jednak, że warto spróbować załatwić sobie wyjazd służbowy. Wiedząc, że pracowa- łem w górnictwie uważał, iż to dobry pretekst, by uzasadnić taki wyjazd możliwością wykorzystania metod radiestezyjnych, o ja- kich niewątpliwie będzie mowa podczas Kongresu, do wykrywa- nia podziemnych złóż. Jednocześnie zaznaczył, że wniosek do władz muszę złożyć w odpowiednim, sprzyjającym czasie, o któ- rym później mnie powiadomi.

Tak też się stało.

Od tego momentu wszystko potoczyło się w zawrotnym tem- pie. Stosunkowo szybko dostałem zgodę na tzw. wyjazd popiera- ny. Środki na ten cel otrzymałem z różnych, niespodziewanych zródeł, w ilości przekraczającej moje najśmielsze marzenia.

Wytyczyłem turystycznie ciekawą trasę przez Wiedeń, Wene- cję, Florencję i Pizę, a z powrotem przez Paryż i Niemcy, co spra- wiło, że wyjazd musiał mocno rozciągnąć się w czasie (sam Kon- gres trwał dziesięć dni). Przed udaniem się w podróż pan Roman udzielił mi takiej oto rady:

- Jeśli będziesz w kasynie, zagraj w ruletkę, ale obstawiaj tyl- ko czerwony kolor. Twoje szczęśliwe liczby to 16, 25 i 36.

Monte Carlo ujęło mnie pięknem krajobrazu. Zamieszkałem w wygodnym i niedrogim apartamencie hotelowym w pobliżu Pa- łacu Kongresowego, który (pałac) wkomponowano w wysoką skarpę nad zatoką morską.

Już pierwszego dnia imprezy spotkałem kilka znajomych o- sób z Polski, a wśród nich Lecha Emfazego Stefańskiego, który przedstawił mnie ojcu Czesławowi Klimuszce (przedtem znałem go tylko z jednego odczytu). Zakonnikiem opiekowała się Wanda Konarzewska, która pomagała mu także w redagowaniu książek. Odtąd trzymaliśmy się razem.

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83