Fot. 5

Rok 1930. Autor wspomnienia (w wózku)

w otoczeniu najbliższej rodziny.

Wróćmy jednak do Monte Carlo. Po kilku dniach ojciec Kli- muszko stał się wśród uczestników Kongresu osobą bardzo po- pularną. Już nie mogliśmy spokojnie chodzić na lunch do mego hotelu. Nieustannie zatrzymywali go dziennikarze i fotoreporte- rzy. Pod koniec pobytu jasnowidz zwierzył się z zakłopotania, w jakie wprawiła go rozmowa z pewnym Chorwatem:

- Podał mi zdjęcie, a ja nie mogłem nic zobaczyć. Przecież nie będę blagował. Nazajutrz przyniósł inną fotografię. Powiedziałem, że jego ojciec jest ciężko chory. Odparł z uśmiechem, że to niepra- wda, cieszy się dobrym zdrowiem. Uściśliłem mówiąc, że mam na myśli ojca biologicznego.

Efekt okazał się piorunujący. Nie wolno mi było tego powie- dzieć, zagalopowałem się.

Po zakończeniu Kongresu, gdy już opuściłem hotel, ojciec Kli- muszko poprosił, abym przedłużył pobyt o jeden dzień i towarzy- szył mu przy spotkaniu z żoną ambasadora USA we Francji. Była chora na raka i szukała ratunku. Powiedział:

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83