nie spotkałem ich już później. Padliśmy wykończeni na zie- mię, a ja w myślach podziękowałem Bogu. Tego dnia na tej plaży utonęły trzy osoby - ciało jednej z nich widziałem osobiście oraz rozpacz córki. Mieliśmy pokaleczone ręce, ale zagoiły się po paru tygodniach. Od tego czasu żywię wielki respekt do wody - nadal pływam, ale zawsze z dużą ostrożnością, a do morza nigdy nie wchodzę głębiej niż po pas. Doświadczenie to bardzo silnie wpły- nęło na mnie, byłem wtedy jeszcze wierzącym katolikiem - cho- ciaż prawie zawsze pociągała mnie wiara indywidualna w Boga, a nie w Kościół.

Oczywiście, modlitwa może być niezależna od religii, zresztą zależy to od tego czym jest religia, jak ją rozumiemy. Spotkałem się na tym forum z tak szerokim rozumieniem religii - jako „zbio- ru wszystkich wartości”. W tym ujęciu religia byłaby obecna w bardzo wielu przejawach życia codziennego, nie tylko w kościo- łach i w dniach świątecznych. Jednak ja z takim ujęciem się nie zgadzam - wartości tworzą także mit (który jest najwcześniejszym stadium rozwoju człowieka) i świecka filozofia metafizyczna.

Modlitwa może mieć różny charakter - może być werbalna lub myślna, indywidualna bądź kanoniczna. Są modlitwy dziękczyn- ne, błagalne czy uwielbiające. Modląc się, zwracamy się do sfery sacrum - np. bóstw, aniołów, świętych. Ale możemy także się mo- dlić do własnego Wyższego Ja, które można uznać za tożsame z częścią lub całością Boga.

7. Marian

Dziękuję yulianie za tak cenne i wzbogacające wypowiedzi. A co do niejasności w moim zdaniu: Możliwe, że system chrześci- jański jest bliższy prawdy niż system buddyjski - to piszę poprze- dnio: Chrześcijaństwo ma inny system, w którym połączone jest pojęcie Ducha (Absolutu) z Pierwotnym Źródłem (Bogiem Osobo- wym), któremu przypisuje się wszystkie cechy Ducha.

Przyznaję, że słowo „prawda” jakoś mi się wplątało. Nie wni- kam tu w definicję prawdy. Mam jedynie na myśli kwestię pozna- walności, o czym piszę w następnym zdaniu: Niepoznawalność maleje bowiem w świetle logiki wielowartościowej która, także w fizyce, dopuszcza możliwość tzw. przemieszczeń wirtualnych (z pominięciem ciągłości drogi) co może pozwoli w przyszłości zrozu- mieć procesy wieloprzestrzenne i pozaczasowe. A więc, być może, człowiekowi dane będzie poznanie nie tylko Pierwotnego Źródła lecz także Ducha.

Piszesz: Odróżniłbym od siebie religię w postaci egzoterycznej i ezoterycznej.

Ja nie mówię o religiach lecz o organizacjach religijnych, a więc o ich aspekcie egzoterycznym. Oczywiście podzielam Twoje zdanie o ezoterycznym aspekcie religii.

Natomiast w odniesieniu do magii - rozumiem magię nieco szerzej: nie tylko jako narzędzie woli lecz jako prawo naturalne. Czasem celowo nie używam słowa „wola”, tylko „wyobraźnia”. Na przykład w życiu codziennym często widzimy, że człowieka spoty- ka to, czego nie życzy sobie lub czego boi się, ale wyobraża to so- bie. Po jakimś czasie ściąga w ten sposób nieszczęście.

Opowiem tu coś z własnego życia. Byłem najmłodszy w rodzi- nie. Mój najstarszy brat, Kazik, spotkał po wojnie swego kolegę szkolnego, lekarza. Kolega ten, w luźnej rozmowie, zwrócił uwagę na małą brodawkę na twarzy Kazika i powiedział, że tego nie po- winno się lekceważyć, bo może to być tkanka rakowa. Wpuścił mu więc „pchłę do ucha”. Po ośmiu czy dziesięciu latach Kazik zmarł na raka żołądka. Mama bardzo się tym martwiła i także zmarła na raka. Drugi brat, Heniek, bał się jazdy samochodem. Wstydził się tego i swoje obawy obracał zwykle w żart. Zginął wjeżdżając trabantem pod rozpędzoną ciężarówkę.

A teraz coś o magii służącej jako narzędzie woli. Rzecz niewia- rygodna przytrafiła się memu koledze Ryszardowi (imię zmienio- ne) i jego rodzinie. Stało się to w 1949 roku. Rodzice Ryszarda byli naszymi sąsiadami. Zamieszkali wraz z inną rodziną we wspólnym domu. Jeden pokój w tym domu zajmował dotychcza- sowy lokator, który właśnie miał się wyprowadzić. Kobiety bardzo mocno pokłóciły się o to kto zajmie po nim pokój. Na koniec kłó- tni matka Ryszarda usłyszała: teraz mnie popamiętasz! Według lokatora, który przypadkowo także usłyszał ten fragment kłótni, nie była to czcza pogróżka. Grozicielkę znano jako osobę potra- fiącą „odczyniać uroki”. W poprzednim miejscu zamieszkania wzywano ją do „zdejmowania uroków” z chorych zwierząt.

W styczniu 1949 roku ojciec Ryszarda wieczorem, w czasie zamieci śnieżnej, wpadł pod pociąg na niestrzeżonym przejeździe. Wraz z Ryszardem zbierałem jego szczątki na torach kolejowych. Ryszard był moim rówieśnikiem. Razem studiowaliśmy na Poli- technice Wrocławskiej, właśnie przebywaliśmy wtedy na feriach zimowych.

Ostatniego maja 1949 r. opalaliśmy się we Wrocławiu nad Odrą. Dwie dziewczyny nieopatrznie wpadły do wody i zaczęły to- nąć. Ryszard rzucił się na ratunek. Dziewczyny zostały uratowa- ne przez nadpływających łodzią ludzi, a Ryszard utonął. Później jego trzyletni braciszek (chyba już niespodziewany), bawiąc się na podwórku, został bardzo mocno pogryziony przez własnego psa. Tego matka już nie zniosła. Doznała przejściowych zaburzeń psy- chicznych i zaczęła zapadać na zdrowiu.

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83