Do yuliana:

Piszesz: Podczas gdy magia odwołuje się do siły, religia często odwołuje się do lęku.

Jest jeszcze inny sposób kreacji. Ja nazywam to kreacją nie- siłową. Siłową nazywam szeroko pojętą magię, której działanie znakomicie zdefiniowałeś.

6. yulian

Napisałem religia często odwołuje się do lęku mając na myśli religię na poziomie zewnętrznym - egzoterycznym. To co Ty, Cin- ka, napisałaś odniósłbym już do religii na głębszym poziomie du- chowym - ezoterycznej, skierowanej ku wnętrzu (oczywiście nie ma osobnej religii egzo- i ezoterycznej - one się przenikają i spla- tają).

Zgadzam się z tym, co napisałaś, chociaż nadal uważam, że modlitwa oparta na lęku (a więc „ciemniejszych” wibracjach) jest częściej spotykana w religiach.

W naukach religioznawczych istnieje pojęcie bóstwa, przeży- wanego jako numinosum - jest to tajemnicza, sakralna moc, na- pawająca człowieka przerażeniem i lękiem (mysterium tremen- dum), a jednocześnie pociągająca go i zniewalająca (mysterium fascinosum).

Może zamiast kolejnych pojęć, coś z mojego doświadczenia życiowego.

Pamiętam, iż najsilniejsza modlitwa jaką kiedykolwiek wyko- nałem, zdarzyła mi się podczas topienia się w morzu koło Helu. Miałem wówczas 12 lat i pływałem wtedy w morzu razem z moim ojcem. Pogoda zaskoczyła nas tego dnia, gdyż bardzo szybko fale się zwiększyły, wiatr przybrał na sile i wyrzuciło nas na głębię - straciliśmy piasek pod nogami. Sytuacja wyglądała bardzo nie- ciekawie - z sekundy na sekundę traciliśmy siły, próbując utrzy- mać się na powierzchni. Mimo, iż jesteśmy z ojcem dobrymi pły- wakami, wiedzieliśmy, że zostało nam może kilkadziesiąt sekund życia. Wtedy zacząłem się bardzo silnie i intensywnie modlić - w myślach - prosząc Boga, żeby nas uratował, aby pomógł nam w tej ciężkiej chwili. Jednocześnie walczyliśmy dalej z falami, chcąc wydostać się z tej pułapki, jaką nam zgotowało morze. Podpłynę- liśmy resztkami sił do ostatniego pala, wbitego w dno morskie - na Helu są w odstępach ustawiane takie drewniane paliki - i bar- dzo mocno zaczęliśmy się ich trzymać, próbując przechodzić z jednego na drugi, aż do plaży (a były bardzo śliskie i ostre - ale nie mieliśmy niczego innego do chwycenia się). W połowie drogi między palami przypłynęło dwóch młodych i silnych mężczyzn - którzy pomogli nam się dalej wydostać ze wzburzonego morza. Gdy już odzyskaliśmy grunt pod nogami chwycili nas pod ręce i tak doszliśmy do brzegu. Podziękowaliśmy im, a oni szybko znik- nęli -

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83