II MIĘDZYNARODOWE TRIENNALE RYSUNKU
(Polska, Wrocław 1981)

Rysunek, “odkryty” i nobilitowany przed siedemnastu laty przez wrocławskie Triennale, zrobił w świecie i kraju wielką karierę. Obserwujemy liczne wystawy, pokazy, sesje naukowe i paranaukowe, dyskusje mniej lub bardziej pogłębione. Te rozproszone działania świadczą o istotnym zainteresowaniu rysunkiem - dyscypliną zmuszającą do uporządkowania wiadomości. Zaprosiliśmy więc do dyskusji wybitnych naukowców, zainteresowanych naszym tematem w szeroko pojętym aspekcie filozoficznym, społecznym, socjologicznym, psychologicznym. Jesteśmy Im, za podjęcie tego trudu i przygotowanie referatów, nieskończenie wdzięczni i składamy gorące podziękowania. Opracowania wydajemy w formie tomiku, towarzyszącego II MTR. Nie twierdzimy, że zbiór ten stanowi kompendium wiedzy o rysunku, ale jesteśmy pewni, że zgodnie z teorią jednego z autorów, wyzwala on taki zasób ENERGII - SIŁY, że możemy być spokojni o przyszłość naszej imprezy, Międzynarodowego Triennale Rysunku.

Andrzej Will Przewodniczący Międzynarodowego Triennale Rysunku

ŚWIADOMOŚĆ I JEJ ZWIĄZEK Z FORMĄ

Marian Wasilewski

Wszelkie prawa zastrzeżone

Treść:
Świadomość
Świadomość a forma
Reguła tworzenia form przestrzennych
Psychologiczne uwarunkowania sztuki

Wszelka sztuka, rozumiana jako wyraz piękna i wiedzy, nieuchronnie kojarzy się nam ze świadomością, aczkolwiek świadomość jest dotąd pojęciem mętnym, wieloznacznym i nieuchwytnym. Różne szkoły filozoficzne przypisują słowom sztuka i świadomość rozmaity sens, wypełniający bardzo szerokie spektrum pojęciowe. Dotyczy to również samoświadomości. Także psychologia, chociaż stanowi dyscyplinę bardziej zbliżoną do empirii niż filozofia, nie wyjaśnia istoty tych pojęć.

Nie jest przeto sprawą łatwą wypowiedzieć się na tak bardzo ambitny temat, obrany przez Dostojnych Gospodarzy jako hasło II-go Międzynarodowego Triennale Rysunku: Sztuka jako forma samoświadomości. Z drugiej jednak strony jest to wspaniała okazja do przedstawienia pewnych niekonwencjonalnych poglądów, które ośmielam się tutaj zaprezentować.

Zanim jednak zdołam wyrazić swój krótki pogląd na temat sztuki i samoświadomości - widzę potrzebę szerszego przedstawienia niektórych pojęć związanych ze świadomością w ogóle, a także z określonym psychologicznym uwarunkowaniem procesu twórczego w sztuce.

ŚWIADOMOŚĆ

W ustępie tym podejmiemy próbę określenia istoty świadomości, jej cech i sposobów przejawienia. Przedtem jednak, aby uniknąć nieporozumień i wieloznaczności, należałoby chwilowo zapomnieć o dotychczasowych naszych pojęciach związanych z tym słowem, używanym w szerszym lub węższym znaczeniu zarówno w języku potocznym jak też w filozofii lub psychologii.

Określenie świadomości wyprowadzimy z powszechnie znanego dialektycznego Prawa Jedności Przeciwieństw. Prawo to trudno jest przypisać wyłącznie jakiemuś współczesnemu kierunkowi filozoficznemu, gdyż w różnych postaciach przejawia się ono na przestrzeni historii we wszystkich kulturach świata. Czy to będzie chińska zasada yin yang, czy hinduska tantra, o której dużo wypadnie nam tu mówić, czy wywodząca się ze starożytnego Egiptu hermetyczna zasada aktywnego i pasywnego, męskiego i żeńskiego źródła, czy wreszcie kabalistyczna dwójnia i trójnia - wszystkie one wiążą się z pewną dychotomią, rozdwojeniem, rozdarciem stanowiącym binarną polaryzację wszystkiego. W wyniku takiego rozdwojenia powstają zawsze dwa przeciwstawne sobie bieguny, które wzajemnie warunkują swoje istnienie, nie mogą istnieć oddzielnie.

W celu jak najlepszego wyjaśnienia sobie Prawa Jedności Przeciwieństw, współcześnie można powiedzieć, że opiera się ono na trzech zasadach: przeciwieństwa, jedności i komplementarności. Za chwilę skorzystamy z tych zasad, przez co wyjaśni się także ich znaczenie. W tym miejscu należałoby jedynie zauważyć, że według przyjętej tu konwencji, zasady w oderwaniu od prawa nie mają realnego znaczenia. Stanowią one jedynie niepodważalne uogólnienia, wynikające z przejawionego prawa. Obowiązuje reguła: jeśli przejawia się prawo to spełniają się również zasady, na których się ono opiera. Zasady są przeto narzędziem intelektualnej analizy prawa.

Przystępując do określenia świadomości zakładamy, że istnieje jakaś niewyobrażalna na naszym, ludzkim szczeblu pojmowania Rzeczywistość, Jedyna Substancja z której, jak ze wspólnego pnia, wyrastają dwie kategorie istnienia, przeciwstawne sobie lecz wzajemnie warunkujące się: świadamość “1″ i materia.

Jedna z tych kategorii, materia, może być częściowo postrzegana przez zmysły. Stąd pochodzą nasze wyobrażenia o materii. Jawi się ona człowiekowi, poznającemu podmiotowi, demonstrując pewne swoje przypadłości, cechy. Możemy na przykład powiedzieć o materii że jest ograniczona. Dostrzegamy mnogość materialnych przedmiotów, ich nieprzenikliwość. Są one usytuowane w przestrzeni, zmieniają się w czasie.

Cóż natomiast możemy powiedzieć o świadomości? Nie podlega ona przecież zmysłowemu postrzeganiu. Przywołajmy jednak na pomoc zasadę przeciwieństwa. Jeżeli zaufamy tej zasadzie to, przeciwstawnie do materii, będziemy mogli powiedzieć o świadomości, że jest nieograniczona. Poza tym jej cechami są jedność i przenikliwość. Nie posiada kształtu, jest niezmienna w czasie, a właściwie czas i przestrzeń jej niejako nie dotyczą, chociaż warunkują jej istnienie jako atrybuty materii.

Otóż uogólniając można powiedzieć, że cechy świadomości dają się określić jako przeciwstawienia odpowiednich cech materii. Są one jakby odwróconym (zaprzeczonym) obrazem cech materii po przejściu ich przez “soczewkę” stanowiącą przeciwstawienie wynikłe z zasady przeciwieństwa. Zasada ta odsłania nam więc nieprzebrane źródło wiedzy o różnych cechach świadomości.

Zasługuje na szczególną uwagę przeciwstawienie pewnej powszechnej cechy materii, wynikającej t a k ż e z postrzegania, którą można by nazwać b y t e m. Jest to niebyt, n i c o ś ć. Tak rozumiana nicość jest przeto powszechną cechą świadomości. Do sprawy tej jeszcze powrócimy gdyż nasza zdolność wyobraźni została tu poddana ciężkiej próbie.

Rodzą się jednak kolejne, niepokojące pytania. Na przykład: jak należy rozumieć p r z e n i k l i w o ś ć świadomości, skoro jest ona nieograniczoną jednością? Co przez co ma tu przenikać?

Teraz z kolei musimy przywołać wspomnianą już zasadę jedności. Zgodnie z tą zasadą świadomość stanowi jedność z każdą najdrobniejszą cząstką materii, przenika ją i podtrzymuje, warunkuje bowiem sobą jej istnienie.

Zasada jedności zaznacza także inny, charakterystyczny rys świadomości. Odróżnia ją niejako od Ducha, a w każdym razie - od wszystkiego co nie da się przeciwstawić materii, co materię przekracza. Nie może bowiem świadomość istnieć gdzieś, gdzie nie ma materii i nie może być inna, niż do niej przeciwstawna. Oczywiście materię trzeba rozumieć w znaczeniu szerokim, także w jej różnych subtelnych, niewidzialnych dla nas postaciach.

Trzeba też zauważyć, że Prawo Jedności Przeciwieństw określa wzajemnie przeciwstawne cechy w pewien osobliwy sposób. Przeciwstawność ich jest uwarunkowana zasadą jedności. To znaczy, że przeciwstawności tej nie można uznać za kategorię rodzaju, która albo jest, albo jej nie ma. Jest to kategoria stopnia. Można powiedzieć, że w każdej cesze zawiera się choćby znikoma cząstka cechy przeciwstawnej. Obie one stanowią jakby dwie strony tej samej monety. Można o nich powiedzieć, że spełniają zasadę komplementarności, dobrze znaną także w fizyce w odniesieniu do innych, wzajemnie przeciwstawnych cech lub zjawisk przyrodniczych.

Prawo Jedności Przeciwieństw stanowi więc klucz do zrozumienia istoty świadomości, umożliwia badanie jej natury, a także zrozumienie innych zasad i reguł zgodnie z którymi ona się przejawia.

Przedstawiony wyżej dedukcyjny rodowód świadomości, jako kategorii istnienia powstałej wraz z materią z Jedynej Substancji, Ducha, pomimo swej intuicyjnej oczywistości, może na wielu robić wrażenie heurystycznej fikcji. Dlatego spróbujemy problem istoty świadomości przedstawić też nieco inaczej.

Świadomość, jako przedmiot badań, nie może być w swej istocie określona na gruncie psychologii. Nie pozwala na to pewna zasada, zgodnie z którą żadna dziedzina wiedzy nie roztrzyga o istocie przedmiotu, którym się sama zajmuje. I tak na przykład fizyka nie wyjaśnia, co to jest elektryczność. Zajmuje się natomiast pewnymi postrzegalnymi cechami elektryczności: prądem, jego napięciem i natężeniem, indukcją prądu, natężeniem i potencjałem pola elekromagnetycznego, itd. Fizycy badają wzajemne zależności między tymi cechami, dokonują pomiarów ilościowych, a technicy robią z tej wiedzy praktyczny użytek. Podobnie jak elektryczności fizyka nie wyjaśnia istoty innych przedmiotów swych badań, takich jak grawitacja, czy wreszcie materia. Sprawami tymi zajmuje się dział filozofii zwany metafizyką, lub ontologią, jak go niektórzy nazywają, a więc dziedzina wiedzy wykraczająca poza obszar nauk przyrodniczych, dla których jedynym sprawdzianem poprawności jest eksperyment, czyli obiektywne doświadczenie, którego wyniki są identyfikowane przy pomocy zmysłów.

Posługując się dość odległą analogią można powiedzieć, że stosunek metafizyki do świadomości jest podobny jak stosunek fizyki do elektryczności: metafizyka nie może wyjaśnić istoty świadomości, podobnie jak nie może tego uczynić psychologia.

Trzeba lojalnie uznać, że pogląd taki musi budzić liczne sprzeciwy. Podejmijmy jednak to obciążenie, na razie na kredyt, z nadzieją, że uda nam się, chociaż częściowo, z niego rozliczyć. Nie łudźmy się jednak, że w tej kwestii łatwo jest kogoś przekonać, kto sam nie doszedł do określonych poglądów.

Otóż metafizyka, jako przedmiot swych spekulatywnych badań, przyjmuje istotę bytu, a więc wszystkiego o czym można powiedzieć, że istnieje. Formalnie dotyczy to także świadomości. Pozornie można by więc przypuszczeć, że metafizyka stanowi najbardziej rozległy obszar badań i że żadne pytanie o istotę bytu, a więc także o istotę świadomości, nie wyprowadza poza ten obszar.

Jest wiele systemów filozoficznych, nieraz wzajemnie przeciwstawnych, które uznają ten pogląd za słuszny, a tym samym łamią dopiero co przedstawioną zasadę. I tak na przykład, w ramach metafizyki, arbitralnie uznaje się pierwotność świadomości albo materii, tworząc monizm idealistyczny lub materialistyczny. Pierwotność jest zwykle rozumiana w taki sposób, że świadomość (albo materię) uznaje się za substancję posiadającą niezależny byt, a materia (albo świadomość) stanowi jedynie pewną cechę lub sposób przejawienia się tej substancji. Są także systemy dualistyczne, nadające rangę substancji obydwu wymienionym kategoriom istnienia.

Rodzi się jednak protest przeciw równorzędnemu uznawaniu przeciwstawnych sobie systemów, gdyż logika i intuicja mówią, że prawda może być tylko jedna. Wynika stąd konieczność arbitralnego wyboru, uwarunkowana nie myśleniem lecz innymi, nieświadomymi czynnikami.

Przekonanie, że są kategorie istnienia wykraczające poza obszar metafizyki reprezentują współcześni myśliciele tak wielkiej klasy jak Heisenberg (8), Weizsacker (14), Gadamer (5), a z dawniejszych - znakomity filozof i matematyk polski Józef Hoene-Wroński (9). Można przypuszczać, że myśl taka była też bliska wielu intuicyjnym umysłom średniowiecza, a także genialnemu myślicielowi, jakim był św. Tomasz z Akwinu. Wypada również wskazać na dzieła Ditfurtha, znakomitego współczesnego popularyzatora nauk przyrodniczych (2, 3, 4).

Przyjmując, że świadomość jest jakąś specjalną, wyróżnioną kategorią istnienia, której istoty nie da się określić w ramach metafizyki, można podjąć próbę przekroczenia tych ram. Próbę taką, aczkolwiek nie używając słowa świadomość, podjął i skutecznie przeprowadził jeden z najznakomitszych umysłów naszych czasów, niemiecki filozof Martin Heidegger. W obszernym cytacie z jego dzieła (7, s. 29 ns) możemy prześledzić tok myśli autora, podziwiając jej ścisłośąć i precyzję. Heidegger, jako jeden z pierwszych przy pomocy intelektu dokonał tego, co dawniej osiągano korzystając z intuicji i innych władz umysłu. A oto wspomniany cytat:

Tym, czego dotyczy związek ze światem, jest sam byt - i nic innego. Tym, z czym we wtargnięciu (człowieka poznającego - w byt jako w całość; przyp. MW) ma do czynienia badawcze wyjaśnienie, jest sam byt - i nic poza nim. Zadziwiające jest jednak, że właśnie wtedy, gdy człowiek nauki utwierdza się w tym, co jest mu najbardziej właściwe, mówi on o czymś innym. Należy badać tylko byt - i nic innego; należy badać jedynie byt - i nic więcej; należy badać wyłącznie byt - i nic poza nim. Jak to jest z tym “Nic”? Czy jest przypadkiem, że całkiem spontanicznie tak mówimy? Czy to tylko pewien sposób mówienia - i poza tym nic?Jednakże, cóż niepokoi nas w tym “Nic”? Nauka odpycha przecież i odrzuca to “Nic”, jako stanowiące nicość.

Kiedy jednak w ten sposób odtrącamy owo “Nic”, czyż wtedy właśnie nie przyznajemy się do niego? Czy możemy jednak mówić o przyznawaniu się, gdy mamy przyznać się do niczego? Czy przypadkiem to wszystko nie prowadzi nas już do pustego spierania się o słowo?

Przeciwstawiając się temu nauka musi teraz na nowo utwierdzić się w swej powadze i roztropności, wyrażającej się w tym, że chodzi jej wyłącznie o byt. Czymże innym może być “Nic” dla nauki, jak straszydłem i fantazmatem? Jeśli nauka postępuje prawomocnie, to tyle tylko można powiedzieć stanowczo : nauka nie chce niczego wiedzieć o “Nic”. Takie jest ostatecznie naukowo rygorystyczne ujęcie “Nic”. Wiemy o nim tyle tylko, o ile nie chcemy o nim, o tym “Nic”, niczego wiedzieć.

Nauka nie chce niczego wiedzieć o “Nic”. Równie pewne jest jednak i to, że wtedy gdy pragnie ona wypowiedzieć własną istotę, przywołuje na pomoc to “Nic”. Zgłasza roszczenie do tego, co odtrąca. Jakaż to rozdwojona istota odsłania się tu?

Zastanawiając się nad naszą aktualną egzystencją, jako określoną przez naukę, trafiliśmy w sam środek wewnętrznej rozterki. Wyłoniło się już z niej określone pytanie. Wymaga ono teraz należytego wysłowienia:

Jak to jest z nicością? i dalej:

Czy nicość obecna jest dlatego tylko, że obecne jest “nie”, tzn. zaprzeczenie, czy też jest odwrotnie: zaprzeczenie i “nie” są obecne dlatego tylko, że obecna jest nicość? Nie jest to rozstrzygnięte, co więcej, nie było to nigdy podniesione do godności wyraźnego pytania. Co do nas, utrzymujemy, że nicość jest czymś pierwotnym w stosunku do “nie” i do zaprzeczenia.

Tak rozumiana nicość zachęca do jej doświadczenia przez człowieka. Powstają pytania: czy i jak można doświadczyć nicości? Odpowiedź Heideggera jest następująca: Trwoga ujawnia nicość … Trwoga odbiera nam mowę. Ponieważ byt w całości wyślizguje się i tak właśnie narzuca nicość, przeto milknie … wszelkie stwierdzenie, że coś jest (7, s. 36).

Heidegger, a także, jak się wydaje, Hegel “2″, nazywa nicość byciem (das Sein) bytu (das Seiende). Bycie nie jest więc bytem lecz jest czymś nieograniczonym, transcendentnym, czymś co wykracza poza obszar metafizyki, poza wszelkie obszary i ograniczenia.

Zanim przejdziemy do dalszych rozważań nad nicością, czy byciem, przeczytajmy jak przedstawia doświadczenie nicości amerykański przyrodnik i pisarz Carlos Castaneda. Przebywał on przez wiele lat wśród meksykańskich Indian, gdzie terminował u pewnego czarownika Juana Matusa. Zdobywana u Matusa wiedza praktyczna ma także swoją wykładnię teoretyczną, zdumiewająco zbieżną z dopiero co omówioną myślą Heideggera. Byt ma tu nazwę tonal, a nicość nagual. Tak oto opisuje Castaneda doświadczenie nicości, które przeżył podczas wtajemniczenia, w towarzystwie innego ucznia Matusa, chłopca o imieniu Pablito “3″.

Znalazłszy się nad urwiskiem, nie zauważyłem nikogo i zacząłem podskakiwać w miejscu, oddychając głęboko. Po chwili uspokoiłem się nieco. Stałem nieruchomo, tyłem do urwiska i nagle zauważyłem przed sobą sylwetkę człowieka. Siedział z głową ukrytą w ramionach. Przeżyłem moment silnego lęku, ale zaraz wyjaśniłem sobie, że tym człowiekiem musi być Pablito, bez wahania więc ruszyłem ku niemu. Zawołałem Pablitę po imieniu. Wyobraziłem sobie, że pewnie nie wiedział kim jestem, przestraszył się tak, że zakrył twarz, aby nie patrzeć. Zanim jednak się do niego zbliżyłem, ogarnął mnie niezrozumiały strach. Zesztywniałem w miejscu z wyciągniętą przed siebie ręką. Człowiek podniósł głowę. To nie był Pablito. Oczy jego były jak dwa olbrzymie lustra, jak ślepia tygrysa. Moje ciało odskoczyło jak sprężyna, zupełnie bez udziału woli. Wykonałem skok w tył, tak szybko i tak daleko, że w normalnych warunkach byłoby to nie do pomyślenia. Byłem tak przerażony, że uciekłbym stamtąd natychmiast, gdyby ktoś nie przytrzymał mnie silnie za ramię. Uczucie, że ktoś trzyma mnie za ramię, wpędziło mnie w zupełną panikę. Krzyknąłem. Mój wybuch nie był zwykłym krzykiem, ale przeciągłym, strasznym wyciem.

Zwróciłem teraz twarz w stronę napastnika. Był to Pablito, który drżał jeszcze bardziej niż ja. Moje zdenerwowanie doszło do zenitu. Nie mogłem mówić, szczękałem zębami, a po grzbiecie przebiegały mi dreszcze, od czego kurczyłem się bezwiednie. Musiałem oddychać ustami.

Drżącym głosem Pablito powiedział, że czyhał na niego NAGUAL. Ledwie wydostał się z jego szponów, gdy wpadł na mnie, a ja o mało nie zabiłem go swoim wrzaskiem. Zacząłem się śmiać, wydając z siebie najdziwniejsze dźwięki. Kiedy odzyskałem panowanie nad sobą, powiedziałem Pablicie, że najwidoczniej to samo przytrafiło się mnie. W efekcie moje zmęczenie zniknęło i poczułem przypływ siły. Pablito najwyraźniej czuł to samo. Zaczęliśmy nerwowo chichotać.

Tak silne przeżycie trwogi jest niewątpliwie ewenementem. Doświadczenie nicości jako przeżywanie irracjonalnych emocji stanowi wszelako przedmiot zainteresowań wielu świeckich badaczy doświadczeń religijnych. Na przykład znany religioznawca niemiecki Rudolf Otto opisuje doświadczenie nicości w swej książce Świętość, nazywając ją mysterium tremendum (11, s.41).

Powracając jednak do wcześniej zgłoszonej myśli, spróbujmy przeżywaną w ten lub inny sposób nicość uznać za przeżywanie świadomości, która jawi się człowiekowi jako b y c i e bytu. Świadomość zostaje przeto określona jako kategoria istnienia wykraczająca poza obszar metafizyki. Jest ona czymś innym niż byt, niż materia. Wraz z materią świadomość wyrasta z Wszechbytu, z Jedynej Substancji, potwierdzanej przez różne, wspomniane już źródła starożytności i współczesności.

ŚWIADOMOŚĆ A FORMA

Świadomość pojawia się więc wraz z materią jako jej nieodłączny drugi biegun. Wraz z materią wyrasta ze wspólnego pnia - Ducha.

Materia jest ograniczona. Jej atrybutem jest mnogość różnych kształtów, indywidualnych form, zmieniających się lub przechodzących jednych w drugie wraz z upływem czasu. Forma jest nieodłączną cechą materii.

Świadomość nie posiada formy, jest niezmienna w czasie i odczuwa siebie jako jedność, całość. Lecz indywidualny byt materialny, przedstawiony jako forma, “pławi się” w świadomości, jest jakby w niej zanurzony. Świadomość przylega, zespala się z formą, identyfikuje się z nią. Taka zespolona świadomość “odczuwa” siebie jako cząstkę całości, jako właśnie formę. “Przeżywa” wszelką zmianę lub zniszczenie formy jako utratę swego istnienia. Z drugiej jednak strony świadomość ma poczucie swej niezmienności, wieczności. Stąd powstaje konflikt. Utrata formy jawi się identyfikującej się z nią świadomości jako trwoga.

Nasuwa się pytanie: co dzieje się z indywidualnym bytem, z materialną formą, gdy odłączy się od niej świadomość? Można sądzić, że forma przestaje wtenczas istnieć, powraca wraz z utraconą świadomością na łono pramaterii lub na macierzyste łono Ducha, skąd się wyłoniła i dokąd nie sięga nasza zdolność wyobrażni.

Przypuśćmy jednak, że istnieje coś, co można by nazwać podzielnością świadomości. Przypuszczenie takie czynimy pomimo, że pozornie przeczy ono rygorystycznie rozumianej jej niepodzielności lub jedności. Zezwala jednak na to zasada komplementarności “4″.

Wyobraźmy sobie zatem, że “odspaja się” od formy nie cała świadomość, lecz jakby jej część. Być może niektóre formy, o specjalnej strukturze, mogą wiązać ze sobą pewien nadmiar świadomości, który może odspajać się, nie tracąc swej identyfikacji z formą. Istnienie takiego nadmiaru może leżeć u podstaw tajemnicy życia, obdarza on bowiem indywidualny byt szczególnymi możliwościami rozwoju. Odspojona od formy świadomość może jakby częścią siebie wyłaniać się z formy, a potem do niej powracać. Proces ten leży u źródeł percepcji i poznawania świata, wytycza także granicę pomiędzy tym co subiektywne bądź obiektywne, między podmiotem a przedmiotem.

Jeżeli natomiast nadmiar świadomości jest dostatecznie duży i “część” jej nie tylko odspaja się od formy, lecz także przestaje się z nią identyfikować - wówczas może ona odczuwać trwogę lub zidentyfikować się (chwilowo bądź trwale) z inną formą. Musi to powodować określone przeżycia, które są zresztą opisywane przez mistyków, jogów i innych ludzi uprawiających ćwiczenia związane ze zmianą stanu świadomości. Mistycy chrześcijańscy przeżywają zachwycenie, jogowie i buddyści - samadi lub satori. Są to stany szczęśliwości, w których odspojona świadomość identyfikuje się z wyższą, doskonalszą formą. Może także nastąpić identyfikacja z niższą, mniej doskonałą formą. Na przykład znane są spontaniczne przeżycia tożsamości z najbliższym otoczeniem lub z osobą, a nawet z przedmiotem martwym, na którym zatrzyma się skupiona uwaga (13 s.18).

Tak więc w każdej formie bytu widzialnego i niewidzialnego, organicznego i mineralnego, materia i świadomość występują pospołu, niejako w różnych proporcjach, tworząc liczne przebogate struktury i formy. Można by powiedzieć, że udział świadomości w materii demonstruje się jako zdolność materii do organizowania się. Zależnie od tego, która z tych kategorii istnienia przeważa w badanym przedmiocie - przedmiot ten w mniejszym lub większym stopniu podlega obiektywnym prawom, działającym zawsze jednakowo, gdy tylko warunki, w których to prawo się przejawia, są jednakowe.

Izolacja nauk przyrodniczych, wynikająca z rygorystycznej dbałości o ich obiektywny charakter, jest naturalną konsekwencją dualizmu, lub monizmu materialistycznego, głęboko zakorzenionego w naszej kulturze. Akceptuje się szczegółowe badania materii w o d e r w a n i u jej od świadomości, traktując materię jak oddzielny, niezależny “pierwiastek” bytu. Postawa taka, ugruntowana w oczywistości makroskopowych doświadczeń, stanowi rodzaj dogmatu w nauce i, jak każdy dogmat, porządkuje i ułatwia zrozumienie jednych spraw, ale dla zrozumienia innych stanowi zaporę. Dopiero po zredukowaniu dogmatu do rangi hipotezy, można tę hipotezę zmienić a zaporę usunąć.

Weźmy jako przykład współczesną teorię grawitacji. Pole grawitacyjne jest jednym z kilku rodzajów pól znanych fizyce współczesnej. Różni się jednak istotnie od innych pól (co być może stanowi przeszkodę w opracowaniu jednolitej teorii pola) gdyż jest jedobiegunowe. W grawitacji ciał pozostających we wzajemnym spoczynku istnieje tylko przyciąganie, a nie ma odpychania. Zarówno Newton, jak i fizycy współcześni, akceptują tę połowiczność teorii grawitacji, a w konsekwencji niemożliwość zmiany bądź odizolowania się, czy też innego pokonania pola grawitacyjnego, bez dynamicznego wykorzystania siły odśrodkowej.

Rys. 1
Zjawisko lewitacji człowieka badane w laboratorium MERU w Szwajcarii

Być może jednak ten drugi biegun pola grawitacyjnego tkwi w świadomości, a więc w obszarze ignorowanym przez fizykę? Przypuszczenia takie mogą nasuwać się chociażby w obliczu doświadczeń zmiany ciężaru ciała ludzkiego na skutek zmienionych stanów świadomości. Tego rodzaju badania wykonuje się w instytutach parapsychologii na Zachodzie. Na przykład w 1977-mym roku ogłoszono wyniki badań wpływu zmienionego stanu świadomości podczas tzw. medytacji transcendentalnej - na procesy fizjologiczne i fizyczne organizmu ludzkiego. Przedstawiono też zjawisko lewitacji człowieka “5″ (unoszenie się w powietrzu, rys. 1).

Rzecz jasna, że uwzględnienie czynnika świadomości w naukach przyrodniczych prowadzi do fundamentalnych zmian od dawna ugruntowanych teorii, nie może przeto odbyć się bez oporów i bez pokonania wielorakich trudności.

Ktoś powiedział, że piękno jest wyrazem szczęśliwości pochodzącej z władzy Ducha nad materią. Może władza ta wynika właśnie ze zdolności identyfikacji i odspajania świadomości od formy? Z pewnością tak, ale nie jest to chyba jedyne jej źródło.

Można by przypuszczać, że świadomość ma także inne cechy, mianowicie jakieś zdolności decyzyjno-energetyczne. Zdolności te przejawiają się jako wyobraźnia, wola i moc w procesie tworzenia oraz przemiany form. Są to czynniki warunkujące wszelki byt i ruch, bez nich nic by się nie działo i nie przejawiło. Na praykład hinduska mantra, wyrażana zwykle określonym dźwiękiem, jest symbolem mocy i ruchu, a sposób przejawienia mantry w jej dwojakim aspekcie, jedności i mnogości, wraz z odpowiednią artykulacją, strukturą - jest słowem, sterującą instrukcją, wyrażającą akt woli twórczej.

Jakie jest jednak źródło tych cech, tych czynników? Czy istotnie należy je przypisać świadomości? A może znajduje się ono poza wszelkim przejawieniem?

Postępując w miarę ostrożnie, należałoby się uchylić od pochopnych odpowiedzi na takie pytania. Można jedynie, robiąc znów użytek z wyobraźni, przypuszczać, że pamięć określonych struktur twórczych może być zachowana w jakiejś najbardziej subtelnej formie, z którą identyfikuje się cała kosmiczna świadomość w jej jednościowym aspekcie. Byłby to Bóg Osobowy, Ojciec, który zgodnie z zasadą komplementarności ma w sobie “tło” pramaterii, Pramacierzy z którą się zesplił. W przeciwnym razie - odszedłby na niepojęte łono Ducha.

Jeśli pogląd taki nie jest słuszny, wtenczas żródła woli i mocy należałoby upatrywać w obszarach wykraczających poza obie kategorie istnienia, tj. świadomość i materię. Źródłem tym mogłaby być Jedyna Substancja, Duch, który w ostatecznym rozrachunku jest źródłem wszystkiego.

Bez względu jednak na źródło, zarówno wola jak też moc przejawiają się jako cechy świadomości. O tym znów poucza nas Prawo Jedności Przeciwieństw, gdyż obie te cechy są komplementarne lub przeciwstawne do cech materii. Ogólnie można by powiedzieć, że im bardziej subtelna jest materia tym większa jest jej wrażliwość na oddziaływanie świadomości i tym większy nadmiar świadomości może być z nią zespolony. Tak więc rozwój świadomości, aczkolwiek w swej istocie nie podlega ona żadnym zmianom, można rozumieć jako proces zmiany form materialnych, z którymi się świadomość identyfikuje. W tym kontekście wypada więc mówić jedynie o rozwoju samoświadomości.

Możemy uznać że świadomość, w stosunku do formy materialnej, przyjmuje różną składnię. Może ona występować w ilości niezbędnej jedynie do utworzenia i zachowania formy. Tę ilość, lub cechę, nazwiemy aspektem III świadomości. Nie odspaja się ona w zasadzie, ani też nie przestaje identyfikować się z formą.

Pewien nadmiar świadomości, który wprawdzie odspaja się, ale nie może utracić identyfikacji z formą, nazwiemy aspektem II. Wreszcie aspektem I nazwiemy taki nadmiar, który może przestać identyfikować się z formą. Aby to było możliwe, musi on jednak formę ową odpowiednio przystosować, zmienić i rozwinąć. Gdy tego dokona i przestanie ze swoją formą identyfikować się, wówczas może utrzymać z nią zespolenie, bądź też zespolić się z inną formą. Może też osiągnąć coś, co nazwalibyśmy zdobyciem władzy nad formą, w y z w o l e n i e m .

Można by teraz zauważyć, że te trzy aspekty świadomości odpowiadają tzw. trzem przejawieniom Logosu, uznawanym przez różne szkoły wiedzy ezoterycznej “6″. Są to: Matka (lub Duch Święty, III), Syn (II) i Ojciec (I). Darzą one materię formą, życiem i człowieczeństwem.

REGUŁA TWORZENIA FORM PRZESTRZENNYCH

Spróbujmy teraz opisać pewną heurystyczną regułę przejawiania Prawa Jedności Przeciwieństw, zgodnie z którą mogą tworzyć się formy przestrzenne. Zróbmy następujący eksperyment myślowy:

Rys. 2.
Kreacja przestrzeni świetlnej: A - anizotropowa quasi-przestrzeń | B - dwubiegunowa przestrzeń świetlna

Wyobraźmy sobie przezroczystą kulę o niejednakowej gęstości (rys. 2A). Niech w środku N tej kuli będzie największa, teoretycznie prawie nieskończenie wielka, gęstość. Przypuśćmy, że gęstość ta maleje w jakiś określony i ciągły sposób, gdy oddalamy się od środka kuli. Na rysunku widać koliste izolinie, łączące punkty o jednakowej gęstości. Mamy więc do czynienia z obszarem o centralnej anizotropii. Umieśćmy w środku tej kuli źródło światła S. Promienie tego światła będą rozchodziły się prostopadle do izolinii gęstości, a dla obserwatora z zewnątrz - kula powinna świecić.

Przesuńmy teraz źródło światła S w dowolnym kierunku na odległość e od środka kuli N. W tej nowej sytuacji promienie świetlne zostaną odgięte w znany sposób, przedstawiony na rysunku 2B, tworząc figurę przypominającą kształtem pole magnetyczne. Nawiasem mówiąc podobieństwo to jest nie tylko wzrokowe lecz także głębsze, gdyż tory odgiętych promieni są opisywane matematycznie tak samo, jak tory linii pola magnetycznego “7″.

Jeżeli promień naszej przezroczystej kuli jest dostatecznie duży, to żaden promień światła (z wyjątkiem jednego, zorientowanego w kierunku NS) nie powinien jej opuścić. Na tym kończymy naszą myślową konstrukcję.

Nazwijmy teraz, powołując się na terminologię zaczerpniętą z sanskrytu, przezroczystą kulę jantrą, lub anizotropową quasi-przestrzenią ze środkiem N, źródło światła - mantrą lub emiterem S, a utworzony obszar świetlny - tantrą lub przestrzenią T. Załóżmy, że istnieje ścisły związek między ilością energii (światła) wysłanej przez mantrę S, a odległością e między biegunami N oraz S, i rozległością jantry (promieniem kuli) R. Jeżeli impuls energii, tworzącej przestrzeń świetlną (tantrę), powtarza się cyklicznie - to być może przejawią się wtedy cechy sprężystości: mantra S w każdym cyklu zbliża się do bieguna N, pokrywa się z nim (w tym momencie tantra całkiem zanika) i przechodzi na przeciwną stronę bieguna N, znów kreując tantrę. Poruszając się w ten sposób, np. ruchem harmonicznym, mantra, a tym samym przestrzeń nazwana tantrą, podlegają osobliwej wibracji dynamicznej.

Przepraszając za wprowadzenie obcych nazw i za, być może, trochę kłopotiwy fragment związany z eksperymentem myślowym, chciałbym zauważyć, że ilustruje on pewną regułę kreacji, czyli tworzenia przestrzeni anizotropowej - przez “rozdwojenie”. Zgodnie z tą regułą, jak już mówiono, może przejawiać się Prawo Jedności Przeciwieństw. Jest ona oparta w dużym stopniu na wyobraźni i na historycznych analogiach. Używając słów hinduskich wskazujemy na jej zbieżność z dawnymi poglądami filozofów orientalnych. Znajduje ona także wyraz w tzw. sztuce tantrycznej, co jest oddzielnym ciekawym zagadnieniem.

Omówiona reguła nie została opisana i zweryfikowana współczesnymi metodami badawczymi. Temat ten, być może, czeka na swego naukowego odkrywcę. Pomimo to można by pójść o krok dalej i w świetle przedstawionej reguły wyobrazić sobie, jakie reperkusje kosmologiczne mogłoby spowodować zakwestionowanie izotropowości przestrzeni w ogóle.

Nie trzeba chyba podkreślać, jak bardzo niepopularny jest to pogląd. Oznacza on przecież rewizję podstaw fizyki, a w każdym razie przebudowę teoretycznych założeń niektórych jej gałęzi. Trzeba jednak zauważyć, że wśród fizyków współczesnych są wybitni badacze, jak np. brazylijski fizyk Cesar Lattes, którzy kwestionują izotropowość przestrzeni, stałą prędkość światła, a więc godzą w podstawy fizyki relatywistycznej. Także ostatnie odkrycie podłużnej składowej drgań fali świetlnej, którego dokonali znakomici fizycy L. de Broglie i Vigier, może prowadzić do uznania anizotropowości przestrzeni.

Wyobraźmy sobie, że przestrzeń jest anizotropowa i że w naszym Układzie Słonecznym, gdzieś w pobliżu Słońca, znajduje się środek anizotropii (rys. 3)

Rys. 3
Przebieg promieni w Układzie Słonecznym pomiędzy Ziemią a środkiem anizotropii
(przekrój I - I przez jantrę wg rys. 2B) NS - bieguny przestrzeni świetlnej, Z - Ziemia

Szybkość światła na orbicie ziemskiej wynosi około 300 tys km/sek, lecz w tych warunkach maleje ona wraz ze zbliżaniem się do Słońca, a w miarę oddalania się - wzrasta. W jakimkolwiek kierunku wysłalibyśmy promień z Ziemi - nieuchronnie dotrze on do środka anizotropii. Tak więc cały Układ Słoneczny staje się czymś w rodzaju gigantycznego mikroskopu, ustawiongo na środek anizotropii N. Uwięzione w tym środku “elementarne” cząstki materii, o wielkościach odpowiednich dla długości fali przy zmniejszonej prędkości światła, są interpretowane jako gwiazdy. Wielokrotny przebieg promieni przez całą przestrzeń Układu ukaże widzowi odległe “galaktyki”. Gdybyśmy, dając upust fantazji, wyobrazili sobie podróż do gwiazd to mogłoby się okazać, że w istocie podróżujemy w głąb materii wewnątrz Układu Słonecznego.

Przedstawiony w ten sposób przykładowy, fantastyczny obraz Układu Słonecznego budzi zrozumiałe protesty. Nie musi się jednak zakładać, że środek anizotropii znajduje się w naszym Układzi Słonecznym. Równie dobrze można go umieścić np. w pobliżu środka naszej Galaktyki, bądź też przyjąć istnienie we Wszechświecie wielkiej ilości przestrzeni o centralnej anizotropii. Mogą też wchodzić w rachubę różne rodzaje pól, spośród których może nie wszystkie zostały już odkryte. Chciałbym tylko pokazać, jak bardzo dalekosiężne konsekwencje w interpretacji świata mogą wynikać ze zmiany pewnych, może zbyt arbitralnie uznanych, zbiorowych sugestii w nauce.

Wróćmy jednak do omówionej reguły kreacji. Spróbujmy zabawić się w czarodziejów i wyobraźmy sobie że gdzieś, gdzie być może inaczej przejawiają się atrybuty czasu i przestrzeni, w jakimś nieznanym nam lecz dostępnym wymiarze, istnieje jako archetyp opisana przez nas reguła. Replikuje się ona w przejawionej sferze bytu w różnych relacjach czasowo-przestrzennych o niewyobrażalnie zróżnicowanej skali wymiarowej: od najdrobniejszej cząstki materii do planety lub gwiazdy. Skala przejawienia każdej tantry może zależeć od wielkości porcji energii wzbudzającej, wirtualnie (w nieznany na razie, nieobserwowany sposób) przejawiającej się w odpowiednich punktach quasi-przestrzeni. Obszary tantr, w pewnym zakresie, mogą zawierać się jeden wewnątrz drugiego lub mogą tworzyć wypadkowe tantry nadrzędne i inne skomplikowane układy “8″.

Rys. 4
Układy kul których środki tworzą bryły foremne (widok z góry)
A - czworościan, B - sześcian, C - ośmiościan

Wyobraźmy sobie dalej, że istnieje określona kolejność tworzenia się i organizowania tantr w coraz to bardziej złożone formy. Niech jako pierwsze w tej kolejności tworzą się tantry niezróżnicowane, o bardzo małych porcjach energii wzbudzającej, które mogą nam kojarzyć się np. z grawitonami, cząstkami pola grawitacyjnego. Mamy więc do czynienia ze zbiorem czegoś w rodzaju niesłychanie drobnych “bąbelków”, czy kulek o jednakowej średnicy, Przypuśćmy, że kulki te gromadzą się w grupy po kilka sztuk, tworząc różne możliwe układy, przedstawione na rys. 4. Połączenie środków kul któregokolwiek z tych układów tworzy foremną bryłę geometryczną. Cztery kule formują czworościan, osiem kul - sześcian, sześć kul, inaczej ułożonych - ośmiościan. Jeżeli wymienione bryły uzupełnimy o dwunastościan i dwudziestościan foremny to będziemy mieli komplet brył platońskich (Rys. 5). Jak bowiem wiadomo Platon utrzymywał, że struktura materii jest rozpostarta na bryłach foremnych.

Rys 5
Bryły platońskie
A - czworościan, B - sześcian, C - ośmiościan, D - dwunastościan, E - dwudziestościan

Interesujący jest przede wszystkim mechanizm grupowania się owych elementów i tworzenia coraz to bardziej skomplikowanych form przestrzennych. Weźmy najpierw pod uwagę grupy najprostsze, składające się z dwóch lub trzech kul (Rys. 6). Połączenie liniami prostymi ich środków nie może tworzyć brył przestrzennych lecz tylko płaskie elementy geometryczne: odcinek prostej lub trójkąt. Niemniej grupy te tworzą jakby tantry drugiego rzędu, dwu- lub trójelementowe. Z kolei tantry drugiego rzędu łącząc się mogą tworzyć tantry trzeciego rzędu, itd. Być może łączą się ze sobą także tantry różnych rzędów.

Rys. 6
Tantry drugiego rzędu: dwu- i trójelementowa

Cóż jednak wiąże, utrzymuje te składowe tantry? Zwróćmy jeszcze raz uwagę na tantrę trójelementową. Wyobraźmy sobie, że każda z trzech tantr składowych przekazała część swej energii (część mantry) na rzecz tantry wyższego rzędu. Na skutek tego gdzieś, np. w pobliżu środka ciężkości trzech tantr składowych, , tworzy się “ufundowana” przez nie mantra, kreująca tantrę wyższego rzędu. Sposób przeniesienia energii z mantr składowych do mantry wypadkowej jest nam wprawdzie nieznany, można jednak przypuszczać, że dzieje się to poprzez jakieś zjawisko zbliżone do rezonansu podobnych do siebie wibracji.

Przypuśćmy dalej, że ilość energii przekazywanej mantrze wypadkowej przez mantry składowe może narastać, przez co zwiększa się trwałość tantry wyższego rzędu, a jej mantra nabiera zdolności do tworzenia tantr jeszcze wyższego rzędu. W taki sposób mogą powstawać różne skomplikowane formy. Struktura tych form jest jakby zapamiętana, aczkolwiek mantry należące do tantr niższych rzędów przekazały gros swej energii na rzecz tantr rzędów wyższych, tworząc coraz masywniejsze formy materialne.

Rodzą się pytania: Jakie prawa rządzą dystrybucją energii twórczej mantr? Co powoduje, że tantry grupują się i rozpadają w taki a nie inny sposób? Skąd się bierze celowość i piękno powstających form? Jakie jest źródło i istota życia? Jest to kolejna grupa pytań, na które nie sposób znaleźć odpowiedzi w sferze racjonalnego myślenia, którego poprawność weryfikują jedynie doświadczenia zmysłowe, zewnętrzne.

Można by przypuszczać, że wszystko zależy od owej woli, która określa wszelki byt i kreację. Wola “piętnuje”, naznacza sobą każdą formę, każdą żywą istotę z którą zespolił się aspekt III lub II świadomości. Procesy kreacji przebiegają w tych obszarach niejako spontanicznie, gdyż formy owe nie mają poczucia swej indywidualności, podmiotu zdolnego do podejmowania twórczych aktów decyzyjnych.

Spośród znanych nam istot dopiero człowiek, obdarzony aspektem I świadomości, jest zdolny przejawiać uświadomioną wolę. Przejawia się ona wraz z ową samoświadomością, odczuwaną jako poczucie “ja”.

PSYCHICZNE UWARUNKOWANIA SZTUKI

Zanim przejdziemy do uwag o psychice w kontekście twórczości artystycznej, chciałbym wskazać na pewne wzorce budowy materii, ongiś skompromitowane i wyparte z obszaru badań przyrodniczych jako nienaukowe. Chodzi mianowicie o koncepcje okultystyczne bądź teozoficzne, zaliczane do ezoterycznych, które powstały dzięki wykorzystaniu takiego fenomenu psychiki, jak szczególnego rodzaju jasnowidzenie i wyobraźnia.

Zgodnie z tymi koncepcjami nasz Układ Słoneczny jest zakodowany liczbą siedem. Istnieje siedem stopni zagęszczenia materii z których znany nam stopień fizyczny jest “najgrubszy”, najmniej subtelny. Materia subtelna zawiera się w mniej subtelnej, podobnie jak ziarenka piasku mieszczą się pomiędzy grubszymi od nich ziarenkami żwiru, lub jak drobiny wody wypełniają przestrzeń pomiędzy ziarenkami piasku. Psychika jest tworem materialnym składającym się z materii subtelniejszej niż fizyczna: astralnej (uczuciowej) i mentalnej (myślowej). Psychika tworzy liczne formy (powstające, być może, zgodnie z wcześniej opisaną regułą). Poszczególne formy zachowują określony stopień autonomii, niemniej w obrębie jednostki ludzkiej łączą się w pewien agregat, który w psychologii głębi nazwano psyche.

Pośród wielu form tworzących psyche jedna jest wyróżniona, utworzona z najsubtelniejszej materii myślowej, w której, jak słońce w kropli wody, odbija się obraz kosmicznej świadomości, Jaźni. Obraz ten stanowi poczucie “ja”, samoświadomość naszego indywidualnego bytu. Psycholodzy formę tę nazywają ego. Otóż ego ma pozycję uprzywilejowaną w psyche, gdyż może ono władać środkami percepcji i ekspresji. Polega to na odbieraniu pragnień i wrażeń, a także na zdolności zaspokajania pragnień w takim stopniu, na jaki pozwalają warunki zewnętrzne. Pragnienia, niesione “na falach libido”, energii psychicznej, pochodzą z głębszych obszarów psyche. Zawierają one określony sens, “idee”, które odzwierciedlają się w mentalu, wyrażają się jako subtelne formy.

Uważność ego, w zwyczajnych warunkach, jest zwrócona na świat zewnętrzny. Nie zastanawiamy się na ogół nad źródłem i naturą naszych myśli i pragnień lecz identyfikujemy się z nimi, uważamy je za swoje, za siebie samych. Człowiek wszakże, w pewnym okresie swego rozwoju, ma szansę zwrócenia uwagi na własną psyche, na swój świat wewnętrzny. Zaczyna wówczas stopniowo dostrzegać i pojmować, że jego uczucia, pragnienia i myśli są czymś innym niż on sam - zaczyna je traktować trochę podobnie jak zewnętrzne przedmioty. Dla ego oznacza to początek indywiduacji, intensywnego rozwoju samoświadomości. Przeżywanie tego procesu należałoby uznać za niezbędny warunek wszelkiej autentycznej twórczości artystycznej, uprawiania sztuki.

Indywiduację twórcy można by więc rozumieć jako zdolność do utraty identyfikacji ego z napływającymi doń obrazami form psychicznych, pochodzących z głębi psyche. Zachowane jest przy tym zespolenie z tymi formami o czym świadczy uświadomienie sobie, postrzeganie owych form przez ego “9″.

Należy ponadto uznać, że ego dysponuje także pewną ilością libido (energii psychicznej), poddanego swej woli, które stanowi m o c ego. Może ono tworzyć własne idee i przejawiać je, co zazwyczaj czyni poprzez formy mentalne, najmniej energochłonne.

Zwróćmy teraz uwagę na dwie władze psychiczne człowieka: intelekt i rozum. Nie określając dokładnie tych władz zauważmy na razie, że występują one razem, jakby w różnych proporcjach, lecz istotnie różnią się od siebie.

Intelekt funkcjonuje w uświadomionym obszarze psychiki, czyli pośród form postrzeganych przez ego, tj. takich, z którymi dokonało ono zespolenia. Zależnie od ilości dysponowanego przez ego libido, może przejawiać się większa lub mniejsza sprawność i zasięg intelektu. Zasięg ten odgranicza pewien obszar, stanowiący racjonalną strefę psyche, zwaną wiedzą. Jest on również obszarem form uświadamianych niejako społecznie, gdzie funkcjonuje język i inne środki komunikowania się ludzi. Do tego obszaru należą także środki wyrazu, którymi “zmuszona” jest posługiwać się sztuka. Czyni to przypisując owym środkom głębsze, symboliczne znaczenie, do którego jeszcze wrócimy.

Rozum jest wyrazem braku identyfikacji ego z uświadomionymi sobie formami oraz wrażliwości na przekazy pochodzące od form nieuświadomionych, stanowiących irracjonalną strefę psyche.

Dzięki indywiduacji przeto - człowiek przekracza obszar form uświadomianych społecznie, przenika swą świadomością w irracjonalną strefę psyche i zdobywa wiedzę oraz doznaje przeżyć, które nie dają się wyrazić konwencjonalnymi środkami społecznej komunikacji.

Owa wiedza i przeżycia wytwarzają pewien potencjał, skłaniający twórcę do ich wyrażenia. Dostępne środki wyrazu pozostają jednak w całości w racjonalnej strefie psyche. Dlatego twórca wzbogaca je nadając im sens symboliczny, pozwalający przekazać także te spośród doznań zaczerpniętych z irracjonalnej strefy psyche, które mogą być przyjęte i uświadomione, bądź doznane przez społecznego odbiorcę.

Rysunek, jako dziedzina sztuki będąca przedmiotem tego Triennale, stanowi niewątpliwie środek wyrazu szczególnie podatny do nadania mu głębokich treści symbolicznych. Stanowi więc on wdzięczny wyraz ekspresji twórczej w sztuce.

Kończąc tę dość długą wypowiedź o świadomości i formie chciałbym zauważyć, że na pewno wiele z tego co tu powiedziałem można zakwestionować. Nie są to bowiem sprawy, które dadzą się skutecznie bronić na racjonalnym gruncie. Łatwo też można posłużyć się etykietą, np. nazwać przedstawione tu poglądy hinduizmem, neoplatonizmem, bądź dopatrzeć się w nich augustynizmu czy holizmu. Na pewno żadna z tych etykiet nie byłaby całkiem pozbawiona słuszności.

W używaniu etykiet kryje się jednak pewne niebezpieczeństwo dla tego, kto ich używa. Działa bowiem wówczas pewien mechanizm przejawiający się zwykle przy używaniu mowy. Mianowicie gdy wypowiadamy jakieś słowo wydaje się nam, że wiemy wszystko o przedmiocie, któremu to słowo przyporządkowano, co zwykle nie pokrywa się z prawdą. Skłania nas jednak do tego nawyk psychiczny, który utrwalił się w procesie ewolucji. Grozi to nieraz poważnymi błędami. Nie łatwo jest wyzwolić się z tej grząskiej pułapki języka. Włączając jednak wyobraźnię i w miarę poprawne myślenie mamy szansę rozwinąć w sobie władze, które pozwolą pojąć wiele spraw ważnych, a co najważniejsze - zrozumieć siebie.

Carl Gustav Jung, po długiej obłożnej chorobie, napisał: Jedyną mocą leczniczą, która działa na nas, jest poznanie siebie w świetle pełnaj prawdy. A trochę później zaznaczył: Psychoneuroza jest ostatecznie chorobą, jakiej ulega dusza, która nie odnalazła sensu swego istnienia (10 s. 11).

________________________

PRZYPISY

“1″ Kategorię przeciwstawną do materii tradycyjnie nazywano słowem duch. Jest ono jednak używane w tak wielu znaczeniach, nieraz całkiem luźno określonych, że trudno byłoby uniknąć poważnych niporozumień. Bardzo niesprzyjającą okoliczność stanowi także fakt, że słowa d u c h używa się w wielu systemach filozoficznych, nadających mu znaczenie dokładne, lecz o różnych zabarwieniach pojęciowych. Dlatego też słowa Duch będziemy używać tylko jako synonimu Jedynej Rzeczywistości, Absolutu, pisząc je z dużej litery. Można jednak przypuszczać, że słowo świadomość, po oswojeniu się z nadanym mu tutaj znaczeniem, może być używane bez zakłóceń także w potocznym języku. Natomiast w węższym, psychologicznym znaczeniu, będziemy używać słowa samoświadomość.

“2″ Wissenschaft der Logik, ks. I, WW III, s. 74.

“3″ Carlos Castaneda: Wiedza Juana Matusa z plemienia Yaqui (Indiańskie wtajemniczenie). Przekład polski Z.G. Wydanie prywatne, Warszawa 1978. Zeszyt 2 s. 49.

Na to wydanie złożyły się przekłady fragmentów czterech książek Carlosa Castanedy: The Teaching of Don Juan, A Separate Reality, Journey to Ixlan, Tales of Power, wydanych przez Penguin Books w latach 1970-74.

“4″ Przy tej okazji można by wspomnieć, w jak wielkie zakłopotanie wprawiało fizyków nielogiczne zachowanie się przyrody, np. gdy przyjmowano hipotezę o stałej prędkości światła, gdy stwierdzono dwoistą jego naturę, lub gdy próbowano zinterpretować odwrócenie kierunku przepływu czasu w mikroświecie, gdzie zdarza się, że skutek poprzedza przyczynę. Jednak owe kaprysy przyrody jakoś nie na długo zakłócały sen wielu rygorystycznym znawcom jej praw. Niepokojące interpretacje zjawisk, po oswojeniu się z nimi, po prostu pomija się. W mikroświecie traktuje się zjawiska w wielu przypadkach jedynie formalnie, jako funkcje matematyczne. Jest to jednak możliwe tylko tak długo, dopóki “garnitur matematyczny” pasuje do przyrody. Zasady myślenia, zrodzone i ukształtowane w makroskopowym obszarze doświadczeń człowieka, przy konfrontacji z głębszymi rejestrami praw przyrody, nieuchronnie podlegają rewizji. Wraz z rozwojem wiedzy zmienia się jakby “ogniskowa” umysłu, na wyższy poziom przesuwa się ostrość widzenia świata. Gdy Jungowi robiono zarzuty, że jego koncepcje psychologiczne są mętne i nielogiczne, odpowiadał on, że tak wygląda rzeczywistość, widziana z naszego, naukowego szczebla świadomości.

“5″ Scientific Research on the Transcendental Meditation Program. Collected Papers, Volume 1. Edited by David W. Orme-Johnson, Ph.D and John T. Farrow, Ph.D., Maharishi European Research University. Printed in West Germany by MERU Press 1977, s. 734.

“6″ Tzw. wiedza ezoteryczna, wewnętrzna, w odróżnieniu od wiedzy egzoterycznej, zewnętrznej, może być zrozumiana i zaakceptowana tylko przez człowieka przygotowanego do jej przyjęcia. Chodzi tu zwykle o przygotowanie moralne. W dawnych czasach, w różnych systemach religijnych, wiedza ezoteryczna była przekazywana ustnie, uczniom wybranym przez nauczyciela.

“7″ W przypadku pola magnetycznego innego rodzaju musi być tylko przezroczysta kula, quasi-przestrzeń odginająca linie pola. Natura tej quasi-przestrzeni (jeśli ona istnieje) jest dotąd fizykom nieznana.

“8″ W takim ujęciu nie ma istotnej różnicy pojęciowej między przestrzenią a materią. Zarówno każda cząstka materialna, jak też wszystkie przestrzenie, w których się ona znajduje, są przecież tantrami.

“9″ W podobny sposób ego postrzega także przedmioty zewnętrzne, posługuje się jednak przy tym zmysłami, które funkcjonują, dzięki organom zmysłowym, skierowanym na fizyczną strefę świata.

LITERATURA

1. Castaneda, C., Wiedza Juana Matusa z plemienia Yaqui. Wydanie prywatne, Warszawa, 1978.

2. Ditfurth, H., Dzieci Wszechświata. PIW, 1976.

3. Ditfurth, H., Na początku był wodór. PIW, 1978.

4. Ditfurth, H., Duch nie spadł z nieba. PIW, 1979.

5. Gadamer, M., Rozum, słowo, dzieje. PIW, 1979.

6. Hegel, G.W.F., Nauka logiki. PWN, 1967.

7. Heidegger, M., Budować, Mieszkać, Myśleć. Pisma wybrane. Czytelnik, 1977.

8. Heisenberg, W., Ponad granicami. PIW, 1979.

9. Hoene- Wroński, J., Prawo tworzenia. Biblioteka “Zet”. Warszawa, 1933.

10. Jacobi, J., Psychologia C.G.Junga. PAX, 1968.

11. Otto, R., Świętość. KiW, 1968.

12. Scientific Research on the Transcendental Meditation Program. Praca zbiorowa. MERU, 1977.

13. Teoria i metodyka ćwiczeń relaksowo-koncentrujących. Praca zbiorowa. PZWL, 1975.

14. Weizsacker, C.F., Jedność przyrody. PIW, 1978.

powrót na górę ^