egregora Kościoła Katolickiego. Pierwsze oznaki były już w wieku chłopięcym, kiedy jako ministrant zosta- łem, za jakieś drobne przewinienie, boleśnie zdzielony gromnicą. Przestałem wtedy bezkrytycznie przyjmować słowa katechety, choć daleki jeszcze byłem od buntu. Bunt nastąpił dopiero w wie- ku przedmaturalnym.

Może to kogoś z młodych ludzi zdziwi, ale w owym czasie w PRL-u nauczano jeszcze w szkołach religii. Na świadectwie sto- pień z religii był na pierwszym miejscu. Wyznaczeni dyżurni sprawdzali obecność w kościele na niedzielnej mszy, co miało wpływ na ocenę z tego przedmiotu. Jednak istniał także przed- miot „Zagadnienia życia współczesnego”, gdzie lansowano świato- pogląd materialistyczny.

Nie bardzo mogłem pogodzić się z tym, że katecheci mocno ostrzegali przed samodzielnym czytaniem Biblii. W klasie matu- ralnej (rok 1948, w Wolsztynie koło Poznania), w ramach religii, na oddzielnych lekcjach, nauczano dogmatyki i etyki. Pamiętam moje zabawne wyróżnienie na lekcji dogmatyki, prowadzonej przez starszego wiekiem, trochę apodyktycznego duchownego. Omawiano „dowody rozumowe na istnienie Boga”. Było ich 6 czy 7, chyba wg św. Augustyna. Na koniec lekcji katecheta, z wielką swadą, powiedział od siebie: No bo przecież, jeśli istnieje słowo, rzeczownik, to musi istnieć odpowiednia rzecz. No powiedz słowo, które nie spełnia tego warunku: ty, ty, ty - wyliczał wskazując uczniów palcem. Wszyscy milczeli. Gdy padło na mnie, powie- działem: „nic”. Chwilę się zastanowił, a potem wypalił: baran!. I miał rację, bo jestem urodzony pod znakiem barana.

Po maturze nie odczuwałem już przynależności do Kościoła Katolickiego, chociaż nie okazywałem tego oficjalnie. Czułem się zagubiony, bo nie miałem wtedy własnego światopoglądu. Studia rozpocząłem we Wrocławiu. Wtedy też zawarłem związek małżeński z Krystą, biorąc także ślub kościelny. Dzieci:Waldemar (1951) i Ewa (1952), także były ochrzczone. Z czasem jednak coraz bardziej krystalizował się mój światopogląd materialistyczny. W jego „objęciach” byłem do 35-go roku życia. Potem nastąpiła trudna przemiana, o której napisałem na początku tego rozdziału.

Teraz powiem krótko o moim późniejszym życiu rodzinnym. Po latach, gdy dzieci dorosły, nasze wspólne drogi życiowe z Krystą ugodowo rozeszły się. W 1980-tym roku ożeniłem się z Grażyną, która z pierwszego małżeństwa (mąż nie żyje) ma córkę Jowitę. Obecnie wszyscy mieszkamy w USA, także moje dzieci i pięcioro dorosłych już wnuków. Krysta, oraz jej obecny mąż, odwiedzają ich, a czasem nas wszystkich. Prawie po sąsiedzku z nami mieszka Jowita z mężem i z dwójką uroczych dzieci, Wiktorią i Patrykiem, które odwiedzają nas prawie codziennie.

Wiktoria, 3 latka Patryczek, 5 latek

Wracając do okresu moich wrocławskich studiów - w tym czasie przede wszystkim jasno dostrzegłem pozytywną rolę, jaką odgrywają organizacje religijne na różnych etapach rozwoju społecznego. Opierają się zwykle na ezoterycznych objawieniach, które jednak nie mogą być powszechnie zrozumiane. Tworzą więc mity i dogmaty, a do sprawowania swej duchowej władzy wykorzystują zakodowany w psychice lęk. Władzę tę zazwyczaj sprawują „zwykli ludzie”, przystosowując także owe objawione prawdy, raczej nie zawsze świadomie lecz zwykle w dobrej wierze, do potrzeb ko- ścioła jako organizacji religijnej. Pozytywna rola organizacji reli- gijnych polega na tym, że (czasem we współpracy z władzami politycznymi) organizują życie społeczne i zapobiegają chaosowi w niedojrzałych jeszcze społecznościach. Stymulują także rozwój duchowy odwołując się do przekazów ezoterycznych.

Organizacje religijne, w swoim aspekcie egregorycznym, ku- mulują ogromne energie psychiczne, zamknięte w wierze w dog- maty. Próby obalenia dogmatów, zastępując je nie całkiem rozu- mianą przez ludzi treścią, mogą wyzwolić nieprzewidywalne siły destrukcyjne. Dlatego czekającą nas wielką przemianę powinno poprzedzić staranne przygotowanie. Chodzi o to, aby tę zwalnia- ną energię zagospodarować w pokojowy sposób. Będzie ona niez- będna w „procesie przebudzenia”. Trzeba pamiętać również, że w grę wchodzą nie tylko dogmaty. Każda organizacja religijna jest także miejscem pracy wielu ludzi i źródłem materialnego zabez- pieczenia ich bytu. I tu grozi zejście przewidywanych przemian na płaszczyznę polityczną. Zagrożona też poczuje się rzeczywista klasa polityczna. Ufam jednak, że wszystkie te zagrożenia zosta- ną pomyślnie opanowane. Zjednoczenie religii chyba nastąpi ja- ko ostatnie, ale na płaszczyźnie ezoterycznej. Tyle krótkiej dygre- sji prognostycznej.

Wracając do własnych przeżyć - w tym czasie zacząłem budo- wać swój obecny światopogląd. Pomijając wszelkie sugestie i wierzenia, zacząłem analizować różne znane mi wydarzenia. W szczególności interesował mnie proces przeradzania się objawień duchowych w mity religijne. Najbliższe mi było chrześcijaństwo, dlatego na jego przykładzie chcę przedstawić mój tok myślenia.

Byłem, i nadal jestem, zafascynowany naukami Jezusa o mi- łości bliźniego i nie tylko. Jednak studiując Nowy Testament zwróciłem uwagę na niektóre wydarzenia, z których część była już dawniej zauważana przez niechrześcijańskie podania:

  1. Dlaczego w uznanych przez chrześcijaństwo Ewangeli- ach pominięto osiemnaście młodzieńczych lat życia Je- zusa?

    Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83