W  POSZUKIWANIU  JAŹNI

 Załączam artykuł, który może już ktoś czytał w numerze 5/2011 miesięcznika Nieznany Świat, (MW):                            

Tekst, który publikujemy, nie należy do łatwych w odbiorze. Zdecydowaliśmy się jednak na jego druk przede wszystkim ze względu na osobę autora.

Marian Wasilewski, który niedawno skończył 80 lat (ten piękny jubileusz kwitujemy, niestety, z pewnym opóźnieniem), to postać pod każdym względem niezwykła. Mając wykształcenie w zakresie nauk ścisłych, jeszcze przed swoim wyjazdem z Polski zainteresował się fenomenami parapsychicznymi, które w późniejszym okresie doprowadziły go do mistyki i związanej z nią filozofii bytu. W latach 70-tych – o czym opowiedział również na łamach Nieznanego Świata – zetknął się m.in. ze wspaniałym polskim jasnowidzem, ojcem Czesławem Klimuszką. Uczestniczył także w Międzynarodowym Kongresie Psychotronicznym w Monte Carlo. Po emigracji do USA w 1981 r., dwa lata później wydał tam (nakładem Polsko-Amerykańskiego Komitetu Etnicznego – Oddział New Jersey) unikatową książeczkę Psychiczne Źródła Komunizmu, co na długi czas odcięło mu możliwość przyjazdu do Ojczyzny. Mieszkając w Norwalk w stanie Connecticut utrzymuje przez cały czas żywą więź z Polską, gdzie w 2008 r. ukazała się – będąca zwieńczeniem jego wieloletnich duchowych poszukiwań – praca Moja droga ku Jaźni. Jest wieloletnim Czytelnikiem Nieznanego Świata, a od niedawna również naszym stałym współpracownikiem.                                                                                                             Redakcja.

Nieznany Świat przed kilkoma miesiącami obchodził swoje 20-lecie. Chciałbym uczcić jubileusz tego wspaniałego miesięcznika, najlepiej jak potrafię. Dużo mu bowiem zawdzięczam, zdarzało mi się również gościć na jego łamach. Przede wszystkim jednak śledzę to, co piszą inni. Szczerze podziwiam pracę całego zespołu redakcyjnego i założyciela tego szczególnego pisma.

Jestem już po osiemdziesiątce. Pod koniec 1981 roku wyjechałem wraz z najbliższą rodziną do Stanów Zjednoczonych i tu pozostaliśmy. Od wielu lat szukam swojej ścieżki duchowej, w czym bardzo mi pomogła lektura Nieznanego Świata. Poszukiwania te uwieńczyłem wydaną w Polsce książką Moja droga ku Jaźni. Jestem dumny z przychylnej opinii o niej, zamieszczonej w numerze 12. Nieznanego Świata z 2008 r., gdzie recenzji towarzyszyła Rekomendacja miesiąca. Podobne oceny znalazłem także na forach internetowych.

Myśl przewodnia moich wieloletnich poszukiwań brzmi następująco (cyt. za swoją książką): Jesteśmy hojnie obdarzeni przez Stwórcę, ale nie posiadamy daru wiedzy o sobie. Musimy ją zdobywać sami.Widocznie taki jest plan stworzenia. Jednakże posiadany przez nas dar wyobraźni i woli okazuje się tak mocny, że może nie tylko tworzyć, lecz także ograniczać lub unicestwić, nawet sam siebie. Człowiek, nieświadomy mocy tego daru, tworzy sobie „więzienie we własnym domu”. Sam ogranicza się tym, co jest mu najłatwiej dostępne: egotycznymi emocjami i pragnieniami oraz sugestiami zewnętrznymi.

Czuję, że udało mi się w życiu nieco rozwinąć intuicję. Natomiast intelekt cenię za to, że potrafi pokazać własne ograniczenia. Dlatego, korzystając z Prawa Jedności Przeciwieństw, powziąłem taką oto myśl:

Przyjmijmy, że istnieje jakaś jedyna, niezmienna, niepoznawalna dla intelektu substancja,  Absolut, Duch. Przejawia się on głównie przez  Pierwotną Dwójnię. Przejawienie Ducha jest czymś innym niż sam Duch (tak jak chód zegara jest czymś innym niż zegar). To Pierwotne Źródło, które, być może, okazuje się poznawalne w procesie ludzkiego rozwoju.

Elementami Pierwotnej Dwójni są: Świadomość Kosmiczna i pramateria-energia. Oba te elementy pozostają ze sobą komplementarnie związane, co oznacza, że Świadomość Kosmiczna nie może istnieć bez pramaterii-energii – i odwrotnie, pramateria-energia nie może istnieć bez Świadomości Kosmicznej. Zarazem  oba elementy Pierwotnej Dwójni mają wzajemnie przeciwstawne cechy.

Cechami Świadomości Kosmicznej są: Inteligencja Źródła, Inwencja Twórcza (w tym wyobraźnia), niezmienność (istnienie poza czasem), bezprzestrzenność (niezajmowanie przestrzeni) oraz zdolność do przyjmowania stanu holistycznych Monad. Ta ostatnia przejawia się podczas realizacji komplementarnego związku z pramaterią-energią. Może się ona kojarzyć z fizyczną cechą lepkości.

Monadyczny stan Świadomości Kosmicznej można by nazwać nieprzeliczalną quasi-mnogością, choć w swojej istocie Świadomość Kosmiczna ma cechę jedności. Wszystkie Monady są jednakowe, mają jednak zdolność do jednoczenia się ze sobą i rozdzielania się (intelekt nie może tego objąć). Holistyczną naturę Monady łatwiej sobie wyobrazić gdy przypomnimy, że nawet mała część fotografii holograficznej zachowuje ten sam obraz co cała fotografia.

Cechy pramaterii-energii, jak powiedziałem, są przeciwstawne do cech Świadomości Kosmicznej. Są nimi znamię czasu i przestrzeni, brak inteligencji i inwencji twórczej, mnogość i podatność na twórcze oddziaływanie Świadomości Kosmicznej. Świadomość Kosmiczna, dzięki stanowi monadycznemu, wiąże się z pramaterią-energią tworząc materialne formy. Tak powstają cząstki elementarane, które łączą się w atomy, pierwiastki, związki chemiczne, itd.

W procesie kreacyjnym materii stopniowo zmniejsza się spójność Monad z formami materialnymi. Daje to początek życiu i fizycznej ewolucji gatunków. Rozwój ten jest dokonywany przez Monady, które dążą do ponownego zjednoczenia z Pierwotnym Źródłem jako Bogiem Osobowym, wzbogacając Go doświadczeniem materii.

W tym ujęciu materię nieożywioną tworzy i utrzymuje Świadomość Kosmiczna o najbardziej rozrzedzonej  monadyczności (o elementarnej gęstości). Związany z życiem świat roślinny jest tworzony przez  monadyczność o pierwszym stopniu zagęszczenia, świat zwierzecy – o drugim, świat ludzki o trzecim stopniu gęstości. W tym stuleciu część gatunku ludzkiego ma podobno przejść do czwartej monadycznej gęstości Świadomości Kosmicznej.

Przedstawiony sysyem nie musi być prawdziwy ani jedyny. Rzuca jednak światło na cały proces przejawienia. Jest zgodny z myśleniem buddyjskim. Chrześcijaństwo opiera się na innym systemie, w którym pojęcie Ducha (Absolutu) zostało połączone z Pierwotnym Źródłem, jakiemu przypisuje się wszystkie cechy Ducha. Być może jednak system chrześcijański w swej istocie nie różni się zbytnio od buddyjskiego. Ciekawe, że w ikonografii chrześcijańskiej Ducha Świętego przedstawia się jako gołąbka (lub gołębicę, co może stanowić istotny aspekt sakralności płci), mimo że katecheza głosi trójosobowość Jedynego Boga. Także w Ewangelii mówi się: każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciw Duchowi nie będzie odpuszczone  (Mat. 12/31 BT).

Chciałbym teraz podzielić się swoim poglądem na zjawiska zaliczane do paranormalnych. W największym uproszczeniu pogląd ten można sprowadzić do stwierdzenia,  że Duch włada materią. Skoro Monada, jako cząstka Boga, kształtuje materię według swojej wyobraźni i woli, również człowiek potencjalnie może to czynić, jeśli potrafi osiągnąć poziom Świadomości Kosmicznej. Jednak trójwymiarowe pudełko świata fizycznego jest bardzo szczelne i w ziemskich warunkach tylko nieliczne osoby są do tego zdolne. Można tu przytoczyć wyczyny Sai Baby. Myślę, że takich ludzi jest więcej, nie ujawniają jednak swoich możliwości.

Przemiany lub kreacji przedmiotów fizycznych dokonywał Jezus mnożąc chleb i ryby, lub zmieniając wodę w wino, nie mówiąc już o wskrzeszeniu Łazarza. Być może sięga się przy tym do subcząsteczkowej sieci (tła?) energetycznej, podatnej na wyobraźnię i wolę Świadomości Kosmicznej.

Czytałem niedawno o przekazie channelingowym z którego wynikało, że maksymalny czas absolutnej koncentracji człowieka na jakimś przedmiocie lub myśli wynosi kilka do kilkunastu sekund. Do tzw. wyzwolenia trzeba jednak kilkudziesieciu sekund – i tu właśnie ma tkwić klucz do Świadomości Kosmicznej. Życie jest jednak bardziej skomplikowane. Niemniej można przypuszczać, że u podstawy wszelkich zjawisk paranormalnych leży zdolność do koncentracji i twórczej wyobraźni.

Wydaje się to takie proste, a tymczasem okazuje się praktycznie prawie niemożliwe do osiągnięcia. Na przeszkodzie stoi, zakodowana w każdej komórce ludzkiego ciała, zapora umysłu genetycznego skierowanego na przetrwanie. Przebicie się ego przez tę zaporę umożliwia Jaźń (nadświadomość?), gdy ego z nią świadomie współpracuje.

Powstaje pytanie: jak to jest z tą świadomą współpracą? Monada Świadomości Kosmicznej pełni różną rolę na kolejnych etapach rozwoju materii. Na etapie ludzkim możemy ją nazwać Jaźnią. Jest to ta cząstka Świadomości Kosmicznej, która łączy się z osobą ludzką. Jest ona otoczona subtelną materią w której odbija się jako ego.

Przypuszczalnie tylko człowiek posiada ego. Stanowi ono istotną część jego samoświadomości, ograniczoną wpływem materii, niewiedzą. Niewiedza ta, utrwalona przez egotyczne emocje, pragnienia i różne sugestie zewnętrzne, utrudnia kontakt ego z Jaźnią. Chcąc pokonać owe utrudnienia ego często zwraca się do magii (chwytając się „nitki” miłości). Hierarchia toruje tę drogę poprzez organizacje religijne, które jednak – wykorzystując do sterowania gatunkiem ludzkim zakodowany w naszej psychice lęk – osłabiają „boską siłę przebicia” ego.

Ciekawą wiedzę w tym zakresie zawierają kolportowane w internecie przekazy Stwórców Skrzydeł (WingMakers). Prezentują one dwa modele istnienia, które kształtują wzajemne powiązania i przeznaczenie rasy ludzkiej. Są to: model ewolucyjno-zbawicielski oraz transformacyjno- samostanowiący. W eseju Modele egzystencji czytamy:

Każdy człowiek rozwija swój system z jednago lub obu tych modeli egzystencji. Model ewelucyjno-zbawicielski jest panującym modelem głoszonym przez Hierarchię. Jego podstawowe zasady mówią, iż życie rozwija się poprzez opieranie metodologii Hierarchii na relacji typu nauczyciel-uczeń oraz że rasie ludzkiej darowani są różni nauczyciele (zbawiciele), co tym samym umożliwia podhiererchiom kontrolowanie i kształtowanie informacji. Poprzez takie działanie jednostki są unieruchomione i odłączone od swej suwerenności.

W przypadku transformacyjno-samostanowiącego modelu egzystencji jego podstawowe zasady mówią, że istota jest bezgraniczna, nieśmiertelna i suwerenna. Wszelka informacja napływa do istoty poprzez Inteligencję Źródła, a zatem istota sama jest odpowiedzialna za dojście do własnego samo-oświecenia i samo-wyzwolenia, przez dostrojenie siebie do Inteligencji Źródła i „odstrojenie” od Hierarchii. Każdy staje się swoim własnym mistrzem i każdy, wewnątrz kołyski czasu i przestrzeni, przekształca się z istoty ludzkiej w Suwerenną Całość.

Całość tę można by nazwać Zjednoczoną Istotą Ludzką lub Człowiekiem Uniwersalnym.

Zatrzymajmy się nad modelem transformacyjno-samostanowiącym. W jego obrębie można wyróżnić dwie główne drogi: Jogi i Huny.

Droga Jogi przygotowuje człowieka do zjednoczenia z Bogiem. Przede wszystkim dba się tu o wychowanie moralne, traktując je jako warunek wstępny. Pośród różnych odmian Jogi dominująca mantra to: Jam Jest. Prowadzi ona do zjewdnoczenia z Bogiem Osobowym.

Droga Huny jest drogą na skróty. Nie przywiązuje wielkiej wagi do wychowania moralnego uznając, że boska istota nieuchronnie dotrze do Boga. Dominującą mantrą jest bezosobowe Jestem. Prowadzi do zjednoczenia ze Świadomością Kosmiczną, ale niekoniecznie od razu z Bogiem.

Niezjednoczone z Bogiem, nieoczyszczone istoty posiadają jednak dużą władzę nad materią. Nie całkiem odcięte od pragnień egoistycznych (ego), poddane są wielkiej pokusie zachowania indywidualnej egzystencji. Jeżeli ulegną tej pokusie(jeżeli nie przejdą lustracji podczas spotkania ze steinerowskim Drugim Stróżem Progu), wówczas stają się jakby komórkami rakowymi. Błądzą i stanowią źródło zła, zadając cierpienie swemu gatunkowi i innym.

To chyba jednak niecała prawda. Może część owych komórek rakowych, zjednoczonych ze sobą (np. w postać Arymana), kreuje piękne światy, lecz oparte na znanym w przyrodzie łańcuchu pokarmowym. Niewykluczone, że tak właśnie powstaje nasz system skierowany na przetrwanie. 

To, co tu napisałem, niektórzy zapewne uznają za totalną herezję lub wymyślone bajdy.Nie zaskoczy mnie to. Mimo wszystko uważam się za człowieka religijnego, chociaż jestem świadom, iż mity religijne zastępują prawdę, która na razie nie może być powszechnie zrozumiana. Brak kontaktu z Jaźnią rodzi lęk, który jest korzeniem zła i cierpień. Jakże święte i głębokie są słowa polskiego papieża: Nie lękajcie się.

Przypominam sobie także słowa Nisargadatty Maharaya (a może Ramana Maharishi’ego, cytuję z pamięci): Nie ma nic złego w naprawianiu świata. Świat jednak jest taki, jaki być powinien. Naprawiać trzeba siebie. Jedynym jednak sposobem naprawiania siebie jest pomaganie światu. Gdy nadejdzie właściwy czas, pojawią się ludzie obdarzeni wiedzą i mocą, którzy świat naprawią. Niewykluczone, że tacy ludzie właśnie się pojawiają.

Teraz chciałbym krótko powiedzieć o pewnych szczegółach związanych z moim poszukiwaniem drogi ku Jaźni. Po odrzuceniu materializmu, w którego objęcia na pewien czas popadłem, niełatwo było mi przejść od razu do ezoteryki. Zwrócilem się więc w stronę tego, co mogłem wówczas zaakceptować: do Psychologii Głębi. W tamtym czasie chodziło głównie o prace Carla Gustawa Junga, Ericha Fromma i Alfreda Adlera. Mam na myśli tzw. proces samorealizacji. Z myślą o osobach, które nie miały okazji bliżej zapoznać się z tym tematem, postaram się szkicowo i bardzo skrótowo opisać ów problem, odwołując się do wyobraźni.

Wyobraźmy sobie geometryczną kulę, która symbolizuje wszystko to, co w człowieku jest psychiczne, czyli tak zwaną psyche. Organy percepcji i ekspresji są skierowane na zewnątrz tej kuli, której powierzchnia to samoświadomość osoby ludzkiej, zawierająca  jej istotny element: poczucie „ja”, ego. Niewielka warstwa pod powierzchnią stanowi siedlisko pamięci, języka i niezbędnego w życiu społecznym kodeksu etycznego.

Podążając w głąb kuli stwierdzimy, że kolejna, grubsza warstwa stanowi nieświadomość indywidualną. Jej „budulcem” są głównie kompleksy (posiada je każdy człowiek). Zamieszkuje ją jednak także cenzor (coś w rodzaju komputera, oczym wspomnę później. Głębszą przestrzeń kuli wypełnia zbudowana z archetypów nieświadomość zbiorowa. Centralne miejsce psyche (środek kuli) zajmuje Jaźń. To owa Iskra Boża w człowieku; źródło życia, energii i miłości.

Tak z grubsza wygląda struktura psyche. Oczywiście można ją przedstawić posługując się innym schematem, np. umieszczając Jaźń i nieświadomość zbiorową na zewnątrz kuli, czy też w jakikolwiek inny sposób, ale nie jest to sprawa istotna (wszak przebywamy w sferze symboliki).

A teraz coś o dynamice. Jaźń wysyła energię, która przenika przez archetypy zabarwiając się ich treścią. Tak zabarwiona energia trafia do nieświadomości indywidualnej, zasila życie, ale jest także nośnikiem różnych pragnień. Jeśli pragnienia te nie są zgodne z przyjętym przez człowieka kodeksem etycznym – wówczas cenzor blokuje ich dostęp do samoświadomości. Nie może jednak tych pragnień zlikwidować, działa bowiem prawo zachowania energii. Przechowuje więc je w specjalnych zbiornikach zwanych kompleksami, grupujac według określonych treści. Gdy ilość energii zgromadzonej w danym kompleksie jest duża – zostaje ona wyrzucona na zewnątrz kuli (w sposób wirtualny, zapewne przez jakiś inny wymiar), z pominięciem samoświadomości. Zjawisko to nosi nazwę projekcji psaychicznej.

Na przykład wypartą niechęć do konkretnej osoby przypisuje się wówczas jakiemuś innemu człowiekowi, a w obrębie własnej samoświadomości zasilane jest pomyślne mniemanie o tej osobie. Wyparte pragnienie kradzieży przejawia się jako przesadne potępianie złodziei, wzmacniające poczucie własnej nieskazitelności w tym względzie, itd. Doświadczony psycholog , obserwując zachowanie pacjenta, łatwo dostrzega topografię jego charakteru.

Można także powiedzieć, że archetypy są także swego rodzaju kompleksami, które wytworzyły się w procesie rozwojowym gatunku.

I wreszcie krótko o samorealizacji. Część ludzi, przeważnie znajdujących się w tzw. drugiej połowie życia, zaczyna dostrzegać w sobie opisane przed chwilą procesy psychiczne.  Zazwyczaj po zrozumieniu takich zjawisk jak racjonalizacja psychiczna (usprawiedliwianie przed sobą własnego nagannego postępowania) i projekcja psychiczna – następuje tzw. rozpakowanie archetypów nieświadomości zbiorowej. Jung wyróżnia szereg kamieni milowych na tej drodze, które wiążą się z określonymi przeżyciami. Oto one:

1.    Archetyp: Cień. Sny wskazujące na ambiwalentność własnej postawy życiowej.

2.    Archetyp: Animus (u kobiety) i Archetyp: Anima (u mężczyzny). Pogłębione zrozumienie swojego wewnętrznego mężczyzny przez kobietę i wewnętrznej kobiety przez mężczyznę. Związek dwojga ludzi, którzy rozpakowali te Archetypy, zazwyczaj jest bardzo trwały.

3.    Archetyp: Stary Mędrzec u mężczyzny i Archetup: Matka Natura u kobiety. Otwarcie tych Archetypów powoduje bardzo intensywny rozwój intuicji. Uchyla się jakby okienko, przez które spływa na człowieka zrozumienie. Redukuje się hipnoza świata zewnętrznego. Mogą pojawiać się także pewne właściwości paranormalne. Na tym etapie rozwoju zachodzi możliwość, że człowiek świadomie obierze niewłaściwą drogę własnego dalszego rozwoju.

4.    Jaźń. Tu dokonuje się właściwa samorealizacja. Podmiotowość ego zostaje przejęta przez Jaźń. Człowiek przeżywa stan niewysłowionego wyzwolenia, własnej wieczności, jedności ze wszystkim i bogatej wiedzy. Stan miłości i szczęścia.

Dziś mogę powiedzieć, że stanów tych, z wyjątkiem ostatniego, doświadczyłem zanim zacząłem ćwiczyć Jogę. W moim charakterze leży Dżnani Joga, szumnie zwana drogą mądrości i prawdy. Wzorowałem się na nauczaniu Rama Czaraki. Już wtedy wiedziałem czego szukam.

I zdarzyło się – tylko jeden raz – że obdarzono mnie wtedy przekazem mniej więcej takiej treści: Gdy wrócisz, skąd przyszedłeś, pozostanie ci tylko pamięć ogólnego wrażenia z tych przeżyć. Reszta będzie zatarta. Pamiętaj dokąd wracasz. Ludzie z niezatartą pamięcią są tam ubóstwiani lub , częściej, zabijani.

Na tym przygoda, jak dotąd, zakończyła się. Wyniosłem z niej jednak niezwykły skarb: spokój, , wewnętrzną radość i pozbycie się lęku. Poczucie rodzicielskiej opieki i jedności życia. Nie wiem jak to inaczej wyrazić. Myślę, że takich ludzi jest więcej. Dodam, że nie czuję się żadnym wybrańcem. Jestem od tego daleki.

I jeszcze jedno, oczym mało mówię w mojej książce. Współczesna cywilizacja rozwija się w oparciu o energię, której zasoby są na wyczerpaniu. W obecnym stanie świadomości nie można jednak sięgnąć do nieograniczonej pramaterii, energii próżni. Chyba czuwa nad tym Opatrzność, bo w przeciwnym razie musiałoby dojść do samozagłady, której na razie udaje się uniknąć. Nie potrafię tego dowieść, ale intuicja podpowiada mi, że niezbędna jest zmiana egotycznej postawy społecznej zorientowanej na przetrwanie. Do tego prowadzi globalizacja, oparta na miłości bliźniego. Wymaga to wewnętrznej przemiany w skali społecznej. Mówiąc inaczej – przebudzenia.