniego, uważając oba te pojęcia za jedno- lub bliskoznaczne.

Humanitaryzm jest cenioną cnotą do której często odwołujemy się w życiu. Uważamy, że wyraża się on przez ofiarność i poświęcenie dla innych. Także komuniści powołują się na humanitaryzm w swoich tezach ideologicznych. Cóż więc różni go od miłości bliźniego?

Różnicę tę wspaniale wyjaśnia starożytny mit o Prometeuszu, który był protagonistą humanitaryzmu. Ten grecki heros, chcąc ulżyć człowiekowi w jego niedoli, obdarował go ogniem. Jednakże nie poprosił oń bogów - lecz ukradł z Olimpu, za co potem został surowo ukarany.

W tej kradzieży wyraża się cały dramat humanitaryzmu, różniący go od miłości bliźniego. Prometeusz utracił bowiem ufność i wiarę w bogów i we wszystko co go przewyższało - przyjmując równocześnie siebie samego za najwyższy podmiot. Uznał że on, Prometeusz, wie najlepiej jak należy uszczęśliwić człowieka. Archanioł Lucyfer został podobnie dotknięty utratą ufnosci i wiary, że Bóg ma go w swojej opiece. Uznał siebie za równego Bogu, a skłonność do takich przekonań zaszczepił również człowiekowi.

Współczesnym mitem prometejskim jest marksizm, który także odtrąca Boga, a za najwyższy podmiot uznaje człowieka. Tymczasem, w odróżnieniu od tej ideologii, oparty na marksizmie ustrój komunistyczny, w paradoksalny sposób, właśnie człowieka zwalcza, gdyż taka jest jego prawdziwa natura. Dowodzi tego analiza procesu wypierania i projekcji psychicznej.

W każdym z wymienionych przed chwilą przykładów mieliśmy do czynienia ze zmienioną motywacją pragnień: z bezinteresownej, ofiarnej - na egoistyczną. Następnie te egoistyczne pragnienia, niezaakceptowane przez świadomość, zostały wyparte, a potem nastąpił proces rzutowania ich na zewnątrz: na bogów olimpijskich, na Pana Boga lub wreszcie na kapitalistów, którzy istotnie byli w swoim czasie dobrymi nosicielami takich projekcji, a i dziś są wygodną tarczą do strzelania.

Ustrój kapitalistyczny ma w sobie zawsze pewne elementy totalitaryzmu. Wynika to z niepodzielności decyzji, do których uprawnia prawo własności kapitału. Elementy te ujawniają się szczególnie mocno w warunkach słabej kontroli społecznej. Wreszcie, gdy kontrola całkiem ustaje - narzędzia władzy, reprezentujące zazwyczaj owe elementy, osiągają niepodzielność wszelkich decyzji, słowem, zdobywają monopol władzy. Aby ustrzec się przed naruszeniem tego monopolu - same kontrolują wszystko, także wszelką własność prywatną. Natomiast w przypadku przewrotu komunistycznego … faktycznie przejmują tę własność dla siebie, choć nazywają to uspołecznieniem (proces ten, który nie przebiega bez oporów, komuniści nazywają walką klasową, aczkolwiek, wg ich mniemania, nie jest to jedyny rodzaj tej walki). W taki sposób tworzy się ustrój totalitarny.

Wracając do projekcji trzeba zauważyć, że jej nosiciele są dobierani w określony, nieprzypadkowy sposób. Pierwszeństwo mają zawsze ci, którzy rzeczywiście ujawniają przypisywane im cechy, będące treścią projekcji. Cechy te mogą występować nawet w znikomej, szczątkowej postaci, by wystarczyło to do dokonania projekcji na ich posiadaczy. Z tej to właśnie przyczyny kapitaliści często są pod obstrzałem przedstawicieli ustrojów totalitarnych. Przede wszystkim zaś są głównymi nosicielami projekcji dokonywanych przez komunistów.

Rys. 8

Po wyparciu i w czasie projekcji treści egoistycznych - wzmocnieniu ulegają w świadomości pragnienia o treściach do nich przeciwstawnych. Te wzmocnione, świadome pragnienia, choć są pozornie bezinteresowne i ofiarne, to jednak różnią się istotnie od innych pragnień bezinteresownych, nie wywołanych i nie wzmocnionych projekcją. Opornie poddają się woli jednostki. Ich treści ściśle zależą bowiem od wypartych treści egoistycznych (do których świadomość i wola nie mają dostępu). Motywacja ich, w gruncie rzeczy, jest więc też egoistyczna, chociaż człowiek tego nie uświadamia. Wyparte treści są jakby ich “drugą stroną medalu”. Cały zaś “medal” wyznacza sobą pewien obszar psychiczny, w którym może przejawiać się zło, czyli przyczyna cierpień. Można by rzec, że obszar ten jest ojczyzną zła.

Mówiliśmy już o rozdwojeniu uczucia miłości, zachodzącym u zakochanego człowieka. Mianowicie uczucie to może być bezinteresowne lub egoistyczne, pochodzące z projekcji. Zwykle jednak zakochany przeżywa oba te uczucia równocześnie, nie dostrzegając między nimi różnicy. Otóż możemy teraz dodać, że egoistyczna “część składowa” miłości ma swoją przeciwwagę w postaci wypartej niechęci lub nienawiści. Nienawiść ta, wraz z egoistyczną “częścią” miłości, jest owym “medalem” wypełniającym obszar psychiczny, w którym dokonują się wszelkie przeżycia radości i cierpień miłosnych. Odtrącona miłość egoistyczna łatwo przemienia się w nienawiść, gdyż obie te emocje są ze sobą ściśle związane. Przeżywanie natomiast szczęścia, które jest czymś więcej niż radość wynikająca z zaspokojenia pragnień, pochodzi prawdopodobnie od tej części miłości, która ma autentyczną motywację bezinteresowną i nie ma nic wspólnego z projekcją psychiczną.

Co się tyczy humanitaryzmu można twierdzić, że motywacja idei humanitarnych leży w widzeniu ludzkiej ułomności i niedoli. Emocje humanitarne przypominają litość. Gdy ich przedmiot dźwiga się ze swej nędzy i upadku, a potem, pod jakimś względem, przewyższa dobroczyńcę, lub tylko uniezależnia się od jego pomocy - to może zostać, i często bywa, przez niego znienawidzony.

Czym innym jest miłość bliźniego. Jej motywacją jest doskonałość człowieka, jest znajdująca się w człowieku Iskra Boża, Jaźń. Podnoszący się z upadku i wzrastający w siłę budzi wyłącznie odczucie radości w miłującym go bliźnim. Obszaru tych przeżyć nie kala zło. Ktoś słusznie powiedział, że żródłem humanitaryzmu jest choroba, a źródłem miłości bliźniego - zdrowie duchowe człowieka.

Dostrzegając to etyczne rozdwojenie w człowieku łatwiej można pojąć ewangeliczne wezwanie “miłujcie waszych nieprzyjaciół”, a także “Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” lub słowa “prawda was wyzwoli”. Także w religiach i filozofiach orientalnych za przyczynę wszelkiego zła uważa się brak prawdy w sercu - niewiedzę o sobie.

W toku tych rozważań może utrwalić się pogląd, że przyczyną cierpień jest zło w człowieku. Z drugiej jednak strony stanowi ono jakby coś martwego. Jest bowiem związane z psychiczną otuliną, z ową niewiedzą, z ciemnym “kirem”, w który spowita jest Jaźń - doskonała, żywa Iskra Boga w tymże człowieku - źródło życia. Identyfikując się ze swoim ciałem i z psychiką człowiek nie może rozpoznać, kim jest w swojej Istocie. Aby obraz Boga mógł się w człowieku w pełni przejawić - zło trzeba wyeliminować. Należy to jednak czynić bez nienawiści. Nie można zresztą nienawidzić czegoś, co jest martwe. Wszelka nienawiść jest paliwem napędowym, pożywką dla zła. Uaktywnia je, zasila, nadaje mu pozory życia i faktycznie czyni niezwyciężonym.

W tym kontekście warto wspomnieć o posoborowym złagodzeniu postawy Watykanu w stosunku do bloku komunistycznego, która była dla wielu ludzi niezrozumiała i budziła protesty. Czyniono zarzuty, że Kościół Katolicki szuka pojednania z komunizmem, choć jest to tak samo niemożliwe jak połączenie wody z ogniem.

W świtle powyższych rozważań należy wszakże przyjąć, że Kościół szuka drogi do Jaźni, do Iskry Bożej w każdym człowieku, a nie do zła w postaci fałszywych idei, które zawładnęły ludzkimi umysłami. Prawdziwe pojednanie ludzi jest jednak możliwe dopiero wtedy, gdy poprzedzi je dostrzeżenie dzielącego ich zła. Musi ono być czynione w taki natchniony, prawidłowy sposób, aby zło znalazło się w izolacji i mogło “opuścić” człowieka. Podobnie postępujemy z ogniem, gdy występuje jako niszczący żywioł. Ogień trzeba zlokalizować, pozbawić paliwa i ugasić, nie dając się samemu ogarnąć płomieniom. Ta na pozór prosta prawda nie zawsze bywa dobrze rozumiana.

Czytałem kiedyś opowiadanie fantastyczne, którego tytuł, ani nazwisko autora nie są tytaj zbyt ważne. Był to rodzaj dreszczowca. Nowy lokator dużej, znajdującej się na odludziu willi, przez kilka wieczorów obserwował zajeżdżający czarny powóz, z którego wysiadała i wnosiła coś do piwnicy grupa zakapurzonych, męskich postaci. Potem dochodziły go stamtąd krzyki wołającego o pomoc mężczyzny. Bohater opowiadania był zaskoczony i przerażony tymi wydarzeniami. Któregoś wieczora jednakże, uzbrojony po zęby, urządził na złoczyńców zasadzkę. Dobrze ukryty, znów zobaczył przybycie całej grupy. Z podsłuchanej rozmowy dowiedział się, że torturuje się tutaj uwięzionego przeciwnika politycznego. Obserwował do końca całą scenę przygotowania do tortur, po czym udało mu się obezwładnić wszystkich członków grupy i uwolnić ofiarę. Uwolniony grzecznie podziękowal, i … sam zaczął przygotowywać się do torturowania swoich niedawnych oprawców. Główny bohater, zaskoczony taką postawą byłej ofiary, uwolnił z kolei obezwładnionych przez niego członków grupy i odszedł. Po prostu przestał zajmować się całą tą sprawą.

Czy bohater postąpił słusznie? Jak ja bym postąpił na jego miejscu, a jak na miejscu ofiary? Treść tego opowiadania jest chyba dobrym choć trudnym testem, służącym do określenia naszej postawy wobec nieprzyjaciół. Każdy z nas może jednak próbować obserwować - w świetle wiedzy o projekcji psychicznej - to co komunikuje mu sumienie i rozum, a co stanowi jedynie inwazję emocjonalną. Każdy ma także szansę przenikania zachodzącego u siebie procesu racjonalizacji, czyli uazsadniania słuszności tego, co czyni zadość podnieconym emocjom - jakkolwiek przeżywanie pragnień i uczuć jest przecież zjawiskiem naturalnym. Chodzi jednak o to, aby położyć kres cierpieniu, skutecznie uniemożliwiając jego eskalację - a nie powiększać je dodatkowo w imię “sprawiedliwości”, słuszności”, “moralności” lub jakiejkolwiek innej “-ości”, jak mawiał wielki psycholog Jung .

Pragmatyczne stosowanie zasady “oko za oko” jest przeżytkiem, który hamował jeszcze większe zapędy u dawnych ludów. Z tamtego też okresu wywodzi się powszechne i do dziś pojęcie sprawiedliwości, które dość trudno jest pogodzić np. z miłosierdziem lub wybaczaniem, choć wszystkie te cechy chętnie przypisujemy temu samemu podmiotowi, Bogu (19).

Rys. 9

Chmurka: Czyż wam nie mówiłem, błazny, że macie wyłupywać tylko po jednym oku ?!

Wracając do sprawy zła możemy stwierdzić, że w swoim społecznym przejawie tworzy ono określone struktury hierarchiczne, sięgające różnych szczebli organizacji społeczeństwa. Mogą to być np. gangi lub mafie, świadome swojej działalności na szkodę innych ludzi. Na wyższych szczeblach organizacji cele i metody działania są maskowane, w miarę możliwości, humanitarnymi treściami świadomości społecznej. I tak, mogą powstawać niektóre sekty religijne i różne związki masońskie, a także pewne korporacje gospodarcze, w których nawet elita władzy nie zawsze w pełni uświadamia sobie prawdziwe motywy swego działania. W ustroju kapitalistycznym, zwłaszcza w sytuacji gdy słabnie kontrola społeczna i zostaje zachwiany system demokratyczny, pojawiają się warunki sprzyjające rozwojowi swoistych oaz totalitaryzmu. Wreszcie, na szczeblu organizacji państwa, mamy do czynienia z ustrojem totalitarnym. Te różne struktury, drążąc to samo społeczeństwo, wcale nie muszą wiązać się ze sobą lub wzajemnie warunkować swoje istnienie. Ustrój totalitarny z reguły jednak likwiduje je lub podporządkowuje sobie. Ustrój taki wymaga odpowiedniej ideologii, która może występować w każdej postaci szowinizmu obejmującego naród, rasę lub określony obszar ziemi. Może jednak, jak to czyni komunizm, aspirować do niepodzielnej władzy nad światem (20).

Ustrój totalitarny opiera się na dwóch głównych filarach: ideologii i przemocy. Pochodzą one od owych “dwóch stron medalu”, stanowiącego ojczyznę zła. Przyjrzyjmy się bliżej każdemu z tych filarów.

Tworzywem ideologii i różnych doktryn społecznych są humanitarne, prometejskie treści świadomości. Formują one pożądaną przez człowieka wizję rzeczywistości. Wizja ta jest napędzana nieumiejętnością poradzenia sobie z cierpieniem oraz pragnieniem bądź to odrzucenia go bąź zastąpienia rozkoszą. Do realizacji wizji nie dopuszcza jednak proces projekcji nieświadomych, wypartych treści egoistycznych.

Pomijając na razie ideologię komunistyczną dostrzegamy, że aż rojno również i od innych doktryn. Spórzmy na powszechne zjawisko szowinistycznego nacjonalizmu. Troska o dobro jedynie swego narodu, nie dbając o sąsiadów lub nawet ich kosztem - jest przejawem egoizmu spotęgowanego, bo podniesionego do rangi narodowej. Na szczęście wielu ludzi odróżnia już dziś tę egoistyczną postawę od patriotyzmu, który wypływa z umiłowania ojczystego kraju, wolności, narodowej kultury i tradycji. Wybitny dysydent litewski Vladislaus Sagalis, zapytany niedawno o pogląd na przynależność Wilna, do którego tak Litwini jak i Polacy zgłaszają swoje roszczenia, odpowiedział: “Jako Litwin, całym sercem pragnę, aby Wilno należało do Litwy. Jeżeli jednak w przyszłości stanie się inaczej i będzie należało do Polski - nie może to osłabić moich przyjaznych uczuć do Polaków. Pierwszorzędną bowiem sprawą jest odzyskanie wolności i rozwijanie wzajemnych przyjaznych stosunków”. Podobne, zdrowe i konstruktywne poglądy można spotkać dziś u wielu Ukraińców, z którymi dawniej dzieje Polaków układały się różnie. Chęć szukania porozumienia między narodami, ponad głowami władz komunistycznych, wyrazili biskupi polscy w latach pięćdziesiątych, a ostatnio, po ogłoszeniu stanu wojennego - niektórzy emigracyjni intelektualiści, w znanej odezwie Polaków do Niemców. Z Rosji potajemnie nadchodziły do Polski wyrazy uznania dla “Solidarności”.

Opór stawiany tym światłym poglądom, nieraz określanym mianem naiwnych, jest jeszcze, niestety, bardzo duży. Pomijając już nasze rodzime postawy, można np. spotkać Rosjan, którzy śmiertelnie nienawidząc komunistów pragnęliby równocześnie, aby Rosja w przyszłości zachowała obecne granice Związku Sowieckiego - tego potwornego więzienia narodów.

Inną dziedziną, w której kwitną fałszywe idee, jest rasizm w swoich licznych odmianach. Jeszcze inną - nietolerancja religijna. Żadna z tych idei i doktryn, pomimo całej grozy ich społecznego przejawu, nie dorównuje jednak swoim zasięgiem komunizmowi. Aliści ideologia ta ma dziś znaczenie motywacyjne głównoie poza granicami państw komunistycznych. W Związku Sowieckim wypełnia się nią tylko pustkę, jaka powstaje w procesie indoktrynacji społeczeństwa, a przede wszystkim młodzieży. Poza tym jest tam już martwa, nie rodzi bowiem ideowców, a tylko mniej lub bardziej nieświadomych konformistów i cyników. Stan ten jest jednym z sygnałów zwiastujących upadek komunizmu.

Drugim filarem totalitaryzmu, poza ideologią, jest przemoc. Jej głównym źródłem i siłą napędową są wyparte, egoistyczne i nienawistne treści uczuciowe. W swoim społecznym przejawie przemoc służy do realizacji fałszywych idei wszędzie tam, gdzie nie wystarcza wprowadzenie w błąd świadomości społecznej. W ustroju totalitarnym ideologia zawodzi zwykle w miarę nieuchronnego wyhamowywania rozwoju sił wytwórczych i obniżania poziomu życia ludności, zwłaszcza w porównaniu z rozwiniętymi krajami demokratycznymi. Ideologia nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Elita władzy reaguje na to zawsze zwiększeniem blokady informacji oraz nasileniem przemocy i terrorem, tworząc swoistą barierę strachu . Ilustruje to znana teza Stalina o wciąż zaostrzającej się walce klasowej w społeczeństwie socjalistycznym. W wysoko rozwiniętej, komunistycznej formie ustroju totalitarnego, zazwyczaj funkcjonuje bariera strachu, utrzymywana przemocą. Terror stosuje się też na skalę światową poprzez kierowane z Moskwy ośrodki szkoleniowe i operacyjne w Libii, Bułgarii, na Kubie i w innych krajach strefy silnych wpływów komunistycznych. Niewątpliwie z tamtąd pochodzą też zamachy na różne osobistości wolnego świata.

Utrzymywanie wysokiego poziomu bariery strachu, jaki ustala się zwykle po rewolucyjnym wprowadzeniu ustroju komunistycznego, prowadzi do zjawiska znanego jako kult jednostki. Stan ten z biegiem czasu staje się uciążliwy dla elity władzy, gdyż byt jej członków coraz bardziej zależy od samowoli dyktatora. Prowadzi to do spisków i do rozłamu w elicie. W konsekwencji może nastąpić obalenie władzy jednostki i zmiana ścisłej ekipy rządzącej. Zmiana taka może potem sięgać także niektórych niższych szczebli hierarchii władzy, jak to działo się po śmierci Stalina. Ubocznym jej skutkiem jest zawsze pewne obniżenie bariery strachu.

Zjawisko to może zachodzić również w odwrotnej kolejności. Spiskująca część elity może celowo obniżać barierę strachu, aby umożliwić wyzwolenie napięć społecznych, , ułatwiające zmianę ekipy. Działanie takie zazwyczaj wykorzystuje ona, przy okazji, dla celów propagandowych, także na arenie międzynarodowej. Po dokonaniu zmiany, nowa ekipa z reguły usiłuje ponownie podnieść barierę strachu. Czyni to wytaczając procesy pokazowe, wydając odpowiednie ustawy, manipulując kodeksem karnym, zakładając obozy pracy, lub wreszcie stosując bezpośrednio przemoc i terror zbrojny. Przykładem tego są zmiany kolejnych ekip w PRL (a nie w Polsce, jeśli przyjmiemy, że PRL oznacza system władzy komunistycznej w kraju, a nie sam kraj; komunistom bardzo zależy na tym, aby takiej różnicy pojęć i znaczenia słów nie dostrzegano). (21).

Komuniści wypracowali wręcz swoistą metodykę regulacji poziomu napięć społecznych. W Polsce, na przykład, zwiększenie napięć w ostatnich latach osiągali: podwyżką cen żywności tuż przed świętami; podpalaniem kościołów i innych obiektów, usiłując skierować wywołany tym gniew ludności przeciwko Niemcom, Żydom lub komukolwiek (np. spalenie kościoła garnizonowego we Wrocławiu, z unikalnymi organami); niszczeniem żywności, obwiniając o to “Solidarność”, itp. itp. Obniżali natomiast napięcia podpisując np. kompromisowe porozumienia z robotnikami, których, oczywiście, potem nie dotrzymywali, lub wytaczając pozorowany proces komukolwiek z przedstawicieli niższych szczebli władzy, uznanemu za kozła ofiarnego. Osobliwy sposób obniżenia napięć politycznych zastosował “purytański” reżym czechosłowacki, wkrótce po polskich wydarzeniach w 1956 roku: w większych miastach rzucił na rynek wydawnictwa pornograficzne, które, po kilku miesiącach wycofał, gdy napięcia w Polsce i na Węgrzech osłabły.

Funkcjonowanie bariery strachu i stosowanie różnych form przemocy wyposaża ustrój totalitarny w dużą zdolność do regeneracji. Historia uczy, że próby lokalnego załamania tego ustroju, które mogą być podejmowane po uprzednim obniżeniu i pokonaniu bariery strachu, na ogół nie udają się, w każdym razie w bloku sowieckim. Dotyczy to zarówno wyłomów w samych Sowietach, jak np. ruchów dysydenckich i strajków, jak też prób uniezależnienia się krajów satelickich. Wyłomy te nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla ustroju, gdyż elita władzy, mając monopol na informację i na aparat przemocy, oraz skupiwszy w swych rękach środki produkcji i dystrybucję - może usuwać zaistniałe straty. Tak było w Czechosłowacji i na Węgrzech, tak też dzieje się obecnie w Polsce, choć specyfika procesu jest tu odmienna.

Najostrzej reaguje reżym na wszelkie przejawy niezależnych aspiracji narodowych i społecznych wewnątrz Związku Sowieckiego. Dochodziło tam do przesiedlenia i do biologicznego wyniszczenia całych narodów (np. Tatarów Krymskich) lub dużych ich części. W okresie tzw. kolektywizacji wsi odebrano, jak wiadomo, “krnąbrnym” rolnikom ukraińskim ich zbiory, gdy nie chcieli wyrzec się swoich gospodarstw. Uczyniono to na podstawie specjalnego dekretu władzy sowieckiej. Zrabowane zbiory wywieziono w głąb Rosji, a po części sprzedano za granicą. Wskutek tego zbrodniczego aktu w latach 1932 - 33 śmiercią głodową zmarło kilka milionów Ukraińców (22). Wiele innych podobnych spraw - jak też sprawa tego potwornego ludobójstwa - zostało już opisanych z pierwszej ręki przez licznych dysydentów, a także opracowanych przez historyków i innych autorów. Dlatego tutaj jedynie o nich wspominamy. Obrazują one wszelako praktyczną realizację wspomnianej już kardynalnej zasady “etyki” bolszewickiej, głoszącej, że moralne jest wszystko to, co służy rewolucji. Historia i współczesność dowodzą, jak widać, że nie są to tylko słowa. Wielu ludziom trudno jest w to uwierzyć. Oby ta piekielna prawda dotarła wreszcie do świadomości wszystkich szermierzy jednostronnego rozbrojenia Zachodu, którzy chcą zaufać różnym “rycerskim” obietnicom komunistycznej propagandy.

Ta ocena, chociaż pobieżna, skłania jednakże do wniosku, że blokowi sowieckiemu, podobnie jak gangowi czy mafii, można skutecznie zagrozić jedynie poprzez neutralizację jego głównego ogniwa - wierzchołka piramidy zła. Tym głównym ogniwem jest cała elita władzy w Ziwązku Sowieckim (a nie tylko ekipa dzierżąca władzę lub usiłująca przechwycić jej ster). Zaś unieszkodliwienia jej mogą dokonać wyłącznie wewnętrzne siły społeczne w Sowietach. Ich wyzwolenie zależy od stopnia rozwoju świadomości w społeczeństwie i od poziomu bariery strachu. Bariera ta po raz pierwszy została mocno obniżona po śmierci Stalina, kiedy to nowa ekipa, mająca za sobą wieloletni kult jednostki, usiłowała utwierdzić w społeczeństwie swą wiarygodność i dlatego częściowo ujawniła zbrodnie tyrana. Dalsze obniżanie bariery strachu było i jest zwykle wynikiem wewnętrznych tarć w łonie elity w walce o ster władzy. Gdy, na przykład, za czasów Stalina, za głoszenie idei odłączenia Ukrainy szło się pod mur, Chruszczow dawał za to samo kilkanaście lat, a dziś otrzymuje się tylko kilka lat więzienia. Przy takim zmniejszonym ryzyku łatwiej można wyzwolić napięcia społeczne.

Obniżanie bariery strachu nie jest jednak wynikiem liberalizacji władz komunistycznych. Jest ubocznym skutkiem zmiany układów i napięć między ekipą rządzącą z jednej strony, a inną częścią elity i aparatu biurokratycznego z drugiej strony - we wspomnianej już walce o ster władzy.

Nie bez znaczenia był także proces odprężenia politycznego na arenie międzynarodowej. Zwolnił on część napięć zewnętrznych oraz umożliwił przenikanie do ludności Związku Sowieckiego pewnych, chociaż ograniczonych, prawdziwych informacji z Zachodu (23). Dzięki tranzystorom stało się łatwiejsze słuchanie radia zachodniego. Poważny wpływ na rozwój świadomości, a pośrednio także na poziom bariery strachu, miały powojenne wydarzenia w Niemczech Wschodnich, w Polsce, w Czechosłowacji i na Węgrzech, a obecnie w Polsce i w Afganistanie.

Warto tutaj wymienić również odezwę Kongresu “Solidarności”, skierowaną do robotników w krajach komunistycznych, wzywającą ich do zakładania u siebie niezależnych związków zawodowych. Odezwa ta dotarła do adresatów, a węgierskie związki zawodowe nawet przychylnie ją skwitowały, co nie jest sprawą bagatelną w ustroju komunistycznym. Aby spłukać tę sól z oczu - w dużych zakładach pracy w Związku Sowieckim zwoływano robotnicze mityngi, na których “demaskowano” polską “Solidarność”. Z drugiej jednak strony władze sowieckie dawały tym samym dowód skuteczności jej działania, a więc niezamierzenie ją propagowały. Zaprawionej w ataku, ale nieudolnej w defensywie władzy sowieckiej trafił się więc kąsek, którego nie mogła ani przełknąć ani wypluć (24).

Proces pokonywania bariery strachu można porównać do wzrostu ciśnienia pary w podgrzewanej cieczy. Na “podgrzewanie” to składa się wiele czynników, wymagających bardziej szczegółowej analizy niż możemy to uczynić w tym miejscu. Głównym czynnikiem jednakże jest powszechny wzrost świadomości w społeczeństwie. Można go skutecznie przyśpieszać poprzez przełamywanie monopolu na informację. Wydarzenia, które doprowadziły do powstania w Polsce “Solidarności”, są tego dobitnym przykładem.

Można także powiedzieć, że zgodnie z prawem rozdwojenia, stosownie do owych dwóch głównych filarów, ideologii i przemocy, na których opiera się ustrój totalitarny - występują odpowiednie podstawowe czynniki władzy: partia oraz policja i wojsko. Partia działa głównie w strefie ideologii i, w zwyczajnych warunkach funkcjonowania ustroju, jest czynnikiem dominującym. W miarę wzrostu świadomości w społeczeństwie, jednakże, gdy oddziaływanie ideologii maleje - zarysowuje się tendencja do przejęcia steru władzy przez policję, a właściwie przez jej wyspecjalizowaną, kierowniczą część, tzw. bezpiekę. W Związku Sowieckim nastąpiło to wraz z przejęciem władzy przez Andropowa. (Przed dawniejszymi podobnymi zakusami, ze strony Berii, elita partyjna zdołała się jeszcze wówczas obronić, pod osłoną wojska).

Według uzasadnionych przewidywań, ostatnią zmianą warty u steru władzy, gdy nawet bezpieka okaże się za słaba do jej pełnienia, będzie uzyskanie dominacji przez wojsko, jako “instancję”, po której już może nastąpić tylko upadek ustroju komunistycznego. Na tym etapie jest właśnie PRL. Nie znaczy to jednak, że Sowieci nie zechcą go cofnąć i ustanowić dominację bezpieki. Wojskowa dominacja w PRL jest bowiem, na razie, tylko taktycznym manewrem władzy sowieckiej, która niewątpliwie uznała, że takie rozwiązanie jest obecnie dla niej najkorzystniejsze.

Prawdopodobnie, jak już było powiedziane, proces upadku ustroju komunistycznego będzie prowadził poprzez przejęcie władzy przez elitę wojskową także w Związku Sowieckim. Może to nastąpić jedynie w obliczu ideologicznego bankructwa partii i słabości bezpieki, a więc w warunkach dość dużej swobody działania. Tłumienie napięć społecznych przez bezpiekę będzie utrudnione ze względu na zanik ideologii i związane z tym wyhamowanie procesów racjonalizacji psychicznej, niezbędnych na dłuższą metę do stosowania przemocy na skalę społeczną. Jawnie egoistyczna, lub wręcz przestępcza motywacja działania władzy doprowadzi - jak to się dzieje już w PRL - do uformowania pojęć kojarzonych z tzw. realnym socjalizmem. Stan taki komuniści mogą nazywać “upadkiem moralmości socjalistycznej”. Wskutek jego narastania elita wojskowa może okazać się jedyną siłą zdolną do przejęcia i utrzymania steru władzy. Nizwykle ważny jest przy tym fakt, że ma ona stosunkowo mniej obaw z powodu obciążenia dawniejszymi zbrodniami. W celu uzyskania dla siebie wiarygodności w społeczeństwie i na świecie - będzie więc mogła obciążyć odpowiedzialnością za wszelkie dawniejsze zło zarówno partię jak też bezpiekę, a być może nawet ustrój i ideologię komunistyczną. Wcale jednak nie musi to jeszcze oznaczać ustanowienia systemu demokratycznego.

V DZISIEJSZE POLSKIE SPRAWY

Mnie oddając czyn każdy

myślą w Duchu Najwyższym przebywaj,

a wolny od pragnień zemsty i nagrody,

egoizmu i wewnętrznej gorączki wyzbyty -

idź w bój, Ardżuno! (1).

Bhagawad Gita (III-30)

Tak przemawia bóg Kriszna, w świętej księdze Hindusów, do swego ludzkiego przyjaciela, a także wodza, który broniąc prawdy i wolności ulitował się nad zaślepionymi żądzą nieprzyjaciółmi. W decydującej chwili przed bitwą postanowił, że nie będzie walczył. Podobną postawę przyjmują dziś pacyfistyczni zwolennicy jednostronnego rozbrojenia Zachodu, chociaż chyba silniejszą motywacją jest u nich lęk niż współczucie.

Wielu ludziom, wychowanym w chrześcijańskich ideałach miłości, trudno jest pojąć te wojownicze nauki Kriszny. Przecież Ewangelia głosi miłość bliźniego. Z drugiej jednak strony intuicja utwierdza nas w przekonaniu, że P r a w d a jest jedna. Owa jedyna Prawda jest przypuszczalnie źródłem wszystkich wielkich religii. Aby lepiej zrozumieć przytoczone słowa Kriszny przypomnijmy sobie, że również Jezus nie był skłonny do ugody z zakłamanymi faryzeuszami, a bezczeszczących świątynię przekupniów - przemocą wyrzucił.

Ze zdeklarowanym, tryumfującym złem nie można iść na ugodę. Kala ono i degraduje człowieka. Trzeba jednak pokonać je przede wszystkim w sobie. Pojednanie jest możliwe dopiero wtedy, gdy poprzedzi je wspólne dostrzeżenie zła. Dotyczy to wpierw pojedynczych osób, a potem narodów i innych zbiorowości.

Próbując jak najlepiej zrozumieć dzisiejsze wydarzenia w Polsce, dobrze będzie oprzeć się na kilku założeniach o powszechnym znaczeniu, które częściowo mogą wynikać z poprzednich części tej pracy:

1. Podstawowym warunkiem eliminacji lub znacznego ograniczenia wszelkich społecznych przejawów zła - a więc także komunizmu, jako szczególnej formy ustroju totolitarnego - jest powszechny rozwój świadomości. Rozwój ten zawsze polega na zmniejszeniu egoistycznych pragnień, które podlegają wypieraniu i psychicznej projekcji społecznej. Jeżeli społeczeństwo nie osiąga dostatecznego poziomu świadomości - nie jest w nim możliwa demokracja. Może wtedy nastąpić jedynie zamiana jednej formy ustroju totalitarnego na inną, być może wcale nie lepszą. Niemożliwe jest bowiem wyeliminowanie zła przez zło. Jest wiele społeczeństw nieprzygotowanych do demokracji, jak Chiny czy Iran. Jak wykazuje historia i dzisiejsza rzeczywistość, demokracja nie może się w nich narodzić i utrzymać, pomimo sprzyjających warunków zewnętrznych, jakich nie ma np. Polska. Wiele z nich zresztą podąża inną drogą rozwojową niż ludy Zachodu, pomijając pewne formacje społeczne i ekonomiczne.

Gotowość do rozwoju świadomości w społeczeństwie przejawia się jako utrzymywanie postawy religijnej i bezinteresowność ludzi, a aktywnymi ośrodkami tego rozwoju są przede wszystkim wyznaniowe grupy religijne. Racjonalna, świadoma część treści wyznań religijnych zwykle odpowiada aktualnemu poziomowi świadomości wyznawców. Sobór Watykański II, na przykład, był wielkim, historycznym aktem przystosowania się Kościoła do aktualnego poziomu świadomości społeczeństw katolickich.

Religijność i przeważająca jednolitość religijna Polaków, wyrażająca się wielowiekową przynależnością do Kościoła Katolickiego, sprzyja rozwojowi ich świadomości.

2. Człowiek nie może, na ogół, przez dłuższy czas czynić zła w skali społecznej - bez pozytywnej lub pseudopozytywnej motywacji, pojawiającej się w jego świadomości. Nawet zbrodniarz usiłuje wytłumaczyć przed sobą swoje postępowanie. Hitlerowscy oprawcy mieli swoją, nazistowską ideologię. Komuniści mają swoją. Na przykład, według relacji więźnia, który przebywając w sowieckim szpitalu więziennym przypadkowo podsłuchał rozmowę domniemanych oprawców katyńskich - mówili oni o sobie: “… ktoś przecież tę brudną robotę musi wykonać” (wspomnienia Stanisława Szwarca). A więc wykonawcy najohydniejszej zbrodni kreowali się przed sobą na bohaterów, którzy poświęcają się dla Związku Sowieckiego. Podczas najazdu na Czechosłowację w 1968 roku okupującym ją żołnierzom wmawiano, że od granicy austriackiej dokonuje się właśnie, na ten kraj, zbrojna inwazja imperialistyczna. Dzisiaj ZOMO-wcom w PRL podaje się narkotyki przed niektórymi “akcjami specjalnymi”. Świadczą o tym lekarze, którzy opatrywali rannych podczas brutalnego tłumienia strajków.

Wszystko to dzieje się dlatego, że Jaźń człowieka, ze swej istoty, nie akceptuje zła. Jednakże zło tkwi w jej psychicznej i mentalnej otoczce w postaci negatywnych uczuć i myśli. Człowiek, w swojej niedoskonałej świadomości, błędnie utożsamia siebie z tą otoczką. Jaźń, nie mogąc zaakceptować zła, nadaje mu, w świadomości człowieka, pozory dobra. Dzięki temu człowiek unika wewnętrznego rozdarcia, którego nie mógłby znieść, pozostając przy zdrowych zmysłach. Proces ten nosi dość znaną nazwę: racjonalizacja psychiczna. Jego znajomość, podobnie jak znajomość wypierania i projekcji, pomaga zrozumieć działanie pewnych mechanizmów psychicznych i może ułatwić praktyczne eliminowanie zła, zgodnie z duchem miłości bliźniego.

3. Stopień zagrożenia totalną zagładą we współczesnym świecie zależy nie tylko od poziomu zbrojeń dwóch supermocarstw. Nie można wykluczyć, że stosunkowo większe zagrożenie stanowią inne, mniejsze lub mniej rozwinięte państwa, które zdobywają dziś broń nuklearną. Związek Sowiecki dąży do panowania nad światem przez eskalację, kontrolę i wykorzystanie napięć poza swoim blokiem oraz przez szantaż militarny. Jego zbrojne pokonanie nie jest dziś chyba możliwe ze względu na istnienie arsenałów nuklearnej broni odwetowej. Fakt ten przeraża wielu ludzi, a poprzez masowe ruchy pacyfistyczne - może ich zepchnąć w jarzmo komunizmu. Działa to jak hipnoza, którą wąż paraliżuje swoje ofiary. Związek Sowiecki nie dąży jednak i nie może dążyć do totalnej zagłady, ponieważ byłoby to sprzeczne z pragnieniem zachowania swego życia oraz utrzymania władzy i przywilejów przez ekipę komunistyczną. Całkowite rozbrojenie jest jednakże dla niego tak samo niemożliwe jak swobodny przepływ informacji, gdyż w obu przypadkach nastąpiłby rozkład systemu na skutek wzrostu wewnętrznych napięć społecznych i zmniejszenia możliwości pseudopozytywnej motywacji do stosowania przemocy w celu ich tłumienia.

Jedyną przeto siłą, która może obalić system sowiecki, są właśnie te napięcia, wyzwalane wskutek działania czynników uwarunkowanych rozwojem świadomości w społeczeństwie.

4. Wyzwolenie narodów, ujarzmionych w bloku sowieckim, może nastąpić jedynie poprzez upadek centralnego ogniwa tego bloku, tj. ustroju komunistycznego w Związku Sowieckim. Nie oznacza to, że ów upadek dokona się samorzutnie, bez mądrego, ofiarnego działania i zmagań wszystkich, ujarzmionych i wolnych narodów. Ma to kapitalne znaczenie strategiczne dla wszystkich orientacji politycznych i narodowo-wyzwoleńczych w ogóle, a więc także dla wyzwolenia Polski. To na pozór arbitralne stwierdzenie wynika z oceny natury komunizmu. Ocenę tę można dokonać w dwojakim ujęciu: psychologicznym i politycznym.

W ujeciu psychologicznym możemy mówić o komuniźmie jako o społecznej neurozie, której przyczyną są wyparte ze świadomości negatywne treści, stanowiące swoisty kompleks. Każda część kompleksu zawiera takie same wyparte treści. Dlatego nawet “lokalne” ich uświadomienie grozi likwidacją całego kompleksu. Toteż kompleks ów, jako całość, broni się przed uświadomieniem. Używa do tej obrony całej swojej energii psychicznej.

W ujęciu politycznym, niejako zewnętrznym, mamy do czynienia ze zorganizowanym działaniem elity władzy komunistycznej, która wszelkimi środkami broni swoich ukrywanych przed społeczeństwem przywilejów. Chce także uniknąć odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Posiadając monopol na informację i przemoc, oraz dysponując środkami produkcji i dystrybucją, skutecznie likwiduje każde lokalne zagrożenie. Stosuje w tym celu dezinformację i siłę. Gdyby tego nie czyniła to, jak już powiedzieliśmy w poprzednim punkcie, w całym systemie wystąpiłyby niemożliwe do opanowania napięcia wewnętrzne, nieuchronnie prowadzące do jego upadku. Najnowsza historia dostarcza wielu przykładów takiego działania systemu sowieckiego.

Jeżeli zgodzimy się z założeniami zawartymi w tych czterech punktach, to łatwiej będzie znaleźć odpowiedzi na szereg istotnych pytań, nurtujących dziś wielu ludzi, a także wyrobić sobie pogląd na to, co dzieje się dziś w Polsce. Zacznijmy więc od kilku pytań, na które można tu odpowiedzieć jedynie w dużym skrócie:

Jaki cel polityczny przyświeca dziś Polsce?

Celem tym jest uzyskanie wolności. Społecznie wolność wyraża się demokratycznym ustrojem i niepodległością. W ramach takiego ustroju mogą być rozstrzygane wszelkie kwestie związane ze stosunkami wytwarzania, socjalne, polityczne i inne. Wolność jest czymś więcej niż niepodległość, której może przecież towarzyszyć totalitaryzm rodzimy w jakiejkolwiek szowinistycznej postaci. Słowem, do wolności trzeba dorosnąć - i Polacy, jako naród, niewątpliwie osiągnęli ten konieczny szczebel świadomości. Świadczą o tym, między innymi, wydarzenia ostatnich lat i obecne, w których przejawia się poczucie godności ludzkiej, a także rozwaga i solidarność społeczna.

Jaka jest rola Kościoła Katolickiego w Polsce?

Kościół pełni doniosłe posłannictwo eliminacji zła. Przewodzi w duchowym rozwoju ludzi. Jako jedyna zorganizowana siła społeczna, która nigdy nie poddała się władzy komunistów w Polsce - Kościół przez wiele lat osłaniał i nadal osłania cierpiących, pokrzywdzonych i upadających na duchu. Udziela im moralnego i materialnego wsparcia. Papież, a także Episkopat Polski, zajmują dziś oficjalne stanowisko w wielu trudnych sprawach społecznych. Również kapłani w Polsce i poza krajem pomagają swojej ojczyźnie. Nie sposób przecenić ich wielkiego patriotyzmu i tego wszystkiego co czynią dla Polski.

Kościół nie może jednakże rozmieniać swego duchowego charyzmatu i angażować się zbyt mocno w bezpośrednią działalność polityczną, jakkolwiek samo jego istnienie jest już istotnym czynnikiem politycznym. Taka postawa Kościoła jest chyba zrozumiała i słuszna. Miejmy nadzieję, że będzie ona w Polsce utrzymana. Kościół działa bowiem w strefie miłości bliźniego, dokąd nie sięga przeciwnik polityczny, posługujący się fałszywą wiedzą racjonalną. Polityka natomiast dokonuje się w innej strefie: humanitaryzmu i nienawiści. Komuniści usiłują, za wszelką cenę, sprowadzić Kościół do strefy działań politycznych. Chcą, aby Kościół pertraktował z nimi w imieniu społeczeństwa, a więc faktycznie w zastępstwie zdelegalizowanych świeckich organizacji społecznych - stając się przez to łatwiej dostępnym w ostatecznej z nim rozprawie.

Dzięki rozwojowi świadomości w społeczeństwie, wzmacnianemu przez duchowe przewodnictwo Kościoła - do tej ciemnej strefy, w której toczy się walka, wpada coraz to więcej światła. Pozwala ono lepiej odróżnić przyjaciół od nieprzyjaciół. Częstokroć nawet niedawni zwolennicy fałszywych ideologii włączają się dzisiaj w nurt prawidłowego działania politycznego.

Czy komunizm jest ustrojem reformowalnym?

Nie. Każda próba reformy tego ustroju rozwija bowiem świadomość społeczną, demaskuje fałsz, grozi elicie władzy utratą jej przywilejów i odpowiedzialnością za zbrodnicze czyny. Raz rozpoczęty, autentyczny proces reform nie może już zatrzymać się i prowadzi do obalenia ustroju. Może być zahamowany tylko siłą, co właśnie stało się w Polsce.

Inną sprawą jest stosowanie przez komunistów kłamliwej taktyki, przy pomocy której próbują oszukać i uspokoić wzburzone społeczeństwo. Działanie takie bywa skuteczne tylko na krótką metę. Wszelką próbę naprawy ustroju komunistycznego trafnie porównał ktoś do do zsiadania z dzikiego i głodnego, choć osiodłanego, tygrysa. Jest to tak samo niemożliwe. Ustrój ten może być jedynie w całości obalony i zastąpiony innym ustrojem, być może demokratycznym.

Czy “Solidarność” poszła za daleko?

Ani za daleko, ani za blisko. Pytanie to rodzi się z nieznajomości istoty totalitaryzmu sowieckiego oraz tego, czym była i jest “Solidarność”. Zadawać je mogą także ludzie, którzy świadomie działając w strefie fałszywej wiedzy, chcą obciążyć winą za dzisiejszy polski kryzys “Solidarność”, lub w ogóle Polaków, którzy rzekomo sami nie wiedzą czego chcą.

“Solidarność” powstała dzięki wysokiemu poziomowi świadomości w społeczeństwie polskim, początkowo niedocenianemu przez władzę. Jest ona zewnętrznym wyrazem wewnętrznej suwerenności człowieka. W istocie stała się wyrazicielką aspiracji całego społeczeństwa. Bezpośrednią przyczyną zalegalizowania jej jako związku zawodowego w PRL, i późniejszego legalnego działania, były taktyczne manipulacje władzy, zmierzające do kolejnego wprowadzenia w błąd opinii społecznej w kraju i za granicą, w celu rozładowania wewnętrznych napięć społecznych i uzyskania korzyści propagandowych. Los “Solidarności”, jako organizacji niezależnej, był od początku przez komunistów przesądzony: likwidacja. Otwarty był tylko problem czasu i sposobu likwidacji. Gdy zawiodły próby wewnętrznego rozbicia i wprzęgnięcia jej w rydwan PRL - użyto siły.

Nie było przeto możliwości “zatrzymania się” w jakimkolwiek miejscu, nie stając się równocześnie użytecznym narzędziem władzy. Nie było także szans obalenia ustroju siłą, i właśnie dlatego komuniści prowokowali “Solidarność” do podjęcia takich prób.

Rys. 9

Pytania takie można mnożyć. Nie zastąpią one jednak politycznego myślenia i działania na codzień, które uodparnia na fałszywą wiedzę i na wszelką prowokację propagandową.

Próbując ocenić to, co dzieje się dziś w Polsce, trzeba zawiesić wiele starych szablonów myślenia. Nie chodzi przy tym bynajmniej o zerwanie ciągłości myśli politycznej, lecz o dostrzeganie nowych wartości, które pojawiają się wraz z rozwojem świadomości rodaków w kraju. Naród polski, umęczony jak biblijny Hiob, przeniknął i moralnie pokonał już swego ciemiężyciela (25). Ukazał także, i w dalszym ciągu ukazuje drogę do zwycięstwa społecznego i narodowego.

Przede wszystkim trzeba stwierdzić, że Polacy, opuszczeni już w chwili rozpoczęcia wojny, a potem i po wojnie przez aliantów, po fiasku zbrojnych ruchów i misji Mikołajczyka - musieli jakoś zaaklimatyzować się w zaistniałych warunkach. Przez 38 lat powojennej okupacji, sprawowanej w finezyjny i zakłamany sposób, utrzymywanej przy pomocy rodzimych ekip rządzących - przełamana została poniekąd tradycja zrywów narodowych i poległych bohaterów. Po krótkim okresie powojennej odbudowy, w którym instynkt regeneracyjny narodu częściowo niwelował destrukcyjne skutki gospodarcze działania ustroju komunistycznego, zaczęły występować cykliczne kryzysy ekonomiczne i polityczne, oraz towarzyszące im zmiany ekip rządzących) (26). Tłumienie powstających przy tym napięć powodowało szybki rozwój świadomości społecznej, acz ograniczanej skądinąd przez komunistów nasiloną i zmonopolizowaną propagandą.

W tych warunkach, niejako w naturalny sposób, ukształtowała się taktyka oporu polegająca na konfrontacji rzeczywistości realnej z fikcyjną. Praktycznie zaczęło się od żądań, aby władza przestrzegała ustanowionych przez siebie praw i przepisów. Wymagało to, oczywiście, przełamania bariery strachu, co wyraziło się jawnym występowaniem określonych ugrupowań społecznych z krytyką postępowania władzy. Stało się to możliwe także dzięki wcześniejszemu wewnętrznemu przełamaniu monopolu na informację przez liczne wydawnictwa poza cenzurą. Działanie takie, zainicjonowane w środowiskach młodej inteligencji i studentów, zostało podtrzymane przez wiele osób z elity intelektualnej, a następnie przejęte przez robotników. W trakcie działania narodziła się, i nadal rozwija się, nowa polska myśl polityczna, którą trafnie opisał publicysta emigracyjny Tadeusz Folek (27). Najogólniej mówiąc chodzi o wyrobienie takich form oporu i walki, które demaskują fałsz, a równocześnie chronią przed terrorem i kolaboracją. Chyba ta właśnie myśl legła u podstaw dalszych działań, które w roku 1980-tym doprowadziły do powstania “Solidarności”.

W okresie późniejszym, w surowych warunkach stanu wojennego, “Solidarność” powołała podziemny Tymczasowy Komitet Koordynacyjny. Pomagano m.in. uwięzionym i ich rodzinom, rozwijano ruch wydawniczy, z ukrycia nadawane były audycje radiowe, kolportowano ulotki i organizowano demonstracje uliczne. Spontanicznie powstawały także konspiracyjne, kilkuosobowe Komitety Oporu Społecznego (KOS-y). Potępiano ludzi, którzy deklarowali swoją lojalność i poparcie dla władz PRL.

Opór społeczny trwa. Stopniowo przyjmuje formy obliczone na długi okres zmagań. Metoda oporu jest - jak dotąd - pokojowa, bez stosowania przemocy.

Fakt, że “Solidarność” nie dała się rozbić jako ruch społeczny, pomimo otwartości swojej demokratycznej struktury organizacyjnej, świadczy o jej dojrzałości politycznej. Pomimo pewnych potknięć bądź uchybień, nieuniknionych w starciu z rutynowanym przeciwnikiem - nie pozwoliła uczynić z siebie potulnego narzędzia w rękach władzy, a także nie uległa licznym prowokacjom, które ułatwiłyby użycie siły przeciwko niej i przeciwko całemu społeczeństwu, powodując jeszcze większe straty. W takiej sytuacji władza nie tylko zdelegalizowała organizację, ale formalnie usunęła nawet słowo “solidarność” z urzędowego nazewnictwa.

Nie wiadomo jak potoczą się dalsze losy Polski. Niewątpliwie władza będzie lansowała “teorię mniejszego zła”, strasząc inwazją sowiecką. Można spodziewać się udawanych prób porozumienia, utrzymania przymusu i petryfikacji istniejącego stanu. Mogą umacniać się przy tym struktury podziemne. W perspektywie czasu nie jest też wykluczony rozpaczliwy zryw zbrojny narodu i bezpośrednia interwencja sowiecka. Trzeba bowiem pamiętać, że rozwój świadomości nie omija także wielu ludzi w mundurach. Możliwe są różne prowokacje, w tym również skierowane przeciwko rządzącej ekipie, w ramach walki o władzę wewnątrz elity komunistycznej - jeśli Kreml wyrazi na to zgodę (28).

Wszystkie te przypuszczenia mogą okazać się nieistotne wobec możliwych planów “zneutralizowania” krajów Europy Zachodniej przez Związek Sowiecki. Być może, że spróbuje on dokonać tego przez błyskawiczne opanowanie, z użyciem broni konwencjonalnej, w pierwszej kolejności niektórych europejskich krajów neurtalnych, a następnie, poprzez szantaż militarny - zechce narzucić swoje żądania polityczne pozostałym krajom. Na taką możliwość wskazuje wiele bieżących wydarzeń na arenie międzynarodowej, a wśród nich: intensywna penetracja wybrzeży skandynawskich przez sowieckie łodzie podwodne; masowe wydalanie dyplomatów sowieckich z krajów zachodnich na skutek ich nasilonej działalności szpiegowskiej; odwracanie uwagi USA od Europy przez wzmożoną aktywność komunistyczną w krajach Ameryki Środkowej; utrzymywanie zarzewia na Bliskim Wschodzie, które może, w odpowiedniej dla Sowietów chwili, okresowo sparaliżować zaopatrzenie Zachodu w ropę naftową. Ewentualny atak na Europę musiałby nastąpić jeszcze przed zainstalowaniem tam amerykańskich rakiet nuklearnych, a więc w najbliższym czasie. Polityczno-propagandowe ubezpieczenie całej akcji może opierać się na licznych pacyfistach zachodnich, którzy jako jedni z pierwszych “zrozumieją”, że Związek Sowiecki “nie miał innego wyjścia ze względu na własne bezpieczeństwo”. W świetle takich wydarzeń Polska może okazać się jedynie poligonem, na którym ćwiczy się już rychłe zniewalanie społeczeństw zachodnich. Oby ta ponura prognoza nie spełniła się (29).

Z drugiej jednakże strony, realizacja takich planów przypuszczalnie byłaby uwarunkowana przejęciem steru władzy przez elitę wojskową, która tego steru już by nie oddała - a to, na obecnym szczeblu świadomości, mogłoby mieć daleko idace konsekwencje ideologiczne i polityczne, z odrzuceniem ideologii komunistycznej włącznie, szczególnie w przypadku fiaska owych zaborczych poczynań.

Jedno jest pewne: to co dzieje się w Polsce, śledzone jest pilnie przez ujarzmione narody w bloku sowieckim. Nie bez przyczyny Sowieci szerzą tam teraz zaciekłą propagandę antypolską. Andriej Sacharow, mówiąc o ruchach demokratycznych i wolnościowych w Związku Sowickim, powiedział: “Ruchy popierane przez miliony ludzi, walczących o prawa człowieka, nie mogą zniknąć bez śladu. Raz wypowiedziane słowo pozostanie żywe na zawsze”. Ta ufność wypływa z serc ludzkich. Cokolwiek stanie się, będzie to znamieniem przyszłego upadku bloku sowieckiego. W tym też kierunku, jak można przypuszczać, zmierza współczesna polska myśl polityczna. Druga pielgrzymka papieża do rodzinnego kraju wzmocniła Polaków moralnie. Zaowocuje też ona w przyszłości.

Jakże mało efektywna, niejednolita i bierna, na tle tych rozważań, jest postawa państw demokratycznych na Zachodzie. Wolny świat sprawia wrażenie płowej zwierzyny, atakowanej przez głodnego drapieżnika, która, gdyby nie instynkt samozachowawczy, najchętniej uznałaby go za członka stada. Nie potrafi zorganizować się i przepędzić intruza, chociaż ma czym przed nim bronić się.

Rys. 10

Chmurka: Trzymaj się stada, kolego, bo się zagubisz.

Brak jednolitej strategii w odniesieniu do bloku sowieckiego staje się dziś poważnym zagrożeniem dla Zachodu. Weźmy, jako przykład, sprawę budowy gazociągu syberyjskiego, który ma zaopatrywać Europę Zachodnią w energię. Chęć doraźnego poprawienia koniunktury gospodarczej w krajach Europy Zachodniej - a w przypadku RFN, dodatkowo, chęć politycznego rozegrania tzw. sprawy niemieckiej - powoduje absurdalne zaślepienie, które nie pozwala docenić, jak potężny oręż otrzymają Sowieci dzięki tej inwestycji. Zaślepienie to przesłania nawet historyczną pamięć o natychmiastowym odcięciu przez Sowietów dopływu surowców energetycznych do Jugosławii, Chin czy też do Finlandii w momencie, gdy chcieli oni wymusić na tych krajach spełnienie swoich żądań politycznych. Dlaczego więc mieliby w przyszłości postąpić inaczej z krajami Europy Zachodniej? Przecież szantaż należy do arsenału ich normalnych metod walki o władzę nad światem.

Wszelkie twierdzenia, że również Sowieci uzależnieni zostaną od waluty płynącej z Zachodu, wydają się być pustym frazesem. Demokratyczny Zachód, który oprze część swojej gospodarki na sowieckim gazie, prawdopodobnie nigdy nie będzie mógł posłużyć się tą inwestycją jako bronią polityczną. Sprzeciwią się bowiem temu wewnętrzne siły społeczne zainteresowanych krajów, jako aktowi nieetycznemu i przynoszącemu straty gospodarcze.

W tym miejscu można zauważyć, że ewentualna polityka nacisku gospodarczego na Sowiety może być przecież realizowana w takich dziedzinach współpracy, które nie uzależniają Zachodu w tak oczywisty i bezpośredni sposób. Na przykład umiarkowana sprzedaż zboża Sowietom (w ilościach niezbędnych dla ich potrzeb wewnętrznych) i produktów przemysłowych, głównie konsumpyjnych, a w każdym razie pozbawionych elementów nowej technologii, która może być łatwo wykorzystana dla celów militarnych - wydaje się bardzo wskazana, nawet jeśli nie przynosi zysku. Harmonizuje bowiem z czynnikami hamującymi rozwój środków produkcji w bloku sowieckim, uzależniając go coraz bardziej od Zachodu. W taki sposób powinny powstawać warunki sprzyjające wielorakim naciskom na ten blok, przede wszystkim w celu ochrony praw osoby ludzkiej i przełamywania monopolu na informację - bo to godzi przecież w samo serce komunizmu.

Z drugiej strony, jak widać z dotychczasowych doświadczeń, państwa komunistyczne wykazują dużą odporność na naciski gospodarcze, szczególnie, gdy zmierzają one w kierunku niebezpiecznego dla ustroju naruszenia kanonów doktrynalnych. Stosowane bowiem dotąd presje i sankcje obniżały przede wszystkim poziom życia ludności, nie zmniejszając w zasadzie zaspakajania potrzeb elity władzy oraz chronionego przez nią aparatu przemocy i propagandy. Takie obniżanie poziomu życia w ustroju komunistycznym może być dokonywane bez oporu ze strony społeczeństwa, pozbawionego wszelkich środków samoobrony. Co więcej, ustrój ten musi utrzymywać swą ludność na pograniczu nędzy, gdyż dobrobyt nieuchronnie powiększa suwerenność człowieka, daje mu czas na refleksje i zaostrza krytycyzm w stosunku do władzy. Do tego nie chce i nie może dopuścić elita komunistyczna. Lansuje więc orwelowski model życia, doprowadzanego do absurdu przez olbrzymie nasilenie propagandy i terroru. Dziś chyba najbardziej rzuca się to w oczy na przykładzie Korei Północnej lub Albanii, już niemal całkowicie odciętych od świata. Wynika z tego, że sposób stosowania nacisków gospodarczych na państwa komunistyczne, a głównie na Związek Sowiecki, jeżeli ma być skuteczny - powinien być poddawany gruntownym studiom i stosowany w ramach określonej, globalnej strategii.

Są to sprawy na ogół znane, ale jeszcze nie wykorzystuje się ich dostatecznie jako gospodarczego narzędzia we wschodniej polityce Zachodu. Prawidłowe użycie tego narzędzia wymaga duzej konsolidacji działania, której nie sprzyjają dziś, niestety, rozmaite partykularne interesy krajów niekomunistycznych.

Inną sprwą są - narastające w świecie właśnie teraz - nastroje pacyfistyczne. Zrodzony z nich ruch pokojowy powinien być, z natury rzeczy, skierowany przeciwko przyczynie rzeczywistego zagrożenia pokoju, jaką jest totalitaryzm w ogóle, a w obecnej sytuacji politycznej świata - ustrój komunistyczny, reprezentowany przez blok sowiecki w szczególności. Sowieci jednakże, działając zgodnie z totalitarną zasadą szerzenia fałszywych idei, wykorzystują dwa ważne czynniki zaprzątające świadomość współczesnych społeczeństw: nieoznaczoność pojęć i strach przed totalną zagładą. Stosują prosty trik “łapaj złodzieja” i używają tej olbrzymiej siły społecznej dla swoich celów propagandowych, nadając jej antyamerykański charakter.

Tak kradzioną siłę można wszak Sowietom wytrącić z rąk przez odpowiednie przeciwdziałanie ich propagandzie, choćby ujawniając warunki i przebieg pertraktacji rozbrojeniowych. Sowieci nie mogą bowiem zaakceptować porozumień, których, wobec skuteczności kontroli, musieliby naprawdę przestrzegać. Godziłoby to w podstawy ich ustroju. W ustroju demokratycznym mogą skutecznie działać zarówno wewnętrzne środki kontroli, jak też zewnętrzne, powołane przez partnera z którym zawarto układ. W ustroju totalitarnym natomiast - skuteczna może być tylko kontrola zewnętrzna, bowiem brak wewnętrznej kontroli władzy stanowi podstawowy zrąb, fundament tego ustroju. Sowieci zakłamują tę prawdę we wszelki dostępny dla nich sposób. Dla Zachodu natomiast jest to żywotna sprawa, która musi zostać unaoczniona wielu obałamuconym i przerażonym ludziom.

Należy również śledzić, i każdorazowo ujawniać, kto popiera te antyamerykańskie, pacyfistyczne ruchy, i za czyje pieniądze. Z nastrojów tych powinno się uczynić rzeczywiście prawidłowy użytek, wykorzystując jako narzędzia działania w kierunku prawdziwego rozbrojenia.

Wracając do spraw polskich warto by jeszcze, chociaż pokrótce, powiedziec nieco o nas samych, znajdujących się poza ojczystym krajem. Stanowimy dużą siłę, której sobie nie uświadamiamy i z której nie potrafimy korzystać, szczególnie w Ameryce, gdzie jest nas najwięcej. Śledząc historię i strukturę polskiej emigracji w Stanach Zjednoczonych można chyba zrozumieć dlaczego tak się dzieje.

Nie są to sprawy ani proste ani łatwe. Większość Polonii to wszak Amerykanie, tu urodzeni i wychowani, którzy często nie widzieli kraju swoich przodków. Darzą go jednak sentymentem i łakną kontaktu z jego kulturą. Dla tych osób mogą być niezrozumiałe barbarzyńskie i wyrafinowane metody walki, jakie stosują komuniści w różnych dziedzinach życia, nie wyłączając nauki, kultury i sportu. Inni, wyrzuceni z kraju przez fale wojny światowej, częstokroć żyją wspomnieniami tamtych czasów i nie zwsze mieli okazję skonfrontować swoje poglądy z nurtem późniejszego życia krajowego. Trzeba to zrozumieć, jeżeli te swoje poglądy uważają za święte i niezmienne. Wreszcie najnowsza fala, a w niej wśród ludzi, którzy przyjechali tu w odwiedziny lub po prostu na zarobek - warstwa aktywnych uchodźców politycznych. Może nawet trudno jest ich czasem nazwać emigrantami. Stanowią część Polski, bowiem nie zdążyli jeszcze na dobre zaadaptowac się lub chcą powrócić, gdy tylko to będzie możliwe. Mają jednakze w pamięci żywy obraz tego, co kraj nasz obecnie przeżywa.

Życie polonijne przejawia się w licznych organizacjach społecznych, kombatanckich i politycznych. Na ich czoło w USA wysuwa się Kongres Polonii Amerykańskiej. Niezastąpioną ostoją polskości jest Kościół, który pełniąc swe posłannictwo duchowe inspiruje rodaków do wielorakiej aktywności społecznej. Wielu ofiarnych działaczy uczestniczy w różnych imprezach i akcjach. Działają polskie wydawnictwa, prasa, radio i instytuty naukowe. Funkcjonują polskie szkoły dokształcające. Pomimo to - na skutek wspomnianego zróżnicowania - trudno jest o zbieżność poglądów i o jedność działania. Także nakłady prasy są niewielkie i w ogóle polskie słowo pisane słabo dociera do szerokich rzesz polonijnych, co wynika m.in. także z głębokiego procesu amerykanizacji społeczności polonijnej.

Należy jednak założyć, że nicią przewodnią, która może zbliżyć nas wszystkich do siebie w tych ciężkich dla Polski chwilach, jest w g l ą d każdego z nas w motywacje własnych uczuć, poglądów i postępowania. Zazwyczaj cele jednostki, na dalszą metę, są zgodne z dobrem ogółu. Pomimo to u każdego, a głównie u działacza społecznego, może wyłonić się dylemat: czy sprawa społeczna, której służę, ma pierwszeństwo przed schlebieniem ambicji, splendorem, bądź inną korzyścią osobistą? Rzecz jasna, że wiąże się z tym bolesny, być może, problem zweryfikowania własnej postawy społecznej i ewentualnej zmiany niektórych poglądów politycznych, z którymi możemy tradycyjnie się utożsamiać.

Dostrzeżenie u siebie tego dylematu jest równoznaczne z rzuceniem rękawicy najpotężniejszemu przeciwnikowi - własnemu egoizmowi, który dysponuje całym arsenałem potężnych środków samoobrony. Podjęcie tej walki jest jednak największym bohaterstwem naszych czasów. Owocem naszego zwycięstwa byłoby wzajemne społeczne zrozumienie i z a u f a n i e, a to prowadzi, między innymi, do silnej organizacji polonijnej.

Najskuteczniejsze sposoby działania nie muszą być przez nas wymyślane bądź odkrywane. Wystarczy prześledzić, co doprowadziło do sukcesu innych grup etnicznych na Zachodzie, a głównie w Stanach Zjednoczonych, np. Żydów, Włochów lub Murzynów. Trzeba korzystać z ich doświadczeń, gdyż duża dynamika rozwoju współczesnej cywilizacji i amerykańskiej kultury nie zawsze stwarza okazję i daje czas do uczenia się na własnych błędach (30).

Pomyślmy przez chwilę: gdyby to udało się osiągnąć, zniknęłyby przede wszystkim problemy finansowe. Rozwiązałoby je niewielkie nawet, lecz solidarne opodatkowanie się. Wydatniejsza byłaby pomoc dla rodaków w Polsce. Wzrosłoby znaczenie polskich grup etnicznych w wielu krajach. Można by rozwinąć współpracę z innymi grupami etnicznymi. Zwiększyłby się nasz wpływ na politykę władz państw naszego osiedlenia się. Odpowiednie instytuty mogłyby podjąć badania nad tworzeniem nowej myśli politycznej, aktualnej w obliczu przyszłego upadku bloku sowieckiego. Wypróbowana idea Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, na przykład, mogłaby stanowić wzór dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Do osiągnięcia tego wszystkiego brakuje na pozór tak niewiele. To, czego każdemu z nas najbardziej dziś potrzeba, wcale nie zależy od komunistów. A jest to nieustanne rozumienie samego siebie.

przypisy

  1. Wg tłumaczenia Wandy Dynowskiej (”Biblioteka Polsko-Indyjska”, wyd. I, Bombaj 1947), poprawionego przez Leona Cyborana na podstawie analizy tekstów pisanych w sanskrycie.
  2. Podziały te, w sensie czasu i przyczyny, często mogą okazać się właśnie pierwotnymi. Na skutek narastania napięć i przenoszenia ich na inne, społeczne treści, mogą się one łączyćze sobą tworząc wspomniane podziały główne. Jest to zgodne z poglądami wielu orientalnych i europejskich filozofów, wg których “stan świata jest zawsze odbiciem stanu naszych umysłów”. Można tu ponadto nadmienić, że przy takich przenoszeniach napięć niewątpliwie występują ich liczne wzajemne powiązania i sprzężenia zwrote, działające w zasadzie zgodnie z prawem przyczyny i skutku.
  3. Jednostka ludzka może jednakże, i powinna, utrzymywać postawę twórczą również w akcie produkcyjnym, poprzez totalną identyfikację z tym co robi. Nauczyciel buddyzmu medytacyjnego Zen, Philip Kapleau, tak wypowiada się na ten temat: “… wszystko co robimy winno stawać się narzędziem naszego Urzeczywistnienia; w kazdy czyn, każdy ruch musimy wkładać całe nasze serce i być wszystkiego całkowicie świadomymi.” (Zen Comments on Work, Awarness, Impermanence, Non-self, Ego and Language.” ” Zen Center “, Rochester 1974).
  4. Zbigniew Brzeziński I Samuel P. Huntington podają charakterystyczne , choć dziś już nie najnowsze, porównanie skutków działania sił wytwórczych. Jest to zestawienie niektórych danych, dotyczących poziomów życia ludności w Stanach Zjednoczonych i w Związku Sowieckim (Political Power: USA - USSR. “The Viking Press”, New York 1968, s. 439-40). Dzieło to stanowi także wszechstronną ilustrację przeciwstawności politycznej obu systemów ustrojowych.
  5. Ciekawą w tym zakresoie lekturę stanowi ujawniony (bez zgody władz PRL) referat dostojnika komunistycznego Mariana Rajskiego, wygłoszony na konferencji partyjnej w Gdyni w dniu 16 V 81. Autor referatu, posługując się bogatym materiałem faktograficznym, ujawnił fakty i sposoby sprawowania rabunkowej dyktatury sowieckiej w Polsce w sferze handlu i przemysłu. Trafnie przedstawił także tzw. Bank RWPG jako narzędzie tej dyktatury, Stosowane również wobec innych krajów satelickich. (”Kultura”, Paryż 1981; Nr.11).
  6. Trzeba zauważyć, że to ostatnie stwierdzenie, choć w zasadzie słuszne w stosunku do rolniczych krajów, pomimo, że istotnie zależy im na rynkach zbytu - to jednak wcale nie jest oczywiste w odniesieniu do finansjery międzynarodowej. Analiza cyrkulacji i akumulacji kapitału wskazuje bowiem, że banki udzielają czętnie pożyczek - szczególnie zaciąganych przez rządy różnych państw - jeżeli tylko mają zapewnioną spłatę odsetek. Dotyczy to przede wszystkim kredytów, w których pożyczki są przekazywane w naturze, bez angażowania bankowego kapitału. Farmer, na przykład, składa pochodzące z baku pieniądze, uzyskane za zboże, z powrotem do banku, a właściwie wcale ich nie podejmuje. Zarówno bank, jak też farmer, ryzykują jednakże utratą odsetek w przypadku ogłoszenia niewypłacalności dłużnika. Farmer, przy tej okazji, straci także swój kapitał złożony w banku (został on przecież, w formie towaru, przekazany dłużnikowi), a bank po prostu zbankrutuje, nic więcej nie tracąc, bo też nie musi nic posiadać (do przeprowadzenia takie wielkiej operacji kredytowej) poza wzgędnie małymi kwotami manipulacyjnymi. Manipuluje zresztą pieniędzmi farmerów, którzy przecież zazwyczaj nie wycofują z banku równocześnie wszystkich swoich oszczędności. Banki, chcąc uniknąć niewypłacalności dłużników, muszą ich ochraniać przed taką ewentualnością i czynią to różnymi, dostępnymi sposobami. Obie więc strony, wierzyciele i dłużnicy, są ze sobą związane, a równocześnie stoją w obliczu konfliktu. Zawsze jednak mogą osiągnąć obustronnie korzystne porozumienie, gdyż łączy ich wsólne czerpanie profitów, pochodzących od zadłużonych społeczeństw, niejednokrotnie zresztą dotkliwie uciskanych przez totalitarne sządy dłużników. Dlatego też skuteczna kontrola działalności międzynarodowej finansjery powinna być w gestii rządów demokratycznych. Komunistom niewątpliwie, zależy bardzo na tym, aby takiej kontroli nie było. Już sama możliwość jej skutecznego działania może budzić niepokój komunistów i sprzyja ich ekspansji na kraje wolnego świata. Opisane tu sprawy stanowią dobrą ilustrację do dialektycznego prawa jedności przeciwieństw, działającego w ramach powszechnego prawa rozdwojenia.
  7. Liczni radykalni myśliciele bardzo ostro eksponują przeciwstawność bezinteresownej, jednoczącej miłości i egoizmu ludzkiego “ja”. Nawołują do całkowitego odrzucenia egoizmu, a nie jego łagodzenia. Tak oto, na przykład, wypowiada się na temat ja, oraz podziałów społecznych, wybitny filozof i poeta hinduski Jiddu Krishnamurti: “… każdy stan psychiczny może ( … ) ulec zmianie. Wrodzone jest tylko to głębokie, stałe dążenie mózgu do fizycznego bezpieczeństwa organizmu. Symbole są narzędziem służącym mózgowi do ochrony psychiki. Na tym polega cały proces myślenia. Ja jest symbolem, a nie czymś rzeczywistym. Po utworzeniu tego symbolu umysł utożsamia się z nim i ochrania go. Stąd biorą się wszystkie udręki i cierpienia … (oraz) … Mózg jest rezultatem czasu. Uwarunkowania służą mu do zapewnienia fizycznego bezpieczeństwa. Jeżeli jednak stara się on zabezpieczyć pod względem psychicznym, wówczas rodzi sie ja i zaczynają się wszystkie nasze udręki. Psychiczne zabezpieczenie się to afirmacja ja. Mózg potrafi się czegoś nauczyć, umie gromadzić wiedzę techniczną. Kiedy jednak gromadzi wiedzę w sensie psychologicznym, zaczyna się ta wiedza przejawiać jako ja wraz ze swymi doświadczeniami, wolą i gwałtownością. Stąd wynikają podziały, konflikty i cierpienia we wzajemnych stosunkach”. (The Urgency of Change. “Krishnamurti Fundation”, London 1970).
  8. Można by wprawdzie sądzić, że ten sam zachłanny osobnik gotów jest do aktów zawierających wysoki stopień ryzyka samounicestwienia, jeśli stoi w obliczu pociągnięcia go do odpowiedzialności, która przybiera często formę wyroku śmierci. Dotyczy to jednakże innej sytuacji niż ta, o której mówimy w tekście. Komunizm jest bowiem w nieustannym ataku i nie istnieje realne zagrożenie użycia przeciwko niemu siły przez obronnie nastawione kraje demokratyczne. Elita władzy komunistycznej, pomimo szerzonej przez nią propagandy, doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Natomiast zmiany wpływów wewnątrz elity - dotyczą jednostek, których czyny są kontrolowane przez samą elitę, żądną użycia i władzy, jako jedynych wartości uznawanych przez nią naprawdę.
  9. W takiej sytuacji, zgodnie z wcześniejszym eksperymentem myślowym, powinny wzrosąć także napięcia w systemie demokratycznym. Nastąpiłoby to jednakże z pewnym opóźnieniem w stosunku do systemu komunistycznego, gdyż w krajach demokratycznych nie ma monopolu na informację. Dlatego przekazywanie informacji do krajów komunistycznych nie powinno tu, bezpośrednio, wywoływać napięć społecznych. Ewentualny późniejszy ich wzrost może być łagodzony dalszym powszechnym rozwojem świadomości w społeczeństwach demokratycznych.
  10. Tekst ten pochodzi z niedokończonego utworu Mickiewicza. Pisze o nim Wincenty Lutosławski: “Mickiewicz doznał kiedyś - nikt nie wie kiedy - wizji mistycznej Boga, ogarniającej najgłębsze tajemnice bytu, całą rzeczywistość, i pod wrażeniem tego doznania opisał je w niedługim wierszu, urywając nagle, bez zakończenia. Tego wiersza, stanowiącego pamiątkę przeżycia nadzwyczajnego, sam za życia nie ogłaszał. Dopiero po śmierci autora syn jego odkrył ten wiersz w biurku i od tego czasu figuruje on we wszystkich wydaniach pod tytułem Widzenie”. (Widzenie Mickiewicza. “Hejnał”, Wisła 1938).
  11. “Kodeksu” tego nie można jednakże traktować jak zestawu przepisów lub praw. Istotnym jego elementem jest pewien czynnik irracjonalny, powodujacy poczucie winy. Potocznie określamy go jako sumienie, bądź też mówimy o nim jako o tabu. Leszek Kołakowski tak pisze o naruszeniu tabu: “Jak poucza nas zarówno Biblia, jak Zygmunt Freud, zdolność do poczucia winy ukształtowała człowieka takim, jakim go znamy. Poczucie winy nie wynika z przyznania słuszności takiemu czy innemu sądowi wartościującemu, nie można go też oczywiście utożsamiać ze strachem przed karą. Nie jest to zabieg intelektualny, lecz akt kwestionowania własnego statusu w porządku kosmicznym … nie jest to strach przed zemstą, lecz poczucie lęku w obliczu własnego działania, które naruszyło harmonię świata, trwoga wobec naruszenia n i e p r a w a lecz t a b u. Potworność mego wykroczenia nie tylko mnie zagraża: zagrożony jest cały wszechświat, jakby wtrącony w chaos i niepewność … Obecność tabu jest zarówno nieusuwalnym filarem j a k i e g o k o l w i e k żywotnego systemu moralnego ( w odróżnieniu od systemu karnego), jak integralnym składnikiem życia religijnego; tabu stanowi niezbędne ogniwo pomiędzy kultem rzeczywistości wiecznej a znajomością dobra i zła”. (Język i sakrum. “Aneks”, Londyn 1983; Nr 29-30, s. 170).
  12. Aktywne, podniecone uczucie nazywamy także emocją. Jego odpowiednikiem w fizyce może być energia kinetyczna. W psychologii używa się także określeń: e n e r g i a p s y c h i c z n a oraz libido. Są one jednak zazwyczaj używane w znaczeniu szerszym lub nieco innym od przyjętego tu przez nas. Chociaż, na przykład, uczucie jest przejawem energii psychicznej, nie musi to jednak oznaczać, że zachodzi tożsamość odwrotna. Natomiast słowu libido nadawano dawniej znaczenie ograniczone do energii seksualnej.
  13. Niechęć daje się sprowadzić do pragnienia, aby dane zdarzenie nie zaszło. Przyjęliśmy zatem, że pragnienie jest uczuciem zracjonalizowanym, jakby “opakowanym”, co pozwala przenieść je na określony przedmiot.
  14. W naszych rozważaniach zakładamy, że pewne pary uczuć potocznie uważanych za różne lub nawet przeciwstawne sobie, odpowiadają w gruncie rzeczy temu samemu rodzajowi energii. Różnią się one jedynie jako pragnienia. Różnica ta dotyczy zatem owego “opakowania” i oceny etycznej. Chodzi tu o takie pary jak np. miłość i nienawiść, strach i agresywność, chciwość i ofiarność, zawiść i bałwochwalczy szacunek. Każda z tych par reprezentuje więc określony rodzaj energii psychicznej, która przejawia się w pozytywnej lub negatywnej postaci.
  15. Można sobie wyobrazić, że czynności te wykonuje specjalny “komputer” psychiczny, nazywanyc e n z o r e m (Z. Freud nazywał go superego). Jego pamięć zawiera: 1 - obraz strefy chronionej wraz z określeniem stopnia ochrony we wzajemnej relacji między obiektami; 2 - uznawany przez ego “kodeks” etyczny, zawierający także niedostępną dla świadomości strefę czynników irracjonalnych; 3 - dostęp do pamięci ogólnej, stanowiący obraz świata zewnętrznego. “Komputer” ów jest wyposażony w instrukcje operacyjne, dotyczące oceny treści nadchodzących pragnień pod względem zagrożenia przez nie strefy chronionej oraz sposobu zmiany owych treści, jeśli strefa ta może być zagrożona. Nowe, zmienione treści, przekazane do świadomości jednostki są w zasadzie zgodne z “kodeksem” etycznym. Do najmniej jasnych funkcji cenzora należą jego związki ze strefą irracjonalną, skąd pochodzą wszelkie uczucia i pragnienia, a także, być może, wszelki porządek kosmiczny świata. Niektórzy psychologowie uważają bowiem (np. C.G. Jung), że w strefie tej przebywa także Jaźń. Jest ona źródłem życia, stanowi żywy obraz Boga w człowieku.
  16. W świetle przytoczonej tu analogii do neurozy nazwanie komunizmu chorobą może budzić wątpliwości. Wielu bowiem współczesnych psychologów (np. ze szkoły franfurckiej w przedwojennych Niemczech, a w Polsce Antoni Kępiński, Kazimierz Jankowski, a przede wszystkim szkoła Kazimierza Dąbrowskiego) nie uznaje neurozy za stan chorobowy, lecz za naturalny sposób rozwoju osobowości poprzez jej “pozytywną dezintegrację”. Jest to chyba jednak głównie kwestia nazwy, a nie istoty zagadnienia. W pewnym szerszym aspekcie każde zło, rozumiane jako przyczyna cierpień, można traktować jak chorobę. Taka postawa może sprzyjać eliminacji zła, dokonywanej w duchu miłości bliźniego - jakkolwiek jest to najtrudniejsze chyba zadanie na naszym aktualnym szczeblu świadomości. Patologicznie-cyniczną i zbrodniczą parodią takiego działania jest np. wykorzystywanie psychiatrii do zwalczania przeciwników politycznych w Związku Sowieckim.
  17. Trudność ta wynika z nieustannych procesów wypierania i projekcji, a także racjonalizacji psychicznej, zachodzących zarówno u pojedynczych osób, jak też na skalę społeczną. Procesom tym są podporządkowane nie tylko pojęcia i słowa, lecz nawet nasze myślenie, które w odpowiednich warunkach emocjonalnych staje się, niepostrzegalnie dla nas, nielogiczne i bezsensowne (dzieje się tak np. w większości sprzeczek małżeńskich). Dlatego nie powinno się przeceniać, a tym bardziej demonizować słów i w ogóle języka. Nie pomniejszając jego roli jako środka społecznego komunikowania się i gromadzenia wiedzy o świecie - należy dostrzegać służebną rolę języka odnośnie do potrzeb ochrony ego. Całe bowiem nasze myślenie, a więc i język, dumnie zwane racjonalnym i logicznym, naginane jest swobodnie przez egoistyczne pragnienia i lęki do funkcji chroniących ego. Różne pojęcia i odpowiadające im słowa są tworzone w taki sposób, aby nie zakłócać tych chroniących funkcji, lecz im służyć. Zakłócenia i konflikty występują jednakże przy zderzeniach postaw egoistycznych, gdy pragnienia różnych osób są ze sobą niezgodne lub przeciwstawne.Interesujące mogą być okoliczności w jakich ta niezgodność zwykle się ujawnia. Na przykład w omówipnym przed chwilą moim awiązku miłosnym zaspakajane są nasze wspólna pragnienia, powiedzmy, bycia razem. Mocno zespalają one nas uczuciowo. W przypadku zawarcia małżeństwa dodatkowo tworzą się więzy rodzinne, materialne i prawne. Powstaje cały zespół wspólnych pragnień, które możemy realizować tylko razem. Jednakże każde z nas miewa zazwyczaj również takie pragnienia, których nie można zrealizować bez szkody dla tej drugiej osoby. Może to być, na przykład, moje zamiłowanie do gier hazardowych. Tłumiłem je dotąd - chyba nie całkiem świadomie - gdyż moja partnerka nie cierpi hazardu oraz jego opłakanych zazwyczaj skutków. Teraz, gdy związek nasz się utrwalił i wiele namiętnych wspólnych pragnień zostało spełnionych, tłumienie przestaje działać. Jeśli owo moje zamiłowanie okaże się dostatecznie silne nieuchronnie doprowadzi do konfliktu. Próbując wyjść z opresji obronną ręką, prawdopodobnie będę wówczas wytykał różne wady mojej partnerki czy żony. Konflikt może się przez to rozszerzyć także na inne sprawy, zakłócić realizację wspólnych celów i obowiązków, słowem, przysporzyć cierpień nam obojgu. Z drugiej strony, właśnie dzięki tym cierpieniom będę mógł uświadomić sobie, że motywacja mojej miłości jest, w określonym stopniu, egoistyczna. Jeśli to nastąpi - tym samym dokona się istotny akt rozwoju mojej świadomości, rodzaj mistycznego wtajemniczenia. Dostrzegę w s o b i e przyczynę cierpień. A to właśnie jest nieodzownym warunkiem jej usunięcia lub ominięcia. Już sam fakt dostrzeżenia złagodzi ostrość i bezkompromisowość moich egoistycznych pragnień. Stanę się lepszy.Uogólniając ten przykład można by uznać, że liczne cierpienia, których tak bardzo (i słusznie zresztą) chcielibyśmy uniknąć - w gruncie rzeczy służą sterowaniu rozwojem naszej świadomości. Są jakby “głosem”, nieustannie nawołującym nas do poznawania siebie. “Głosu” tego, niestety, nie potrafimy zazwyczaj zlokalizować. Z uporem dopatrujemy się jego źródeł poza nami, na zewnątrz - lecz nie w sobie. Tak bowiem jest ukształtowany nasz umysł. Uświadamiamy sobie przede wszystkim świat zewnętrzny, postrzegany zmysłami i interpretowany przez umysł. Natomiast procesy wewnętrzne, psychiczne, związane z ochroną ego - przebiegają głównie poza strefą naszej świadomości.Podobnym “głosem” jest np. ból odczuwany przy skaleczeniu. Zwraca uwagę na doznane obrażenie, pozwala opatrzyć ranę i usunąć przyczynę skaleczenia, aby się nie powtórzyło. Jednakże w tym przypadku kaleczący przedmiot znajduje się rzeczywiście na zewnątrz i dlatego możemy dostrzec go łatwo przy pomocy zmysłów, skierowanych właśnie na świat zewnętrzny.
  18. Przy dzisiejszym rozwoju komputeryzacji, jednakże, można już chyba poważnie myśleć o stopniowym wprowadzaniu, a następnie ulepszaniu, demokracji bezpośredniej - na wzór starożytnej agory. Na początek, na przykład, rozwijać system “błyskawicznych” referendów do podejmowania wielu zasadniczych decyzji społecznych i państwowych.
  19. Sprawiedliwość należy do pojęć najbardziej podatnych na rozdwojenie motywacyjne. Ego znajduje w nim kompensację wszelkich niepowodzeń doznawanych w trakcie realizacji swoich egoistycznych pragnień.
    Podczas gdy pozytywny “biegun” tego pojęcia napawa bardzo potrzebną człowiekowi nadzieją, otuchą, ufnością i można powiedzieć, że stanowi cechę boską - biegun negatywny tchnie odwetem i zemstą. W tym ujęciu należałoby go przypisać raczej szatanowi. Odwet i zemsta bowiem satysfakcjonują ego kosztem cierpienia innych. Nieprzypadkowo więc, także i tu, brak jest odpowiednich, operatywnych słów do nazwania obu tych, wzajemnie przeciwstawnych “biegunów”. Pomagając w uświadomieniu istnienia owych “biegunów” - utrudniałyby proces racjonalizacji, bez którego przeciętna jednostka nie może sobie poradzić w życiu. Boryka się bowiem z inwazją stale wypieranych pragnień egoistycznych. W niespolaryzowanym, mętnym pojęciu sprawiedliwości dość łatwo znajduje uzasadnienie ich spełnienia, nie naruszając przy tym “kodeksu” etycznego.
  20. Michaił Wosleński (były członek elity komunistycznej w Związku Sowieckim, którego niedawno los rzucił na Zachód) w swej książce Nomenklatura formułuje tezę, że sowieccy przywódcy m u s z ą stawiać sobie za cel “unicestwienie zachodniego systemu”, aby zlikwidować nieustanne ideologiczne zagrożenie swej zasadniczej bazy władzy i potęgi, które stanowi już samo istnienie Zachodu. Słuszność tej tezy potwierdza cały dzisiejszy układ napięć politycznych na świecie, zdeterminowany głównie ekspansywnością bloku sowieckiego.
  21. Podobnie rzezc się ma z wprowadzoną oficjalnie przez PRL nazwą “Związek Radziecki” zamiast bardziej adekwatnej - Związek Sowiecki. Pod pretekstem spolszczenia próbuje się tu uniknąć skojarzeń z nacjonalistycznym aspektem bolszewickiej odmiany komunizmu, usilnie zresztą maskowanym także kanonami ideologicznymi. Trzeba zauważyć, że w większości języków zachodnich zachował się ten sowiecki rdzeń w nazwie Związku Sowieckiego. Zachował się on także w języku polskim wśród emigracji, a głównie w Polonii Amerykańskiej.Innym, groźniejszym przykładem maskowania określonych treści, poprzez manipulacje dokonywane na słowach, jest administracyjne i prawne tłumienie słowa “kołchoz”. Używanie go za czasów stalinowskich groziło więzieniem. Należało mówić “Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna”, pomimo, że zakładane wówczas w Polsce kołchozy niewiele miały wspólnego z uświęconą bogatymi tradycjami polską spółdzielczością.
  22. Dokładne dane ilościowe nawet teraz trudne są jeszcze do ustalenia. Szacuje się je na pięć do siedmiu milionów ludzi. Z oświadczeń tych osób, które przeżyły lub były naocznymi świadkami (szczególnie dziennikarzy zachodnich, którym udało się dotrzeć na Ukrainę) wynika, że głodzenie Ukraińców trwało od wiosny 1932 r. do lata 1934 r. Pierwsze sygnały nadeszły znad granicy polskiej. Wielokrotnie pisali o tym dziennikarze brytyjscy, francuscy, niemieccy i amerykańscy. Ich reportaże pozostawały jednak bez echa, tłumione przez propagandę sowiecką. Także i dziś sprawę tę raczej się przemilcza. Specjalne wydanie wychodzącego w USA tygodnika The Ukrainian Weekly (Nr 12, z dn. 20 III 1982) zawiera wiele wstrząsających opisów tej zbrodni i powołuje się na szereg miarodajnych źródeł.
  23. Pierwsze prawdziwe wiadomości o życiu na Zachodzie zaczęły napływać do ludności w Związku Sowieckim krótko po II wojnie światowej, gdy powracali do domów zdemobilizowani żołnierze oraz jeńcy wojenni. Aby ograniczyć niepożądane skutki oddziaływania ich na pozostałą ludność - byli żołnierze pozostawali pod czujną obserwacją władz, a powracających jeńców wojennych z reguły zamykano w obozach pracy. Sprawy te opisuje, między innymi, Aleksander Sołżynicyn w swym Archipelagu.
  24. Innym charakterystycznym, acz drobnym, przykładem nieprzyjęcia narzuconych przez komunistów “reguł gry” jest samowolne pójście Lecha Wałęsy na urlop w lipcu 1983, a nie - jak usiłowały wymusić władze, działając poprzez administrację zakładu pracy - w sierpniu, kiedy przypada rocznica powstania “Solidarności”. Jest oczywiste, że władze PRL uwolniły Wałęsę z przyczyn propagandowych, w celu przekonania Zachodu o normalizacji, od której zależy zniesienie sankcji i pomoc gospodarcza. Inni działacze i doradcy Związku, nawet mniej znaczący, są przecież nadal więzieni. Wiadomo także, że nie może tu chodzić o stratę gospodarczą, jaką poniesie zakład pracy wskutek przesunięcia terminu urlopu robotnika, zatrudnionego, zresztą, na podrzędnym stanowisku. Pilnuje go przecież kilkudziesięciu funkcjonariuszy bezpieki, których pobory są nieporównywalnie wysokie w stosunku do wartości jego pracy. Władze chcą więc, jak zwykle, wykorzystać dla celów politycznych pragmatyczną zasadę respektowalności decyzji administracyjnych, dość powszechnie akceptowaną w stosunku do innych, prywatnych osób. Jest to prymitywna próba stosowania pewnego rodzaju “hipnozy”, polegającej na odwoływaniu się do powszechnie obowiązujących reguł. Te same władze odrzuciły jednakże wszelkie pragmatyczne zasady gdy chodziło np. o demokratyczne wybory do rad narodowych, postulowane przez “Solidarność” w 1981 roku. Wprowadziły wówczas swoje, nowe “reguły gry” - stan wojenny. Nie przejmowały się też wcale, że aktem tym łamią obowiązujące normy prawne.Obrona przed takim “kontratakiem” ze strony Wałęsy, podobnie jak w przypadku wspomnianej odezwy Kongresu “Solidarności”, jest dla władz dość kłopotliwa. Zachodzi przy tym także utrata inicjatywy, co władzom komunistycznym rzadko się szarza. Zignorowanie tej niesubordynacji zaprzeczy głoszonej dotąd propagandzie która twierdzi, że idee “Solidarności” należą do niechlubnej przeszłości, a jej demokratycznie wybrany przywódca jest, pod każdym względem, osobą prywatną. Natomiast zastosowanie sankcji służbowych zakłóci spektakularność obrazu propagandowego, spreparowanego na użytek Zachodu. Prawdopodobnie władze przełkną tę pierwszą “żabę”, jako mniej trującą i Wałęsa nie zostanie ukarany za swój czyn.I znów występuje więc dylemat pojawiający się zwykle, gdy fałsz jest atakowany przez prawdę.
  25. Carl Gustav Jung podaje wspaniałą analizę psychologiczną symboliki zawartej w biblijnej Księdze Hioba. Wskazuje w jaki sposób cierpienie prowadzi do moralnego pokonania wszechwładnego ciemiężyciela. Można chyba uznać, że symbolika Księgi Hioba odnosi się także do obecnej sytuacji narodu polskiego. (Antwort auf Hiob. “Rascher”, Zurich 1952).
  26. Interesująca byłaby głębsza analiza przyczyn i mechanizmów rządzących tymi kryzysami. Próbę takiej analizy podjął Stefan Kurowski. Korzystając m.in. z marksistowskiego pojęcia tzw. podstawowej sprzeczności kapitalizmu, zachodzącej między stosunkami produkcji, a rozwijającymi się siłami wytwórczymi - wykazał, na przykładzie PRL, istnienie takiej samej sprzeczności w państwach komunistycznych. (Doktrynalne hamulce rozwoju gospodarczego PRL. Referat wygłoszony na zebraniu Polskiego Towarzystwa Socjologicznego w Warszawie w 1979 r., nie opublikowany oficjalnie w PRL). Sprzeczność ta - jak wiadomo - polega na tym, że w ustroju kapitalistycznym stosunki wytwarzania są oparte na prywatnej własności środków, podczas gdy sposób wytwarzania nieuchronnie i w coraz większym stopniu nabiera charakteru społecznego. Aby uniknąć pochodzących stąd konfliktów społecznych - Marks proponował ujednolicenie tych układów poprzez uspołecznienie środków wytwarzania. Zarządzanie nimi wymaga jednakże - po uspołecznieniu - autentycznej demokracji, gdyż w przeciwnym razie nie moze być mowy o owym ujednoliceniu. Elita władzy bowiem po prostu tylko zastąpi dotychczasowych właścicieli. Dzisiejsza rzeczywistość wykazuje jasno, że wszelkie “uspołecznienie” w ustroju komunistycznym jest zwyczajną fikcją. Sprzeczności owe pozostają więc nadal.
  27. Chodzi tu o cykl artykułów Tadeusza Folka, opublikowanych w londyńskim “Tygodniku Polskim” w okresie od 21 II do 7 III 1981 r. i w niektórych późniejszych numerach tego tygodnika.
  28. Nawiązując do poprzedniej części tej pracy można zauważyć, że aktualnie istnieje pewna niezgodność w układach władz między Związkiem Sowieckim i PRL. Spośród trzech możliwych dominant: partii, bezpieki i wojska - w Sowietach ster władzy ma bezpieka, a w PRL elita wojskowa. Ostatnie ataki prasy sowieckiej na redakcję polskiego tygodnika reżymowego “Polityka” można chyba odczytać jako kroki zmierzające do ujednolicenia tych układów, tzn. do przejęcia steru władzy w PRL przez bezpiekę. Nie oznacza to wcale, że dotychczasowe wpływy bezpieki zostały uszczuplone. O jej dużej aktywności świadczą m.in. liczne zbrodnicze prowokacje, zmierzające do dalszego wzrostu napięć, ułatwiających przechwycenie steru władzy, którego przecież elita wojskowa dobrowolnie nie odda.Ponadto nie ma powodu do przypuszczeń, że Sowieci odstąpili od starego systemu kierowania i kontroli, zgodnie z którym za plecami każdego wysoko postawionego prominenta stoi jego zastępca, “cień” poddany bezpośrednim dyrektywom Kremla. Bez jego akceptacji nie mogą być podejmowane żadne istotne decyzje, a obaj oni są szpiegowani przez jeszcze inne, nieznane im osoby z najbliższego otoczenia. Taki system wielowarstwowej inwigilacji działaczy pozostających na czołowych stanowiskach - wypróbowany i obowiązujący także w republikach sowieckich - wynika m.in. ze znanego, cynicznego stwierdzenia Stalina:”należy ufać i kontrolować”. Stosowanie tego systemu dość skutecznie zapobiega wszelkim spiskom przeciwko Moskwie, aczkolwiek całkowicie ich nie wyklucza. Jego funkcjonowanie opisuje wybitny znawca tych spraw, dysydent i były prominent sowiecki, Abdurachman Awtorchanow (Zagadka śmierci Stalina. “Posiew”, wyd. III rosyjskie; Frankfurt nad Menem 1979).
  29. Prognozę taką rozwinął bardziej szczegółowo Andrzej Targowski na łamach nowojorskiego “Nowego Dziennika” (dodatek tygodniowy “Przegląd Polski”, 19-25 maja 1983).
  30. Przede wszystkim jednak niezbędne jest dostrzeżenie własnych kompleksów, krytyczna ocena niektórych cech narodowych i ciężkich przeżyć - a następnie odważne, twórcze włączenie wzbogaconych tą drogą doświadczeń w główne nurty kultury amerykańskiej poprzez literaturę, sztukę, film, naukę i technikę oraz działalność gospodarczą, społeczną i polityczną. Ważne jest przy tym, aby był to wkład w dorobek tego kraju, rozpowszechniany i udostępniany dla całego społeczeństwa i przez społeczeństwo oceniany. Posiadanie choćby nielicznych, ale dyspozycyjnych środków masowego przekazu o szerokim zasięgu (jak np. New York Times) byłoby nieodzowne. Wszystko to brzmi bajkowo i obecnie może się nam wydawać zupełnie nieprawdopodobne. Jednakże ów wkład w dorobek ogólnospołeczny jest w dzisiejszej dobie podstawowym czynnikiem określającym, na dłuższą metę, rangę i prestiż każdej grupy etnicznej. Posiadanie wpływów i znaczenia w bieżącym życiu politycznym i społecznym stanowi, w tym aspekcie, czynnik pochodny, wtórny - acz niewątpliwie istotny.Można tu znów zauważyć, że podobnie jak uświadomienie sobie przez jednostkę własnych kompleksów znosi jej izolację, zasila energią i zapewnia uznanie przez najbliższe otoczenie - zrozumienie własnych słabości i wad przez grupę, obdarza prestiżem, spójnością i czynnie włącza w nurt życia społecznego danego kraju.Dziś można przypuszczać, że polskim grupom etnicznym szczególnie potrzebna jest owa spójność. Wzrost wzajemnego zaufania i solidarności w działaniu, jak też przychylna otwartość na sprawy innych grup, prowadzą do utworzenia diaspory, stanowiącej trwały czynnik nieskrępowanego włączania własnego, narodowego dorobku kulturowego - do kultury i cywilizacji światowej.Warto w tym miejscu odwołać się do wnikliwej oceny życia polonijnego w Stanach Zjednoczonych, dokonanej przez Leopolda Tyrmanda; wprawdzie sprzed kilku laty, lecz nadal aktualnej. Ocena ta, zdaniem autora niniejszej pracy, trafnie charakteryzuje sytuację w jakiej znajduje się społeczność polonijna i zawiera niektóre konkretne, prawidłowe wskazówki do jej praktycznego działania (Tu w Ameryce - czyli dobre rady dla Polaków. “Polska Fundacja Kulturalna”, Londyn 1975).

powrót na górę ^