imieniem Docent. To było nie do zniesienia, zaskarżył więc sprawcę do są- du. Sąd jednak nie dopatrzył się niczego obraźliwego.

Innym razem dwie wiejskie kobiety, wracając z grabiami z po- la, serdecznie się posprzeczały. Doszło do rękoczynu w którym jedna z nich straciła parę zębów. Sprawa trafiła do sądu. Okazało się, że gdy poszkodowanej zabrakło dość mocnych słów w sprze- czce - odwróciła się tyłem, głęboko pochyliła się i podniosła spód- nicę, ukazując sekretną część ciała, przy tym obserwowała mię- dzy kolanami, jaki efekt wywiera to na uczestniczce kłótni. Ta natomiast, nie mogąc znieść okazanej zniewagi, szturchnęła ją rękojeścią grabi. Uderzyła jednak niecelnie i niechcący wybiła dwa górne siekacze.

Samo życie, chociaż niestety czasem podobnie przejawia się także w skali społecznej. Ostatnio na przykład prezydent Lech Kaczyński nie mógł znieść odniesionej do niego satyry porównu- jącej go do kartofla, która pojawiła się na stronie satyrycznej w małonakładowej, prywatnej gazecie sąsiedniego kraju. Uznał to za osobistą zniewagę i przejęty tym wydarzeniem zaniedbał pew- ną ważną sprawę wagi państwowej. Jak widać on i jego otoczenie nie rozumieją procesów globalizacyjnych na świecie i posługują się starym modelem myślenia politycznego, prowadzącym do po- działu. Nie wiedzą przy tym jaka jest rola satyry i uważają że Pa- ństwo, tak jak w ustroju totalitarnym, powinno kontrolować w- szystkie krytyczne wypowiedzi środków przekazu. Mylą patrio- tyzm z nacjonalizmem, który chyba odejdzie w niepamięć. I cóż z tego, że chodzi o prezydenta? Infantylizm może dotknąć każdego. Skoro jednak przeszedł przez „sito wyborcze” - to już stał się s- prawą wyborców. Mają to czego chcieli lub jakim wpływom ulegli w czasie wyborów i, być może, nadal ulegają. Albo wcale nie gło- sowali.

Pamiętam też jak to skoczek o tyczce Władysław Kozakiewicz został oskarżony w prasie sowieckiej o obrazę narodu gdy na o- limpiadzie w Moskwie, po zwycięskim skoku, zrobił znany gest rękoma w odpowiedzi na deprymujące gwizdy widowni w czasie jego rozbiegu do skoku.

Ach, jeszcze jedno (znowu coś dodaję). Pewnego razu, gdy prezydent Ronald Reagan przemawiał publicznie, w obecności żo- ny i różnych oficjeli, żona prezydenta nieostrożnie poruszyła się i o mało nie spadła z krzesła. Podtrzymał ją stojący w pobliżu „go- ryl”. Na to Reagan, nie wyłączając mikrofonu:

- Przecież umówiliśmy się, że spadniesz z krzesła dopiero wte- dy, gdy zacznę mówić głupstwa.

I usłyszał odpowiedź:

- To prawda, ale wtedy mogłoby nie być przy mnie tego przy- stojnego

Pages: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83