Zamieszczam tu niektóre wypowiedzi z Portalu PARANORMALNE.PL , Forum:

Nauka, Technika i Odkrycia. Temat: Świadomość, związek świadomości z materią.

Autor Tematu: Marian Wasilewski (Marian).

· Marian

·

· Grupa: Użytkownik

· Wiek 81 lat

· Postów 140

· Rejestracja 04.06.09

· Płeć: Mężczyzna

· Reputacja dobra

· Napisano 11.03.2010 – 12:19

Kochani! Czuję się młodo, ale gdy spojrzę na kalendarz to ho, ho! Dlatego liczę na wyrozumiałość wobec familiarnego powitania. Dziś chciałbym trochę powspominać.

Gdy po opuszczeniu politechniki zdawałem, a właściwie oblałem egzamin z topologii u znanego wówczas matematyka prof. Władysława Ślebodzińskiego, usłyszałem taki komentarz: Nie żądam od pana rozwiązywania równań. Technicy robią to rutynowo, lepiej ode mnie. Ale nie mogę tolerować niechlujnego myślenia.

Długo nie mogłem pojąć na czym polegało moje niechlujne myślenie. Na tym egzaminie, podczas omawiania granicy nieskończonego ciągu liczbowego, miałem przeprowadzić dowód na nieprzeliczalność punktów na prostej. Tu może trochę zanudzę. Trzeba było udowodnić, że nie da się przyporządkować kolejnej liczby naturalnej (1, 2, 3 …) każdemu punktowi na linii prostej. Chodzi o to, że przy dowolnie obranej jednostce miary, między dwoma różnymi punktami na prostej pozostają niepoliczone jeszcze inne punkty. Aby je policzyć nie wystarcza użycie innych liczb rzeczywistych, np. ułamków. Zostają jeszcze „dziury” odpowiadające liczbom nieskończonym, takim jak pierwiastki z liczb pierwszych, np. pierwiastek drugiego stopnia z liczby 2, przez który można pomnożyć każdą liczbę naturalną, otrzymując znów nieskończony ciąg liczb. Dodajmy, że pierwiastki mogą być różnego stopnia. Aby tę mnogość sformalizować wprowadza się pojęcie liczb kardynalnych, których jest także nieskończenie wiele. Głowa pęka.

A wszystko to dotyczy przestrzeni jednowymiarowej, jaką stanowi także linia zakrzywiona lub skręcona (w przypadku linii skręconej przesuwany po niej prostopadły wektor obraca się wokół linii). Do opisu przestrzeni dwuwymiarowej wykorzystuje się liczby urojone, a w ogóle – wymiarowość przestrzeni bywa jeszcze większa. Żyjemy przecież w przestrzeni trójwymiarowej. W matematyce istnieje pojęcie tzw. n-wymiarowej kostki Hilberta, gdzie n oznacza dowolną liczbę naturalną.

Tak więc, w badaniu przestrzeni wyobraźnia ludzka nie nadąża za myślą. Przyznaję, że nie potrafię wyobrazić sobie odległości 10-13 cm (nie mówiąc już o 10-30). Pamiętajmy przy tym, że zarówno owe „10” jak i „cm” są wielkościami subiektywnymi, ustalonymi przez człowieka.

Nic więc dziwnego że penetrując mikroświat, po odkryciu cząstek elementarnych, fizycy stworzyli pojęcie plazmy, w której dzieją się dziwne rzeczy. Cząstki elementarne zachowują się czasem tak, jakby były sterowane przez świadomy umysł. Mieszkając we Wrocławiu byłem kilkakrotnie zapraszany do Zakładu Fizyki Teoretycznej, gdzie prywatnie demonstrowano różne doświadczenia. Na przykład pokazano na ekranie rzeczywisty obraz przepływu wiązki elektronów. Nie wiem jakie to były urządzenia techniczne, ale podczas koncentracji będących na sali kilkudziesięciu osób – wiązka ta odchylała się, na lewo lub na prawo, według ich woli.

Tu zbliżamy się do związku świadomości z materią, a może także do określenia czym jest świadomość. Postaram się wrócić do tego w następnym poście.

Na razie serdecznie pozdrawiam.

· Craven

·

· Grupa: Użytkownik

· Wiek ?

· Postów 158

· Rejestracja 26.12.07

· Płeć: Mężczyzna

· Reputacja zadawalająca

· Napisano 11.03.2010 – 14:30

Trafne i ciekawe przemyślenia, zwłaszcza fragment w którym wspominasz o eksperymencie, co przypomina mi niejako pewien eksperyment z uranem i z ekranami wychwytującymi elektrony … może napiszę o tym jak zdobędę dokładniejsze informacje.

Co tu dodać, czekam(y) na kolejne posty.

· 4rt

·

· Grupa Użytkownik

· Wiek ?

· Postów 54

· Rejestracja 11.03.09

· Płeć: Mężczyzna

· Reputacja neutralna

· Napisano 11.03.2010 – 16:11

Słyszałem o podobnym eksperymencie. Tylko, że w nim wykorzystano generatory liczb losowych, przy czym ograniczono się do cyfr 1 i 0. Przy „normalnym” tzn. pozbawionym zewnętrznej intencji losowaniu, wynik był mniej więcej jednakowy. I tutaj również wykorzystano grupę ludzi. Gdy poproszono, aby skupili się na jednej, podanej im cyfrze – wynik był znaczaco różny.

· Marian

· Napisano 12.03.2010 – 16:47

A więc jestem. Otóż dziś chyba można powiedzieć, że „sposobem” przejawienia się Absolutu (Ducha) jest Monada. Chodzi mi głównie o holistyczną naturę rzeczywistości. Chcę podkreślić, że nie jest to współczesna nowalijka. Trochę współczesny jest tylko przymiotnik: „holistyczna”. Dawniej mówiono, właśnie, o monadyczności. W Wielkiej Encyklopedii PWN znajduje się taki oto opis przy haśle „Monada”: [gr. Monas „jedność, jednostka”] w filozofii staroż. (m.in. w pitagoreizmie, u Platona, Demokryta, Epikura), średniow. (gł. u XII-wiecznych platoników) i nowoż. (m.in. u G. Bruna) indywidualna, prosta substancja, elementarny składnik rzeczywistości; w filozofii nowoż. termin ten rozpowszechnił się dzięki koncepcji G.W. Leibniza, w ujęciu którego monady stanowią substancje niematerialne, niepodzielne … itd. Natomiast w Słowniku Języka Polskiego czytamy: Indywidualna, prosta substancja, elementarny składnik rzeczywistości; wg teorii Leibniza: substancja niematerialna, niepodzielna, obdarzona ruchem i możliwościami poznawczymi. Przepraszam za tę litanię.

Wspomnę też o pracach Szypowa. Myślę, że chodzi nie tyle o ich odkrywczość co o wywodzenie się ze współczesnago paradygmatu fizyki teoretycznej. One naruszają ten materialistyczny paradygmat. Chyba można powiedzieć, że Absolut, jako przyczyna twórcza, nie stwarza lecz sam sie przejawia jako Wszechświat. Przyjmuje przy tym monadyczny stan Świadomości Kosmicznej.

Zgodnie ze starożytną wiedzą wedyjską przejawienie Absolutu polega na Jego zapaści w materię, w „sen” lub „drzemkę” stanowiącą łuk zstępujacy Ducha w materię, ilustrowany na kole Samsary. Jest to emanacja komplementarnej dwójni: Świadomości Kosmicznej i pramaterii-energii. Opisałem to w pracy „Moja droga ku Jaźni”, dlatego nie chcę się powtarzać. Tu chciałbym tylko podkreślić monadyczną koncepcję Świadomości Kosmicznej. Ma ona cechę nieprzeliczalnej pseudo-mnogości, choć w istocie stanowi Jedność. Intelekt nie może tego objąć. Wszystkie Monady są jednakowe i „związane” ze sobą w Jedność. Monady łączą się z pramaterią-energią tworząc liczne formy materialne, obdarzone samoświadomością. Tak powstaje materia nieożywiona, główne „łoże odpoczynku” dla Absolutu. (Można by zaryzykować przypuszczenie, że Świadomość Kosmiczna jest czymś w rodzaju podświadomości Absolutu, która dba o Jego organizm w czasie snu). Rozwojem materii (ewolucją) steruje Świadomość Kosmiczna poprzez Monady, które prowadzą do „zjednoczenia” samoświadomości form materialnych. Jest to proces zachodzący na łuku wstępującym Samsary. Takie „zjednoczenia” prowadzą do „wzmocnienia” samoświadomości niektórych form materialnych, do zmniejszenia ich spójności z formą i nadają im cechy materii ożywionej. W dalszym toku ewolucji zjednoczone ze sobą samoświadomości uzyskują zdolność do autorefleksji.

Przejawia się to jako „narodziny” człowieka z ukształtowanym ciałem subtelnym, w którym (jak w lustrze) „odbija się” Monada Świadomości Kosmicznej w postaci ego. Właśnie taka jest „kondycja” współczesnego człowieka, którego ego zmierza do zjednoczenia z Monadą Świadomości Kosmicznej, przejawiającej się jako Jaźń człowieka. Właśnie w Świadomości Kosmicznej egzystuje ów Człowiek Uniwersalny, o którym Tagore mówił Einsteinowi.

W następnym poście chciałbym coś powiedzieć o procesie zjednoczenia ego z Jaźnią.

· Przemo

·

· Grupa: Super Moderator

· Wiek ?

· Postów 3572

· Rejestracja 22.01.06

· Płeć: Mężczyzna

· Reputacja bardzo dobra

· Napisano 12.03.2010 – 15:31

Cytat:

„W Wiekiej Encyklopedii PWN znajduje się taki oto opis przy haśle ‘Monada’: [gr. Monas ‘jedność, jednostka’], w filozofii staroż. (m.in. w pitagoreizmie, u Platona, Demokryta, Epikura), średniow. (gł. u XII-wiecznych platoników) i nowoż. (m.in. u G. Bruna) indywidualna, prosta substancja, elementarny składnik rzeczywistości; w filozofii nowoż. termin ten rozpowszechnił się dzięki koncepcji G.W. Leibniza w ujęciu którego monady stanowią substancje niematerialne, niepodzielne … itd. Natomiast w Słowniku Języka Polskiego czytamy: Indywidualna, prosta substancja, elementarny składnik rzeczywistości; wg teorii Leibniza: substancja niematerialna, niepodzielna, obdarzona ruchem i możliwościami poznawczymi.”

Fakt. Pamiętam, że …dzieścia lat temu usiłowałem przebrnąć przez prace filozoficzne traktujące o monadach. Jednak było to dla mnie dość mało zrozumiałe. Tak, jak dzisiaj wyjaśnia to mechanika kwantowa nie było to nigdy podane. Jednak przypominając sobie swoją niechęć do monad rozumiem użytkowników piszacych, że nie mają zamiaru interesować się mechaniką kwantową.

· Marian

· Napisano 13.03.2010 – 08:18

Przemo, to chyba trochę nie tak. Jeśli o mnie chodzi to interesuję się mechaniką kwantową, choć nie jestem fizykiem. Śledzę także Twoje posty oraz odnośniki do których odsyłasz. Staram się jednak nawiązywać do dorobku człowieka dawnych czasów, gdy rozwój techniki nie pozwalał na prowadzenie badań indukcyjnych na współczesną skalę i opierano się głównie na intuicji. Dziś intuicja bywa zaniedbywana jako „nienaukowa”. Dlatego dostrzegam związek między intelektualnie niezbyt precyzyjnym pojęciem monady a współczesną holistyką. Uważam, że sięganie do pokładów intuicji jest nieuniknione w rozwoju duchowym.

Nie wiem, może czegoś nie rozumiem.

· Przemo

· Napisano 13.03.2010 – 14:47

Hmm, nie potrafiłem sobie wyobrazić czym miałyby być monady, energią? Materią? Do tego świadomą? Myślę, że przekraczało to moje możliwości pojmowania. Lub byłem na to zbyt młody. Również nie jestem fizykiem. Ale nie wiedzieć czemu potrafię sobie wyobrazić porcję energii, czy też foton, w zależności od punktu widzenia obserwatora.

Jeśli chodzi o intuicję jestem głęboko przekonany, że pod jej wpływem powstało wiele wspaniałych wynalazków, czy dzieł. Mówiąc wprost dla mnie intuicja jest rodzajem nieświadomego czanelingu. Podłączenia pod jakiś informacyjny kanał. Zresztą wielu wielkich twórców, kompozytorów, czy pisarzy przyznawało się otwarcie do tego, że gotowe rozwiązanie np. im się przyśniło. Lub jak w przypadku Wiktora Hugo i ponadczasowych Nędzników, że treść powieści została mu podyktowana przez „znajome duchy”.

Również wielki Albert był zdania, że kluczową rolę w odkryciach odgrywa intuicja. Więc, że tak powiem, jesteś w doskonałym towarzystwie, pisząc o intuicji i jej znaczeniu.

· Marian

· Napisano 18.03.2010 – 00:09

Witam!

Burza zerwała nam połączenia i przez kilka dni byliśmy bez prądu, internetu i TV, a telefonować mogłem jedynie z komórki. Dlatego odzywam się dopiero teraz. Przemku, widzę że się rozumiemy, cieszę się z tego. Zastanawiałem się czy w odpowiednim miejscu zamieściłem ten temat, bo dotyczy on raczej rozwoju duchowego. Ale jednak piszę, bo już wcześniej tu zapowiadałem się.

Ostatnio wspomniałem o procesie połączenia ego z Jaźnią. Sprawę tę widzę w szerszym kontekście. Ziemia nie jest planetą martwą. Prócz materii fizycznej posiada bogatą florę i faunę. Jest związana z materią subtelną, wraz z którą tworzy swoistą geosferę. Ta geosfera stanowi łono z którego ma się narodzić Uniwersalny Człowiek. Człowiek współczesny jest Jego płodem, jeszcze nie narodzonym. Obciąża go bowiem atawistyczna dwójnia z której wywodzi się łańcuch pokarmowy w przyrodzie. A jednak chyba tylko człowiek posiada ego, które jest refleksem Jaźni w jego subtelnym ciele mentalnym. To właśnie ów Uniwersalny Człowiek umożliwia zjednoczenie z Nim.

Opuszczenie geosfery nie jest łatwe. Hierarchia Kosmiczna, która jest niezbędnym kreatorem wierzeń religijnych dba o to, aby przy porodzie Uniwersalnego Człowieka nie nastąpiło „poronienie”. Hierarchija daje szansę niektórym jednostkom, które mają jednak ograniczoną możliwość działania. Są zwykle twórcami wyznań religijnych lub zabijani (Jezusa spotkało jedno i drugie).

W ezoteryce znane są przypadki opuszczenia geosfery przez nieliczne grupy (patrz relacje Monroe i Castanedy), ale masowa erupcja (właściwy poród) następuje periodycznie, jak zwykle w przyrodzie.

Zastanawia ciekawy fakt, że poprzedzające nas cywilizacje nie pozostawiły po sobie jednoznacznych śladów materialnych, prócz budowli ziemnych i kamiennych. Wygląda na to, że masowy „poród” (erupcja) Uniwersalnego Człowieka następuje co kilkanaście tysięcy lat, na co wskazuje zasięg opisów historycznych. Mówią też o tym tak znakomici ezoterycy jak D. Melchizedek lub C.W. Leadbeater czy C.Jinarajadasa.

Tak więc nie lekceważyłbym kalendarza Majów, choć nie znaczy to, że coś istotnego miałoby się wydarzyć dokładnie we wskazanym czasie. Na podstawie różnych relacji o UFO wiadomo, że ostatnio zainteresowanie naszą planetą jest szczególnie wielkie. Może więc tym razem nie chodzi o rutynowy „poród” lecz o generalne odrodzenie na naszej planecie, obejmujące prawie wszystkich kudzi.

Nie wiem czy udało mi się dość jasno przedstawić tę myśl. Zrobiłem tak jak potrafię.

· Przemo

· Napisano 18.03.2010 – 06:58

W jednym krótkim poście poruszyłeś dość wiele zagadnień, do których można by się odnieść. Ponieważ jednak poruszamy się w temacie świadomości, niech świadomość będzie myślą przewodnią w kwestiach, które poruszasz.

Zemia, wraz z całą geosferą, o której piszesz, istotnie jest naszą matką na planie fizycznym. Jesteśmy zbudowani z materiału od niej pochodzącego, ukształtowani przez jej energie i wpływy sił geomagnetycznych. Czy jednak możemy mówić o tym, że Ziemia jest również matką naszej świadomości? W klasycznym naukowym ujęciu to materialny człowiek wykształca coś tak niematerialnego, jak świadomość. Jednak w ujęciu wierzeń i tradycji religijnych człowiek jest tylko naczyniem dla świadomości, (Ducha). Osobiście myślę, że powiązania świadomości z materią są dużo bardziej zawiłe. Z jakiejś iskry, ziarna, czy wzorca wyrasta i kształtuje się świadomość. Oczywiście w oparciu o biologiczny instrument naszego ciała. A może to my w miarę swojego wzrostu „wpuszczamy” do siebie coraz więcej świadomości? Tak czy inaczej uważam, że to właśnie rozwój świadomości jest czynnikiem kształtującym człowieka nowej Ziemi.

Cytat:

„Opuszczenie geosfery nie jest łatwe.”

Tak. Wymaga pewnej wewnętrznej energii, niezbędnej do pokonania bariery. Coś jak prędkość kosmiczna, której osiągnięcie niezbędne jest dla pokonania grawitacji Ziemi, czy innego ciała niebieskiego.

Możemy zastanowić się czym jest owa energia. Czy to rozwój świadomości determinuje poziom wewnętrznej energii, czy może składowa świadomości zwana miłością? Różne prądy ezoteryczne są różnego zdania. Jednak na moment chciałem się pochylić nad czym innym. Nad koniecznością, czy też duchową pracą, której celem ma być opuszczenie, czy też wyrwanie się z planetarnych wpływów energii, (prace Castanedy). Nie wydaje mi się bowiem, że to przypadek sprawił, iż jesteśmy w tym miejscu i czasie. A skoro nie jesteśmy tu przez przypadek, to indywidualną pracą każdego z nas powinno być dociekanie w jakim celu tu jesteśmy. A kiedy już w większym, czy mniejszym stopniu uświadomimy sobie cel naszego istnienia, to nie pozostaje nam nic innego, jak jego wypełnienie. Myślę, że wtedy w sposób naturalny nagromadzimy w sobie wystarczająco dużo energii, by osiągnąć wymaganą prędkość kosmiczną. W robieniu z życia treningu, jak proponuje to Castaneda, jest coś egoistycznego, coś co odpycha mnie od jego prac. Czytając je wielokrotnie zastanawiałem się czy to jeszcze ścieżkaSTO, czy może już STS.

Czasy, w których jak się wydaje przyszło nam żyć obecnie, zapowiadane były na przestrzeni dziejów przez wiele wybitnych świadomości. Tak się składa, że te wybitne świadomości były również krzewicielam nowej filozofii rozwoju świadomości, a mianowicie samokreacji. Jezus nauczał, że Bóg jest w nas. I nie potrzebujemy niczego więcej do samorozwoju (w domyśle – Hierarchii). W opowieściach Hierarchii nie mógł skończyć inaczej jak na krzyżu. Do tego, jak na ironię, stał się krwawym symbolem – ostrzeżeniem Hierarchii.

Wracając do rozwoju świadomości, wydaje się, że obecnie mamy dwa podstawowe modele. Odchodzący model zbawicielski, nauczyciel – uczeń i model samokreacji. Nie czas i miejsce by opisywać zalety i wady tych modeli.

W kontekście zmian, które między innymi opisywali Majowie, model nauczycielsko- zbawicielski jest nieprzydatny. Bowiem żaden ziemski nauczyciel nie wie co nas czeka, ani tym bardziej jak zachować się w zaistniałej nowej sytuacji. Zatem niejako jesteśmy skazani na model rozwoju samorealizacji. Zresztą w mojej ocenie tylko ten model umożliwia kwantowy skok w rozwoju świadomości.

He, he, teraz ja pogmatwałem.

· Marian

· Napisano 18.03.2010 – 14:26

Przemo, moją krótką wypowiedź w ostatnim poście starałem się oprzeć na szerszym kontekście. Dlatego poruszyłem kilka tematów. Nie chciałem jednak ich rozwijać, aby się nie powtarzać. Zrobiłem to w książce o której poprzednio wspomniałem. Podziwiam Twoją wiedzę i dojrzałość wypowiedzi, z którymi zresztą się zgadzam.

Pozostając jednak w temacie „Świadomość”, poza który nie chciałbyś teraz wykraczać, brak mi Twojej wypowiedzi o jej istocie. Można by przyjąć, że istota świadomości nie może być przedmiotem badań naukowych w obecnym ich rozumieniu, że jest to domena filozofii. Ale także filozofia podlega pewnym rygorom myślowym.

Nawiązując jednak do teorii Szypowa jedynym możliwym wyjaśnieniem przejścia absolutnego „Nic” do próżni fizycznej jest istnienie czegoś w rodzaju Świadomości Kosmicznej. Według wiedzy wedyjskiej jest ona jakby wiatrem, który powoduje pomarszczenie gładkiej powierzchni materialnego jeziora. Jej źródłem jest niepoznawalny Duch z czym się wewnętrznie zgadzam.

W moim przekonaniu mówienie o pierwotności świadomości czy materii, w świetle względności pojęcia czasu, nie ma sensu. Heideggerowskie bycie i byt istnieją zawsze. Nasuwa się żartobliwe powiedzenie Francuzów, gdy mówią o różnicy między mężczyzną i kobietą: la petite difference.

· Przemo

· Napisano 18.03.2010 – 15:48

Cytat:

„Podziwiam Twoją wiedzę i dojrzłość wypowiedzi, z którymi zresztą się zgadzam.”

Dziękuję, jednak to Twoja zasługa. Ja tylko staram się nie zaniżać poziomu rozmowy. Zresztą jak widać ma to swoje niewątpliwe zalety. Trzymając poziom rozmowy unikamy spamu w temacie. Przy okazji chciałem się podzielić spostrzeżeniem tego dotyczącym.

Nasze Forum jest pewnym odbiciem przekroju społeczeństwa. Może trochę krzywym, bo w końcu trafiają tu ludzie o zainteresowaniach nazywanych paranormalnymi, a stosunkowo niewielka część społeczeństwa ma inklinacje w tym kierunku. Wydawać by się mogło, że więcej użytkowników tego typu forum będzie zainteresowanych tak podstawowymi, ba nawet kluczowymi do zrozumienia siebie rzeczami, jak natura świadomości czy rzeczywistości. A co mamy? Wolą uganiać się za iluzją rzeczywistości, której wąski wycinek budują nasze wewnętrzne procesory w oparciu o bardzo niedoskonałe sensory. A przecież mamy już niepodważalną wiedzę, że coś, co postrzegamy jako twardą materialną rzeczywistość, w istocie jest prawie pustym wewnątrz skupiskiem wibrujących elektronów z dala od swoich jąder.

Cytat:

„Pozostając jednak w temacie ‘Świadomość’, poza który nie chciałbyś teraz wykraczać, brak mi Twojej wypowiedzi o jej istocie. ”

Myślę, że jest to temat na tyle ważny i obszerny, że zasługuje na oddzielne potraktowanie. Wydaje mi się również, że rozpatrywanie natury świadomości w oderwaniu od natury rzeczywistości jet pozbawione sensu. Podobnie jak rozpatrywanie czasu, czy ruchu bez punktu odniesienia. Po głębszych dociekaniach może się okazać, że to różne nazwy, czy też różne punkty widzenia tego samego zjawiska.

Kiedy napełnię szklankę wodą nabraną z oceanu, to co właściwie mam? Kawałek oceanu uwięziony w formie walca? Czy szklankę wody, która przestała być oceanem? Tak czy inaczej woda w szklance kiedyś znowu połączy się z oceanem z którego została wydzielona i ograniczona do konkretnej formy.

Głębokie doświadczenia medytacyjne zwane iluminacją zdają się to potwierdzać. Kropla świadomości łącząca się z oceanem wszystkiego, której tylko przez chwilę wydawało się, że jest od wszystkiego oddzielona.

Myślę, że nasze zrozumienie ma mocne ograniczenia natury lingwistycznej. Musimy nadawać etykiety ze słów, wkładać do szufladek. Coraz częściej myślimy słowami, zamiast obrazami i uczuciami.

· Asieńka

· Wiedźma

·

· Grupa: Moderator

· Wiek ?

· Postów 978

· Rejestracja 27.02.07

· Płeć: Kobieta

· Reputacja dobra

· Napisano 19.03.2010 – 10:28

Marianie usiłuję coś zrozumieć z tej rozmowy i jedyne co mi się nasuwa to myśl, że intuicja nie jest niczym innym jak zmysłem odczytującym, a raczej odbierającym świadomość. Zmysł który nie jest namacalny, nie potrafimy zlokalizować jego źródła w naszym ciele, a wszyscy w mniejszym lub większym stopniu go odczuwamy. Świadomość natomiast odbieram jak wielki umysł, który jest wszystkim.

· Marian

· Napisano 19.03.2010 – 15:35

Asieńko, Wiedźmo droga, odezwałaś się! Prawie przed rokiem pomogłaś mi zamieścić na tym Forum książkę „Moja droga ku Jaźni”. Przed chwilą tam zajrzałem (Biblioteka, Parapsychologia) ale, niestety, nie mogłem otworzyć. Jest jednak dostępna na mojej stronie internetowej (http:/www.marian-wasilewski.pl). Rozdział ósmy ma tytuł „Świadomość i jej związek z formą”. Być może zaglądałaś do tego rozdziału.

Moim zdaniem bardzo trafnie zauważyłaś, że intuicja jest jednym ze zmysłów. Jego organ fizyczny jest jeszcze w zalążku, może to być mózgowa szyszynka. Podobnie, jeszcze nie posiada swojej „fizycznej reprezentacji” także inny zmysł, odbierający uczucia. Jego zalążkiem jest serce, a właściwie rolę tę pełni czakram „anahata”. Stwórcy Skrzydeł bardzo ładnie pomagają rozwijać ten czakram.

Co do intuicji to myślę, że „zmysł” ten umożliwia połączenie z pewną „kosmiczną biblioteką”, nazywaną w ezoteryce: Kronika Akaszy (ale nie tylko). Chyba rzeczywiście jest to jakiś przekaz dokonywany przez Jaźń (Świadomość Kosmiczną). Kanał tego przekazu może być otwarty np. wtedy, gdy podczas medytacji zanikną blokujące go chaotyczne myśli i różne zewnętrzne sugestie.

Natomiast Świadomość Kosmiczna (wraz z pramaterą-energią) jest przejawieniem niepoznawalnego Ducha (Absolutu). Świadomość ta jest substancją, której nie może pojąć intelekt. W swojej istocie jest Jednością, ale przejawia się jako pseudo-mnogość, zawierająca wszystkie cechy Jedności i w tej postaci łączy się z pramaterią-energią, tworząc formy materialne. Jest to związek komplementarny. Identyfikując się z tymi formami „odbija się” w nich jako ograniczona przez materię samoświadomość. Nie zatraca jednak swej jednościowej natury i dąży do zjednoczenia. Powoduje ewolucję form materialnych.

W procesie tej ewolucji zachodzi połączenie ze sobą niektórych obiektów materialnych oraz zjednoczenie (zagęszczenie) samoświadomości tych obiektów. Przy tym pomniejsza się „spójność” tak zjednoczonej samoświadomości – z materią. W ten sposób tworzy się materia organiczna i życie. Są to sprawy trudne do zrozumienia i wyobraźni. Uważam, że mogą być w pełni pojęte np. w stanie medytacyjnym, gdy ludzkie ego (samoświadomość) łączy się z Jaźnią jako ze Świadomością Kosmiczną.

Wiem, żę w tak wielkim skrócie wydaje się to dość mętne.

Na razie serdecznie pozdrawiam.

· Radosław

·

· Grupa: Użytkownik +

· Wiek ?

· Postów 1176

· Rejestracja 22.01.66

· Płeć: Mężczyzna

· Reputacja znakomita

· Napisano 17.03.2010 – 08:29

Panie Marianie! Dziekuję za możliwość przeczytania „Mojej drogi ku Jaźni” – lektura sprawiła mi niesłychaną radość i przyjemność, polecam ją z całego serca jako przykład opisania swojej historii w możliwie jak najbardziej nieinwazyjny i piękny sposób – przekazując przy okazji całą masę informacji z dziedzin poruszanych na tym zacnym Forum.

Poznałem pana odpowiedź na zadane przeze mnie pytanie w kwestii świętej geometrii oraz zapoznałem się z pańskimi poglądami na wyjątkowość czasów w których żyjemy i zbliżający się proces transformacji naszej rzeczywistości.

Takie momenty w życiu są wyjątkowe i mają (dla mnie) dużą wartość – oto człowiek spotyka drugiego człowieka i pomimo różnic wieku i doświadczenia życiowego czuje się jakby spotkał klona swojej świadomości, zamkniętego w innym ciele. Aż grzech w tym momencie nie przypomnieć przywitania Majów „jestem innym tobą”.

Wygłaszając publicznie swoje poglądybierzemy odpowiedzialność za kształtowanie postaw i poglądów odbiorców informacji (a w efekcie końcowym za kształt obecnej rzeczywistości) – dzięki spotykaniu w życiu klonów swej świadomości dostajemy potwierdzenia od wszechświata o zapaleniu następnego zielonego światła na torze po którym pędzą nasze pociągi zwane życiem.

Pojawiła się wzmianka o geosferze, może pora na noosferę – pole zawierające myśli i doświadczenia ludzi żyjących na tej planecie zarówno w czasach dzisiejszych, jak i przeszłych – pole które jest oczywiście połączone także z naszą żyjącą matką Gają.

„W lutym 1971 rokuastronauta Apollo 14, Edgar Mitchell, doświadczył fenomenu, który pozostaje czymś zagadkowym do dziś. Fenomen ten nosi nazwę ‘The Overview Effect’. Człowiek zetknięty z majestatycznością wszechświata doznaje uczucia szczęścia na niewyobrażalną skalę oraz pojawia się u niego świadomość, że ‘wzystko jest jednością’. Patrząc na tę ‘kruchą niebieską planetę’ Mitchell po prostu wiedział, że atomy, które składały się na jego ciało, były bezpośrednio połączone z każdym atomem na Ziemi, jak i z każdym atomem we wszechświecie. Astronauta, zupełnie z nikąd, stał się świadomy tego, że każdy organizm na Ziemi jest w ścisłym związku ze sobą. Odczucia te opanowały jego umysł w ciągu kilku sekund.”

Powyższy fragment spodobał mi się bo przypomina mi czasy gdy patrzyłem na Ziemię z podobnej perspektywy – oczywiście nie siedząc w statku kosmicznym a dryfując w kosmosie jako wolna dusza oddzielona od ciała – i mogę tylko powiedzieć że po takim przeżyciu czlowiek dobrze pamięta stan swej świadomości podczas tych chwil i już zawsze patrzy na świat jak niebieski stworek z filmu „Avatar” (polecam wszystkim, ostatnio zaprowadziłem dzieci żeby zobaczyły trochę przykładów komunikacji z roślinami i polem wokół planety. Sam byłem głęboko poruszony i ucieszony tym co widziałem na ekranie).

· Marian

· Napisano 19.09.2010 – 21:13

Witam, po długim czasie!

Dziś chciałbym przedstawić mój pogląd na świadomość w świetle przejawienia Ducha i w ogóle na rozwój duchowy. Przede wszystkim wypada odwołać się do cytowanego już przeze mnie gdzieindziej dzieła O godności człowieka. Dzieło to ogłosił wybitny włoski filozof i działacz społeczny XV w. Giovanni Piko della Mirandola (1463 – 1494). Za swoje poglądy i działalność, w wieku 32 lat, został otruty. Po latach stwierdzono wielką zawartość arsenu w jego szkielecie. A oto istotny fragment tego dzieła:

Nie dałem ci ani określonego miejsca, ani własnego oblicza, ani żadnego daru, który byłby tobie właściwy, o Adamie, ażebyś sam zapragnąwszy swojego oblicza, swojego miejsca i swoich darów, zdobył je i posiadał. Określona granicami natura posłuszna jest prawom przeze mnie ustanowionym. Ale ciebie nie zamyka żadna inna granica jak tylko twój własny sąd, w którego moc cię oddałem, ty sam naturę określasz. Postawiłem cię pośrodku świata, ażebyś lepiej mógł widzieć, co się na nim znajduje. Nie uczyniłem cię ani niebiańskim, ani ziemskim, ani śmiertelnym, ani nieśmiertelnym, abyś ty podług własnej woli i godności, niby dobry malarz albo zręczny rzeźbiarz, sam kształt swój uczynił …

Chciałbym tu przedstwaić moje poglądy ukształtowane w stanie medytacji. Można przyjąć istnienie jedynej inteligentnej, niepoznawalnej przez intelekt substancji, Absolutu. Możemy nazywać ją Duchem. Duch ustanawia prawa swego przejawienia. Jednym z tych praw jest prawo rytmu. W wiedzy wedyjskiej pierwotne przejawienia prawa rytmu nazwano manwantarą i pralają. Jest ono podobne do snu i jawy. Manwantara jest snem Ducha. Zapadnięcie w ten sen naukowcy nazwali Wielkim Wybuchem. W wybuchu tym przejawiła się Pierwotna Dwójnia: Świadomość Kosmiczna i pramateria-energia. Przejawienie to można nazwać Pierwotnym Źródłem. Elementy Pierwotnej Dwójni są ze sobą komplementarnie związane, tzn. nie mogą isnieć oddzielnie. Mają poza tym wzajemnie przeciwstawne cechy.

Przepraszam za wprowadzenie tych, być może nowych nazw. Warto jednak wyobrazić sobie ich treść i zapamiętać, żeby ułatwić sobie czytanie dalszego tekstu.

Świadomość Kosmiczna jest czymś w rodzaju „podświadomości” śpiącego Ducha. Dba o prawidłowe funkcjonowanie Jego ciała w czasie snu a także, być może, pomaga doświadczać siebie. Natomiast pramateria-energia jest budulcem tego ciała. Przejawiają się w niej cechy przestrzeni (fizycznej) i (względnego) czasu.

I tu pojawia się istotny problem dla człowieka ziemskiego. Mianowicie zakres dostępnych nam pojęć jest ograniczony zasięgiem zmysłów w świecie fizycznym. Na doświadczeniu świata fizycznego oparta jest także logika formalna (prawda-fałsz). W tym obszarze, weryfikowalnym przez zmysły, funkcjonuje współczesna nauka.

Aby wyrobić sobie pogląd wykraczający poza ten obszar, aby go poszerzyć, niezbędne jest oparcie się na różnych przekazach i przejawieniach duchowych. Mogą to być np. doświadczenia ludzi natchnionych charyzmą duchową. Są one zwykle niewerbalne i dla przekazu społecznego wymagają przypowieści oraz mitów, które mogą służyć jako podstawa wierzeń religijnych. Uzyskują wtedy rangę dogmatów wiary. Mogą być także przekazami osób jasnowidzących, pochodzić z channelingów lub z własnych przeżyć, czasem w zmienionym stanie świadomości.

W takim „poszerzonym” obszarze pojęć zwykle nie funkcjonuje logika formalna. Weźmy, dla przykładu, pojęcie Pierwotnej Dwójni:

Świadomość Kosmiczna, w swojej istocie, posiada cechę jedności. Ale wiążąc się z pramaterią-energią przejawia nieprzeliczalną mnogość jednakowych Monad. Każda Monada zawiera w sobie treści całej Świadomości Kosmicznej, podobnie jak najmniejsza cząstka fotografii holograficznej zawiera w sobie obraz całości. Monada, jednocząc się z pramaterią-energią, „zagęszcza” pewne kwantum energii, tworząc w ten sposób elementarną cząstkę materii, która może posiadać różny stopień subtelności.

Trzeba tu zauważyć następną „nielogiczność” pojęcia Świadomości Kosmicznej. Istnieje Ona poza czasem i nie zajmuje przestrzeni. Posiada też „inteligencję” Pierwotnego Źródła, jako znamię Ducha. Tego człowiek ziemski zwykle nie może sobie wyobrazić, ale powinniśmy pamiętać o tym w dalszych rozważaniach.

Inaczej ma się sprawa z pramaterią-energią. Wszystkie jej cechy są przeciwstawne do cech Świadomości Kosmicznej: brak „inteligencji” Pierwotnego Źródła, posiadanie znamienia czasu i przestrzeni oraz podatność na oddziaływanie na nią Świadomości Kosmicznej. Tak więc każda cząstka materialna jest w istocie tworem duchowym. Monady świadomości nadają jej odpowiednią formę przestrzenną, same jednak nie posiadają formy.

Wtrącone w materię Monady Świadomości Kosmicznej mają tendencję do powrotu do Pierwotnego Źródła. Jest to przyczyną wszelkich procesów ewolucyjnych. Monady jednoczą się ze sobą w coraz większe grupy, władające zwiększoną (wspólną) energią. Zachodzi przy tym zjawisko synergii, polegające na wielokrotnym zwiększeniu mocy twórczej w przypadku działania grupowego. Świadomość takiej zjednoczonej grupy będziemy nazywać samoświadomością grupy. Uzyskanie zdolności do samodzielnego działania twórczego zaczyna się jednak dopiero od grupy związanej z człowiekiem ziemskim. Psychologowie nazywają ją osobowością lub ego.

Tak więc, do dalszych rozważań, będziemy już posługiwać się intelektem człowieka ziemskiego. Liczebność Monad w grupie będziemy nazywać gęstością samoświadomości grupy. Na podsatawie ziemskich obserwacli można uznać, że w świecie fizycznym, w zależności od ilości Monad w grupie, istnieją następujące przedziały „gęstości” Monad:

przedział materii nieożywionej,

przedział świata roślinnego,

przedział świata zwierzęcego,

przedział człowieka ziemskiego.

Przyjmujemy, że przedział materii nieożywionej ma gęstość elementarną (podstawową), natomiast:

świat roślinny ma gęstość samoświadomości (w przedziale) 1,

świat zwierzęcy ma samoswiadomość gęstości 2,

świat człowieka ziemskiego ma samoświadomość gęstości 3.

Przy gęstościach 1, 2 i 3 Monady, jako samoświadomość, mogą częściowo „odspoić się” od swojej formy materialnej, nie przestając jednak z nią identyfikować się. Zdolność do odspojenia samoświadomości od formy jest podstawą życia. Odspojone Monady tworzą zmysły, pozwalające na kontakt z innymi formami w przestrzeni. W procesie ewolucji formy materialne podlegają rozwojowi. W ramach gatunku uzyskują także zdolność do reprodukcji i rozpadu.

Jak powiedziano, odspojone Monady nie przestają identyfikować się ze swoją formą. Rozpad formy „odczuwają” jako utratę siebie. Mają jednak poczucie swej wieczności. Powstaje więc konflikt, który zwykle „przeżywają” jako trwogę.

Życie przypuszczalnie istnieje na wielu planetach, Ziemia jest jedną z nich. Dlatego, w dalszym ciągu, będziemy mówili o Ziemi. Ziemia jest obszarem w którym dokonuje się radosne „przebudzenie” Ducha. Życie jest jednak oparte na łańcuchu pokarmowym. W związku z tym występuje nie tylko naturalny ale i wymuszony rozpad żywych organizmów, form fizycznych. Przejawia się przy tym cierpienie i różne natężenia trwogi (strach, przerażenie, lęk). Powstaje więc zło i dobro. Istnieje ono chyba tylko na Ziemi. Napisałem kiedyś, że Ziemia może się kojarzyć z gigantycznym piecem hutniczym, gdzie paliwem jest cierpienie, w którym z materialnej rudy wytapia się szlachetny kruszec Ducha. Równocześnie jednak, w piecu tym, doświadcza się radości życia.

Można uznać że Ziemia jest żywym organizmem, w którym przejawiają się nie tylko żywe formy fizyczne, ale także formy zbudowane z niewidzialnej przez nas materii subtelnej. Ponadto Ziemia jest otoczona mocno rozbudowaną, nierozłączną z nią subtelną aurą, którą w ezoteryce nazwano: Królestwa Przybrzeżne.

W dalszym ciągu zatrzymamy się nad rozwojem duchowym człowieka. Człowiek ziemski, po odrzuceniu ciała fizycznego, zachowuje jednak swe ciało subtelne, z którym przechodzi do jednego z Królestw Przybrzeżnych. Kontynuuje tam swój rozwój duchowy, nie wyłączając ponownej inkarnacji w ciele fizycznym. Można przypuszczać, że Królestwa Przybrzeżne nie są jedynymi „lokatorami” aury ziemskiej. Zamieszkują tam także inne istoty, o niższym „zagęszczeniu” samoświadomości. Ponadto aura ziemska zawiera olbrzymie ilości ukierunkowanej energii psychicznej w tzw. egregorach, o których obszerniej pisałem w temacie „Struktura przejawienia”. Egregory odgrywają wielką rolę w rozwoju duchowym człowieka.

Można przypuszczać że Ziemia, co kilkanaście tysięcy lat, dokonuje „zbiorowego porodu” przebudzonego człowieka, który zwykle opuszcza jej łono. Przebudzony człowiek przypuszczalnie zamieszkuje potem na jednej z subtelnych planet, które ponoć istnieją także w naszym Układzie Słonecznym.

Chciałbym teraz coś powiedzieć o dalszym losie przebudzonego człowieka. Kolejne etapy rozwoju człowieka, o których mógłbym tylko napomknąć, mogą wyglądać następująco:

człowiek ziemski

człowiek przebudzony

człowiek wyzwolony

Człowiek Uniwersalny (Bóg Osobowy)

Duch (Absolut).

Człowiek przebudzony odrzuca hipnotyczną zasłonę życia ziemskiego i „dorasta” w niefizycznym świecie do poziomu człowieka wyzwolonego lub Człowieka Uniwersalnego. Można by powiedzieć, że próbuje „uciszyć” ego człowieka ziemskiego(nie „ja” lecz Ojciec we mnie) lub rozbudować i umocnić to ego jako człowiek wyzwolony.

Człowiek wyzwolony, zjednoczony w postaci nazywanej w ezoteryce Arymanem, jest rzeczywistym twórcą i administratorem Ziemi. Odrzuca jakąkolwiek władzę nad sobą i dba o to aby prawda duchowa nie przeniknęła do samoświadomości człowieka ziemskiego. Próbuje też zawładnąć człowiekiem przebudzonym.

Człowiekiem wyzwolonym jest także Jahwe oraz Lucyfer, który rozwija umysł człowieka ziemskiego i tym samym, chyba niezamierzenie, przygotowuje go do przebudzenia, ale również nie uznaje on duchowej władzy nad sobą. Obaj z Arymanem są jakby zbuntowanymi ale potrzebnymi „urzędnikami” Człowieka Uniwersalnego, którym jest Chrystus. Chrystus dba o przebudzenie Ducha (Absolutu) i o przejście Go do stanu pralai.

Tak więc można chyba przypuszczać, że ostatecznym celem człowieka ziemskiego jest zjednoczenie z Duchem, czyli dojście do duchowej Jedności. Dlatego można by uznać, że wolność jest zrozumianą koniecznością. Proces ten jednak jest tak odległy od ziemskiego pojmowania czasu, że nie musimy martwić się o znudzenie Absolutu samotnością w pralai. Zresztą tam dzieje się wszystko poza czasem.

Na razie pozdrawiam Wszystkich serdecznie.

· Marian

· Napisano 15.10.2010 – 01:16

Chciałbym zachęcić do przeczytania książki KIM JESTEŚ NAPRAWDĘ, którą otrzymałem od Redakcji Nieznanego Świata w związku z dwudziestoleciem tego miesięcznika. Autor sam się przedstawia na rewersie okładki:

Od Autora

Jestem przedwojennym Warszawiakiem, rocznik 1919. Od października 1947 roku mieszkam w USA. Zawiodły mnie tam losy wojenne, jakże wspólne dla mojego pokolenia. Przez niewolniczą pracę w III Rzeszy , przez obozy koncentracyjne Neuengamme, Buchenwald, Flossenburg, wyzwolony przez armię amerykańską 23 kwietnia 1945 r., po niełatwym wyborze: wolny świat czy znowu ujarzmiona Ojczyzna, znalazłem się na 40 lat w Nowym Jorku.

Od 1958 r. odwiedzałem mój ojczysty kraj m.in. jako działacz sportowy, organizując wyjazdy naszych piłkarzy do USA, Kanady, Meksyku, Kolumbii, itp.

Moje przeżycia wojenne, owo balansowanie na wąziutkiej krawędzi między życiem a śmiercią, zdumiewające sytuacje, świadczące o istnieniu czegoś, co kieruje naszym życiem, wszystko to pchnęło mnie ku poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: kim jestem i po co żyję

W 1950 r. spotkałem się po raz pierwszy z parapsychologią, rozwijającą się żywiołowo w USA, podczas gdy w Polsce, urzędowa zasłona rzucała mrok na tę dziedzinę. Dziś mogę powiedzieć, że znalazłem dla siebie odpowiedź.

Od 5 lat nie pracuję zawodowo. Wolny czas pozwolił mi na uporządkowanie wyników moich poszukiwań i tak powstała ta książka, którą – jedną z nielicznych na ten temat w Polsce, która nie jest tłumaczeniem – chcę przedstawić polskim czytelnikom, aby podzielić się z nimi tym, co sam znalazłem.

Stanley B. Werling

Autor był starszy ode mnie o dekadę i niestety już odszedł. Jego syn powrócił do Polski. Przypuszczam, że przywiózł pewną ilość egzemplarzy tej pracy. Myślę, że warto by wznowić wydanie. Jej treść jest oparta na osobistych przeżyciach i doświadczeniach duchowych Autora. Dlatego uważam, że jest szczególnie cenna i zachęcam do jej przeczytania. Mam nadzieję, że jest jeszcze dostępna w księgarni Nieznanego Świata. Widziałem ją także w sprzedaży internetowej. Dla ilustracji dzieła przytaczam niektóre cytaty, których treść czasem może wydawać się oczywista:

Str. 157. Pod naszą powierzchowną indywidualną tożsamością my wszyscy mamy udział w jednej Boskiej tożsamości. My jesteśmy nie tylko stworzeni przez Boga, ale i z Boga. Czyli gdy podnosisz rękę na bliźniego, podnosisz rękę na Boga. Pamiętamy słowa Chrystusa – dajesz biednemu – to jakbyś dawał Bogu. Pisząc to ciągle myślę o Platonie: „Każdy z nas ma w sobie cząstkę Boga., iskrę wieczności”.

Każdy stara się przechytrzyć drugiego, a gdy mu się to uda, ma wielką satysfakcję.

Złudzenie odosobnienia powstaje z warunków materialnej egzystencji. Egzystować na ziemi to znaczy egzystować w odosobnieniu – nie ma innych możliwości. Ale jednak żyjąc jako odrębne istoty uczymy się jedności. Przez systematyczne dziedziczenie skutków decyzji podejmowanej w założeniu, że jesteśmy odseparowani, jesteśmy kierowani ku zrozumieniu tego złudzenia i do odkrycia Boskiej tożsamości, która łączy nas w jedną całość.

Str. 218: Odnoszę wrażenie, że naszą planetą rządzi świetnie zorganizowany rząd z panem Lucyferem na czele. Podlegają mu wszystkie ludzkie organizacje, tzn. rządy najrozmaitszych państw, religie, towarzystwa, korporacje itp. Wszystkim tym organizacjom wydaje się, że są samodzielne. W rzeczywistości jest inaczej. Pan premier z łatwością potrafi wszystkich przechytrzyć. Weźmy dla przykładu religie, te potężne, te nawet najlepiej zorganizowane, reprezentujące setki milionów wiernych. Pan premier nie musiał ich likwidować, wystarczyło, że odpowiednio ukierunkował, tzn. religie istnieją, wierni się modlą, a zło dalej rządzi światem.

Kluczem do tej perfidnej polityki jest materializm. Wszystko jest materią – głosi on że nic poza tym nie istnieje. Kto ośmieli się twierdzić inaczej jest niedokształconym głupcem, mało inteligentnym, zacofanym, kandydatem do domu wariatów. W żadnym wypadku nie można mu powierzyć odpowiedzialnego stanowiska, i w ogóle niebezpiecznie jest go zatrudnić.

Zrozumiałe jest, że w tej sytuacji każdy boi się być zaliczonym do tej kategorii ludzi i nawet gdyby wiedział, że jest inaczej, nie odważyłby się iść pod prąd.

Przeciętny człowiek ma trudności w przedzieraniu się do przodu, a co dopiero gdy jest na indeksie u ludzi decydujących o daniu mu pracy lub stanowiska. W rezultacie większość dochodzi do wniosku, że łatwiej będzie im żyć, gdy pogodzą się z narzuconymi im poglądami. Cena, jaką przychodzi im zapłacić za ten kompromis, wydaje mi się niewspółmiernie wysoka w stosunku do tego co tracą. Biedni, nie zdają sobie sprawy, że z biegiem czasu zatracają elementy życia duchowego, że zapominają o swym boskim pochodzeniu, zapominają też po co żyją i co ich czeka po śmierci.

Str. 221: Spróbujmy wyobrazić sobie, że pozostanie tylko jedna uniwersalna religia głoszona od Boga przez Mesjasza-Chrystusa 2000 lat temu. Będzie to oznaczać koniec nienawiści i wojen religijnych

Jeśli czytelnik zrozumiał istotę reinkarnacji przedstawioną w tej książce, dojdzie szybko do wniosku, że następny powód nienawiści i krwawych wojen – nacjonalizm, powoli się rozpłynie.

Całkowite zrozumienie życia poprawi naturę ludzką przez usunięcie fikcyjnych, tymczasowych celów, osiąganych zazwyczaj przez krzywdę ludzką. Świat przestanie być miejscem kaźni.

Na zakończenie chciałbym jeszcze raz zapewnić czytelnika, że niczego nie zamieściłem w tej książce, czego nie byłem całkowicie pewny.

· Marian

· Napisano 27.11.2010 – 12:54

Dzień dobry

Chciałbym powiedzieć coś więcej w nawiązaniu do przedostatniego mego postu w tym temacie. Wspomniałem tam o dalszej drodze człowieka ziemskiego, po „przebudzeniu”.

Jezus nauczał: Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Znaczy to, że nie znamy prawdy. Chrześcijaństwo ukazuje tę prawdę jako zawartą w dogmatyce religijnej, którą samo ustanowiło. Żyjemy w stanie „hipnozy”, częściowo zawartej w genach, którą zadaje się nam także już od kolebki. Istnieje określony „kodeks etyczny”, niezbędny w życiu społecznym. Obowiązuje też tabu religijne z niepodważalnymi dogmatami, w które każe się nam wierzyć.

Człowiek ziemski odczuwa radość i szczęśliwość istnienia, lecz poddany też jest negatywnym emocjom i cierpieniu. W odróżnieniu od zwierząt naczelnych – posiada dar abstrakcyjnego myślenia. Zwierzę też myśli, lecz konkretnie. Widzi drzewo lub las, w którym są różne drzewa. Nie potrafi jednak stworzyć ogólnego pojęcia „drzewo”, którym określane jest każde drzewo w lesie. Dar abstrakcyjnego myślenia daje człowiekowi wielką władzę nad materią fizyczną. Pozwala rozwinąć mowę artykułowaną, a co za tym idzie – technikę i cywilizację.

Człowiek ziemski, przy jego stopniu „zagęszczenia świadomości”, nie może jednak tworzyć organizmów żywych. Zdolności tej nabiera po „przebudzeniu” i po opuszczeniu aury ziemskiej (Królestw Przybrzeżnych), a w pełni włada nią dopiero jako człowiek wyzwolony.

Na etapie wyzwolenia człowiek może jednoczyć się w różnych grupach, obdarzonych władzą twórczą nie tylko w sferze materii nieożywionej lecz także nad organizmami żywymi o różnym stopniu rozwoju. Istnieje ponoć hierarchia tych grup twórczych, a na ich czele stoją osoby, którym w ezoteryce nadano różne nazwy: Aryman, Lucyfer, Jahwe, i in. Grupy te, zafascynowane swoją władzą, uważają się za bogów i są zainteresowane zachowaniem tego stanu. Zwykle dbają o to, aby człowiek ziemski nie poznał prawdy duchowej i swojej boskiej godności, gdyż utraciłyby pełnię władzy nad Ziemią i nad człowiekiem ziemskim. Aryman jest twórcą ziemskiej przyrody, Lucyfer włada cywilizacją, Jahwe i inne zjednoczone grupy człowieka wyzwolonego, rządzą energią egregoryczną ziemskiej aury. Usiłują także zawładnąć człowiekiem przebudzonym.

O człowieku wyzwolonym można chyba powiedzieć, jak już poprzednio wspomniałem, że jest zbuntowanym lecz potrzebnym „urzędnikiem” Człowieka Uniwersalnego, którego ziemskim „reprezentantem” jest Chrystus. Na przykład Lucyfer dba o to aby człowiek nie przebudził się przedwcześnie (niedouczony) z ziemskiej szkoły życia. Darzy charyzmą członków „rządzącej elity ziemskiej” i zasila energią egregory nacjonalistyczne, rasowe i inne. Przede wszystkim jednak kontroluje działalność organizacji religijnych. Chodzi mu o to, aby charyzmę prawdy, zasianą przez Człowieka Uniwersalnego, wykorzystać dla swoich celów zachowawczych. Dlatego wywołuje nawet wojny religijne, nie mówiąc już o działaniu inkwizytorskim. Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na istotę eucharystii katolickiej. Jest ona wyrazem wdzięczności dla Jezusa, człowieka ziemskiego, który przyjmując na siebie charyzmę chrystusową naraził się człowiekowi wyzwolonemu i poniósł od niego surową karę umęczenia. Eucharystia niewątpliwie ma wielką moc jednoczącą.

Człowiek przebudzony, zależnie od doświadczeń nabytych w cyklu reinkarnacyjnym ziemskiej szkoły życia, może ominąć los człowieka wyzwolonego i trafić do strefy Człowieka Uniwersalnego. Do strefy tej może przejść także człowiek wyzwolony, jeśli uzna prawdę i zachowa w sercu jednoczącą miłość.

Teraz chciałbym wrócić do podstawowych założeń przy określaniu struktury przejawienia Ducha. Oparto ją na dialektycznym Prawie Jedności Przeciwieństw. Należałoby to prawo uzupełnić słowem „walka”. A więc chodzi o jedność i walkę przeciwieństw. Ze słowem „walka” związane jest bowiem cierpienie.

Przejawienie Ducha ma cechę mogości. Człowiek jest elementem tej mnogości. Jest obdarzony „nieograniczoną boską wolą twórczą”. A jednak wolę tę ogranicza w człowieku owa mnogość. Nie da się w pełni użyć woli bez krzywdy i cierpienia innych ludzi. Właśnie cierpienie kieruje człowieka ku jednoczącej miłości.

Przypominam sobie słowa jednego z przywódców powstania w warszawskim getcie, Marka Edelmana: Najważniejsze jest życie. Oddajemy je jednak za wolność. Ale wtedy już nie wiadomo co jest najważniejsze. Zacytuję także z pamięci słowa Bolesława Prusa z jego powieści Faraon: Fenicjanina można przekupić, z Żydem można się dogadać, Araba można oszukać, ale oświeconego kapłana egipskiego, który skosztował zbytku i władzy, można tylko zabić.

Zwróćmy uwagę jak wygląda zwalczanie postępowych poglądów lub ruchów społecznych przez grupy reprezentujące postawę zachowawczą. Odbywa się to zwykle etapami. Na początku sprawę się przmilcza, z nadzieją że sama wygaśnie. Potem ją się wyśmiewa i postponuje. Następnie zwalcza się ideowo i na różne inne sposoby. A w końcu, jawnie lub potajemnie, likwiduje się oponentów. Oczywiście, niektóre etapy tej walki są pomijane.

Przepraszam za drastyczne wspomnienia , ale czytałem jak w starożytności, w zdobywanych w walce miastach, niektórych ludzi brano do niewoli, a pozostałych „wycinano w pień”. Pokornie przyjmowali oni swój los stojąc w kolejkach, a dla katów była to ciężka praca. W czasie rewolucji francuskiej wymyślono gilotynę. Współcześnie hitlerowcy tworzyli „przemysłowe” obozy zagłady, a sowieci strzelali w tył głowy. Jeszcze okrutniejsze było śmiertele zagłodzenie przez sowietów (na początku lat 30-tych ub.w.), milionów rolników ukraińskich, aby zmusić ich do „kolektywnej gospodarki rolnej”. Nie przeszkodziło to później nacjonalistom ukraińskim w bestialskiej rzezi Polaków w czasie drugiej wojny światowej. Dawniej (a nawet dziś) Arabowie wykonywali wyroki śmierci przez kamieniowanie , chrześcijanie palili ludzi, rzymianie krzyżowali, a między innymi Polacy wbijali na pal, co było szczególnie okrutne, gdyż na krzyżu była szansa przyśpieszonej śmierci z wykrwawienia, natomiast pal zamykał naczynia krwionośne. Obecnie nie ma chwili by na świecie nie toczyły się wojny. Przykadów okrucieństwa nie da się zliczyć. Nasuwa się pytanie dlaczego tak się dzieje? Czy można to zmienić?

Wiele na to wskazuje, że cierpienie jest nieodłącznym elementem życia ziemskiego. Stanowi „narzędzie dydaktyczne” w arymanicznej szkole życia. Dotyka także świata zwierzęcego, nawet bez udziału człowieka (drapieżniki). Wzmacniają je także klęski żywiołowe, nie zawinione przez człowieka. Chyba nie da się tego całkowicie uniknąć, ale wraz z rozwojem kultury i religijności można to pomniejszyć. Z sympatią i rozrzewnieniem patrzę na Świadków Jehowy którzy wierzą że pies, wielki przyjaciel człowieka, nie mówiąc już o wilku, nauczy się odżywiać owocami i jarzynami lub sianem.

Obserwując życie chciałem kiedyś zorientować się w sposobie sprawowania władzy ziemskiej. Nie miałem wątpliwości, że władza jest związana ze sterowaniem ludzkimi emocjami. Przypuszczając, że jednym z narzędzi władzy jest pieniądz, spędziłem wiele godzin w Bibliotece Nowojorskiej, aby zapoznać się z kulisami powołania Biura Rezerw Federalnych USA. Instytucja ta została powołana przez Parlament w 1913 r., nieprzypadkowo w końcu grudnia, kiedy skład Parlamentu był uszczuplony w związku z wyjazdem wielu osób na święta Bożego Narodzenia. W podjętych uchwałach powołano Biuro Rezerw Federalnych, które przejęło pełną władzę nad kontrolą bankowości i emisją pieniądza. Kadencja zarządu tego Biura trwa 13 lat, a jego skład nie zależy od władz państwowych. Miało to zapobiegać inflacji pieniądza. Biuro jest jednak prywatną własnością, a słowo „Federalne” jedynie maskuje ten fakt. Od tego czasu zaczęło gwałtownie rosnąć zadłużenie Rządu.

Przeglądając aktualną statystykę makroskopowych wskaźników ekonomicznych obliczyłem, że Rząd musi zbankrutować w ciągu 10-ciu lat. Utwierdził mnie w tym olbrzymi licznik zawieszony na jednym z wieżowców na Manhattanie. Licznik ten wskazywał na bieżąco stan zadłużenia Rządu (podobny licznik, wskazujący zadłużenie rządu polskiego, podobno jest zawieszony w Warszawie, z inicjatywy prof. L. Balcerowicza). Porobiłem plansze z wykresami, wygłosiłem kilka odczytów w ramach Polsko-Amerykańskiego Komitetu Etnicznego, zamieściłem to w prasie, ale bez echa. Dziś wiem, że po prostu wygłupiłem się, nie wiedząc wówczas czym jest naprawdę pieniądz.

Pieniądz, oczywiście, pełni rolę krwiobiegu w społecznym organiźmie ekonomicznym. Przed jego wprowadzeniem panował handel wymienny. Poszukiwano jednak towaru, który byłby uniwersalnym nośnikiem wartości ekonomicznych. Takim towarem okazały się niektóre metale szlachetne, a przede wszystkim złoto. Jest trwałe, nie ulega korozji, daje się formować w monety – chociaż wartość użytkową miało wtedy stosunkowo niewielką, głównie w dziedzinie dekoracji. W późniejszym okresie zaczęto emitować banknoty, które miały pokrycie w złocie. Można je było wymienić na złoto. Przez jakiś czas tego przestrzegano, a potem pojawiło się zjawisko inflacji pieniądza.

Pamiętam, jak w wieku chłopięcym słuchałem opowieści starych ludzi o obrocie pieniędzy w Rosji carskiej. Unikano pieniędzy w złocie bo były niewygodne, obciążały kieszenie, łatwo je było zgubić. Wygodniejsze były banknoty. Po rewolucji bolszewickiej wielu ludzi nie mogło uwierzyć, że banknoty straciły wartość. Skrupulatnie przechowywano je. Także ja, jako chłopak, oprócz kolekcji znaczków pocztowych, miałem małą kolekcję carskich banknotów, chociaż nie ze względu na ich wartość handlową.

Dopiero w dzisiejszych czasach opadła kurtyna. Tylko mały procent banknotów i monet jest w obiegu. Wielkie pieniądze są w pamięci komputerowej. Są nośnikiem energii psychicznej, służącej jako narzędzie władzy elity człowieka ziemskiego. I tu zbliżamy się do pojęć związanych z teorią spiskową. Rząd Stanów Zjednoczonych nie zbankrutuje. Zawsze otrzyma tyle pieniędzy ile potrzebuje na zbrojenia i pełnienie władzy policjanta na arenie światowej, jeśli to będzie zaakceptowane przez Biuro Rezerw Federalnych. Oczywiście, wyda Biuru odpowiednią obligację na zaciągniętą kolejną pożyczkę.

Wspomniałem o teorii spiskowej. Ma to związek z ową „walką przeciwieństw”, która przejawia się głównie w sferze człowieka wyzwolonego. Dotyczy niemożliwości zaspokojenia własnych pragnień bez uszczerbku dla innych ludzi, których chce się sobie przyporządkować. Tendencja taka jest rzutowana na strefę człowieka ziemskiego, gdzie tworzy się „elita” rządząca poza podziałami politycznymi i powszechnie przyjętymi kodeksami etycznymi. Elita musi działać w ukryciu, tajnie, aby nie wzbudzać powszechnego oporu. Czytałem kiedyś, że krótko po rewolucji bolszewickiej, super potentat kapitalistyczny Hammer spotykał się z Leninem, gdzie wspólnie uzgadniali strategię działania poza podziałami politycznymi.

Ciekawy sposób podobnego działania zamieścił ktoś, w ślad za YouTube, w blogu „Odmóżdżacz” na niniejszym Portalu, pt: „Jak napaść na państwo?”. Jest to siedem wykładów, chyba dysydenta sowieckiego, opisujących metody zniewolenia społecznego. Chodzi głównie o podatność umysłu ludzkiego na propagandę i wszelkie sugestie, czyli o „pranie mózgu”. Zadziwiający jest fakt, że absurdalne, lub nawet zbrodnicze działanie jest dokonywane często z głęboką wiarą w jego słuszność i powszechną sprawiedliwość. Mam na myśli samobójcze zamachy terrorystyczne, japońskie kamikadze czy harakiry lub wreszcie, w okresie wielkanocnym, dobrowolne poddawanie się ukrzyżowaniu przez niektórych fanatyków filipińskich.

Koncepcję manipulacji genetycznej, związanej z ograniczeniem umysłu człowieka ziemskiego przez człowieka wyzwolonego, można znaleźć w przekazach WingMakers. Wystarczy wybrać link http://www.wingmakers.pl , kliknąć „Nowe na stronie” i ściągnąć „Wywiad Projektu Camelot z Jamesem”.

Chciałbym teraz wspomnieć o roli religii ziemskich. W swoich źródłach odwołują się one do objawień przekazanych przez Człowieka Uniwersalnego, a jednak są kontrolowane i manipulowane przez człowieka wyzwolonego. Stoją na straży zachowawczej postawy człowieka ziemskiego. W zasadzie, poza przypadkami ekstremalnymi, służą dobru społecznemu. Kościół Katolicki w Polsce odniósł wspaniały sukces w starciu z bolszewicką dominacją Związku Sowieckiego. Jest jednak w trudnej sytuacji gdy chodzi o światowe zjednoczenie kościołów, chociaż ma w sobie trend postępowy, prezentowany np. przez Jana Pawła II i księdza Popiełuszkę oraz niektórych innych duchownych. Pamiętajmy, że światowe zjednoczenie kościołów wiąże się z rewizją dogmatów religijnych. Poza tym wyłania się kwestia bezrobocia. Obecnie mówi się jedynie o ewentualnym braku powołań do stanu kapłańskiego. Można sobie wyobrazić lęk kleru, który oprócz posługi duchowej musiałby włączyć się także w sprawy gospodarcze nie mając do tego przekonania i kwalifikacji. Trudno się dziwić, że korzystając z takich narzędzi jak ambona i konfesjonał, w dobrej wierze prezentuje własne przekonania polityczne. To na tym właśnie opiera się elektorat PiS-u, a nie na „charyzmie” przywódców.

Wielu naukowców nie może wyjaśnić jak doszło w Niemczech do obrania psychopaty Hitlera na wodza i do wszczęcia drugiej wojny światowej. A przecież to jest sprawa „hipnozy” na szeroką skalę społeczną. Nie wnikając w inne problemy, wystarczy spojrzeć na przedwojenny hymn: „Niemcy, Niemcy - ponad wszystko”. Podobną postawę wyrażała międzynarodówka sowiecka, a także japońskie idee narodowe. I do czego to doprowadziło – „każdy widzi”.

W Polsce PiS się sypie, bo co światlejsi członkowie nie akceptują charakteropatycznej postawy J.Kaczyńskiego, który podpala Kraj. Ale tworząca się nowa formacja, jako motto swego działania, przyjęła hasło „Polska Jest Najważniejsza”. Wierzę w dobre intencje autorów tego hasła, ale przyjdą następcy, którzy mogą interpretować je inaczej, np. tak jak przedwojenni Niemcy interpretowali treść swojego hymnu. Przyznam, że skóra mi cierpnie gdy widzę taki brak ochrony patriotyzmu przed nacjonalizmem.

I jeszcze jedno, o czym już kiedyś pisałem. Niemcy (i Japonia) zostały boleśnie ukarane za wszczęcie i udział w drugiej wojnie światowej. Zło zostało przez nich nazwane złem i wyciągnięto z tego wnioski. Inaczej wygląda sprawa w Rosji. Tam pranie mózgów przez władzę sowiecką było dłuższe i głębsze. „Rachunek sumienia” dokonuje się dopiero teraz. Trzeba to zrozumieć i przynajmniej, w miarę możliwości, nie przeszkadzać.

Na zakończenie chciałbym powrócić do teorii spiskowych, wynikających z elitarności władzy. Nie można tu pominąć bezwładności umysłu. Gdy człowiek zaakceptuje, np. na skutek propagandy, jakąś myśl, nawet absurdalną, jako prawdziwą – otwiera to drogę do najdziwniejszych wyobrażeń i fantazji, opartych często na silnym wsparciu emocjonalnym. Mam na myśli katastrofę smoleńską. Jest wiele osób, które od razu uznały, że był to zamach. Przy takiej pewności otwierają się różne możliwości, np. kto był zamachowcem? Rosja, czy może także znienawidzone władze polskie? Otrzymałem kiedyś mailem obszerny elaborat, poparty ekspertyzami technicznymi „fachowców”, mówiący, że katastrofy nie było. Był zamach, a pasażerowie zostali zamordowani w Polsce i przewiezieni do Rosji. Natomiast smoleński wrak należał do całkiem innego samolotu. A przecież, normalnie i po ludzku, warunki atmosferyczne nie pozwalały na lądowanie. Nieprzybycie na uroczystość we właściwym czasie, emocjonalnie i politycznie rzecz biorąc, było nie do przyjęcia dla niektórych osób. Podjęto więc ryzyko lądowania, które doprowadziło do katastrofy. Władze rosyjskie też próbuję zrozumieć, bo gdyby zamknęły lotnisko to także byłaby straszna awantura, ale tylko polityczna. Być może miały nadzieję, że lądowanie się uda. Może nie doszłoby do katastrofy gdyby była rezerwa czasu, gdyż odlot z Warszawy podobno był znacznie opóźniony. Nie wiem dlaczego wątek ten został jakby pominięty w śledztwie.

Tak więc, zacząłem od ezoteryki a skończyłem na polityce. Przepraszam, bo kiedyś mnie za to besztano. Uważam jednak, że nasz rozwój duchowy dokonuje się w warunach ziemskich i także w życiu codziennym.

  • Marian
  • Napisano 21.11.2011 - 22.10

Przez ostatnie parę tygodni byłem odcięty od pisania na komputerze. Przyczyną były wichury i spowodowany nimi brak prądu. Poza tym miałem przygodę hakerską. Zablokowano mi internet, a potem cały komputer. Straszono trojanem i jakimś innym paskudztwem pomimo, że wykupiona przedtem osłona McAfee do końca nie wykazywała wirusów. Myślałem, że komuś nie spodobało się moje pisanie, ale nie było aż tak źle. Chodziło po prostu o wyłudzenie, na początek, stu dolarów. Żądano użycia karty kredytowej (a nie np. PayPal) a to dawałoby dostęp do naszego skromnego konta. Dlatego w końcu załatwiłem sprawę po swojemu - wyczyściłem komputer do dna. Kiedyś otrzymałem propozycję współpracy od oficjalnej szkoły hakerskiej. Nawet przysłano mi jakieś materiały. Odmówiłem, bo szkoda na to czasu, nie wiem ile jeszcze pożyję. Na razie wolę robić coś innego, chociaż w tym momencie wiedza hakerska mogłaby się przydać.

Przystępując do tematu, dziś chciałbym przypomnieć o hermetycznej zasadzie rytmu w przyrodzie i we Wszechświecie. Wszystko odpływa i przypływa, wszystkie rzeczy powstają i upadają; dzięki rytmowi kompensuje się jedno drugim. Takimi słowami wyrażona jest zasada rytmu w Kabale. Zasada ta jest ściśle związana z zasadami biegunowości i wibracji.

Hinduscy jogowie mówią o „dniach i nocach Brahmy” lub o pralajach i manwantarach, o wdechu i wydechu światów przez Brahmę. Są jednak przy tym zdania,  że chociaż we wszechświatach, tworzonych przez Wszechjedyne, okresy działania zmieniają się z okresami spoczynku, to jednak samo Wszechjedyne nigdy nie pozostaje bezczynne, gdyż w czasie gdy w jednych systemach słonecznych i w systemach systemów zachodzi stan spoczynku, w innych trwa działanie, a jeszcze inne w tym czasie powstają. Współcześnie pisał o tym także Rudolf Steiner, choć chyba należy rozumieć, że wszystko to dzieje się raczej poza czasem, lecz w jakiejś określonej, nieznanej  nam kolejności w której zachodzą różne powiązania zdarzeń.

Moim zdaniem na uwagę zasługuje dzieło natchnionego Hindusa (joga) o nazwisku Yukteswar, napisane w 1894-tym roku, które doczekało się kilku wydań, głównie w języku angielskim, np.:  Jananvater Swami Śri Yukteswar Giri. The Holy Science-Kaibalaya Darahanam. Yogoda Sat-Sanga Society of India. Fifth Edition. Revised 1957.

Autor we wstępie, w oparciu o teksty źródłowe dowodzi, że wszystkie wielkie religie świata są różnymi obrazami tej samej prawdy, że w istocie nie różnią się one między sobą. Pozorne różnice tworzą, przez swoją niewiedzę, hierarchie religijne i wyznawcy.

Otóż Yukteswar przekazuje pewne nauki kosmologiczne, które pokrótce warto tu przytoczyć. Poucza mianowicie, że nasz Układ Słoneczny krąży wokół pewnej Gwiazdy Dualnej. Jedno okrążenie trwa około 24 tys. lat. Ruch ten jest związany z ruchem punktów równonocy po ekliptyce. Gwiazda ta zawiera wielkie centrum zwane Wisznunawi, które jest siedzibą mocy twórczej, uniwersalnego magnetyzmu.

Schemat Yukteswara

Uwaga: Po “naprawie” komputera mam kłopot z edycją. Przepraszam.  Na razie podaję link do  Schematu:  http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/13f74e3bbb8ad82c.html

Punkt równonocy jesiennej wskazuje jakie jest położenie Układu Słonecznego w stosunku do Gwiazdy Dualnej. Obecnie punkt równonocy jesiennej kończył swój bieg w znaku Panny i przechodzi do znaku Lwa (opozycyjny do niego punkt równonocy wiosennej przechodzi ze znaku Ryb do znaku Wodnika). Centrum Wisznunawi jest zwrócone ku znakom Barana i Ryb. W związku z tym wpływ Wisznunawi na Układ Sołneczny jest teraz stosunkowo mały. Największy wpływ zaznaczy się wtedy, gdy punkt równonocy jesiennej znajdzie się na końcu znaku Barana, najbliżej Wisznunawi. Wtedy człowiek osiągnie tak wysoki rozwój, że łatwo będzie mógł pojąć wszystko, nawet tajemnice Ducha. Gdy punkt równonocy jesiennej znajduje się na końcu znaku Wagi, wpływ Wisznunawi jest najmniejszy. Umysł człowieka wchodzi wtedy w tak zredukowany stan, że nie może pojąć niczego poza grubą materialną kreacją. Stąd też zaczyna się tzw. Wstępująca Daiba Juga, okres rozwoju trwający 12 tys. lat. Drugi taki okres stanowi  Zstępującą Daiba Jugę. Każdy z tych okresów dzieli się na cztery części (Jugi) w taki sposób, że następna jest dłuższa od poprzedniej: Kali, Dwapara, Treta i Satja.

Przejścia od jednego okresu rozwojowego do drugiego, a także przejścia Układu Słonecznego do kolejnych znaków zodiaku, wiążą się z poważnymi zmianami zarówno na Ziemi jak też w psychicznym życiu człowieka. W takich okresach zdarzają się kataklizmy związane z tym, co Jung nazywa zmianą dominacji archetypowych w nieświadomości zbiorowej człowieka (C.G. Jung  Archetypy i symbole, Czytelnik,  W-wa 1976 s. 236).

Od roku 1700 rozpoczął się okres Dwapara na wstępującym łuku Daiba Jugi. Związany z tym jest szybki rozwój intelektu, a co za tym idzie - postęp nauk ścisłych i rozwój techniki. Z biegiem czasu nastąpi rozwój intuicji i innych władz umysłu. W najbliższym czasie czekają nas jednak skutki przejścia punktu równonocy jesiennej ze znaku Panny do znaku Lwa (punkt równonocy wiosennej,  jak powiedziałem, przechodzi w tym czasie ze znaku Ryb do znaku Wodnika). Wiąże się to z owymi, zapowiadanymi przez wieszczów i proroków, kataklizmami. Za nadmiernie rozwiniętą techniką nie nadąża bowiem rozwój innych, poza intelektem, władz umysłu ludzkiego.

Cykle  Daiba Jugi nie są zwykłym powtarzaniem zdarzeń, lecz tworzą pewną spiralę w rozwoju samoświadomości. Sto tysięcy takich cyklów stanowi Dzień Brahmy, a potem następuje równie długa Noc. A oto jak autor cytuje opis podany przez Manu, Wielkiego Riszi, Władcy Satja Jugi:

Cztery tysiące lat trwa Satja Juga czyli złota era świata. Jej brzask poranny ma tyle stuleci, co jej zmierzch wieczorny (tj. 400+4000+400 = 4800 lat). W pozostałych trzech erach, z ich porannymi i wieczornymi półmrokami, tysiące i setki lat maleją o jeden (tj. 300+3000+300 = 3600 lat, itd). Ten czworaki cykl, obejmujący 12 tys. lat, zwany jest Erą Bogów. Suma tysięcy boskich er tworzy jeden Dzień Brahmy; tyle samo trwa jego Noc.

Kończąc tym cytatem streszczenie tekstu można by zauważyć, że na gruncie współczesnej wiedzy astronomicznej dość trudno byłoby potwierdzić jego treść. Obieg punktów równonocy po ekliptyce, tzw. rok platoński, trwa przecież 26 tys., a nie 24 tys. lat. Poza tym jest on związany z precesją, stożkowym obrotem osi ziemskiej, powodowanym przez ciała niebieskie znajdujące się wewnątrz Układu Słonecznego. A więc ruch ten nie może mieć nic wspólnego z obrotem wokół jakiejkolwiek gwiazdy. Racjonalny umysł powinien stanowczo sprzeciwić się takim fantazmatom. Skąd Autor czerpie tę wiedzę?!

Otóż właśnie!  Może wyprzedził nas w rozwoju, ma umysł mniej przesłonięty „grubą, materialną kreacją?” Może dowiedział się od jasnowidzącego Manu lub sam jest jasnowidzem? Tak czy inaczej, nie śpieszyłbym się z potępieniem. Spróbujmy raczej zdobyć jakieś wskazówki pozwalające szukać wyjaśnień w oparciu o tę właśnie grubą materię, choć w niedostępnej nam, bardziej subtelnej materii, może dziać się wszystko zgoła inaczej.

Może owa Gwiazda Dualna to Syriusz, który jest przecież gwiazdą podwójną? O Syriuszu mówi kosmologiczny mit Dogonów, plemienia Murzynów Sudańskich (patrz A. Mostowicz:  My z Kosmosu, KAW, W-wa 1978, s. 365-412). Plemię to, żyjące w górach, w oderwaniu od cywilizacji, w 30-tych latach ubiegłego stulecia dopuściło etnologów francuskich do swoich tajemnych podań. W jednym z tych podań mówi się o powstawaniu Wszechświata, a także o archaniele, który przybył z Syriusza na naszą planetę. W zdumienie wprawia jednak nie tyle treść mitu co dokładna wiedza Dogonów o Syriuszu, która dopiero teraz, w niektórych szczegółach, jest potwierdzana przez astronomów.

Czas obiegu wokół Wisznunawi też może być krótszy od roku platońskiego, który jest przecież rokiem gwiazdowym, a więc mierzonym w odniesieniu do gwiazd stałych, bez uwzględnienia ich przesunięć i obrotów. Natomiast Gwiazda Dualna mogłaby przecież obracać się w kierunku przeciwnym do precesyjnego ruchu osi Ziemi z taką prędkością, ażeby okres ten trwał około 24 tys. lat. Na pozór rażące sprzeczności ze współczesną wiedzą astronomiczną dadzą się chyba  złagodzić, a w przyszłości, może nawet pogodzić.

Snując myśl Yukteswara możemy wyobrazić sobie, że Gwiazdę Dualną, wysyłającą uniwersalny magnetyzm, otacza przestrzeń, w której jest nagromadzona archetypowa wiedza o procesie ewolucji, o rozwoju form materialnych, życia, gatunków, o różnych typach charakterologicznych człowieka, itp. Rozmaite treści tej wiedzy są rozmieszczone w odpowiednich obszarach otoczenia Gwiazdy Dualnej. Wyobraźmy sobie, że archetypy charakterologiczne stanowią 12 sektorów otaczających Gwiazdę Dualną. Sektorom tym przyporządkowano odpowiednie znaki zodiaku. Wysyłany przez Gwiazdę uniwersalny magnetyzm, przechodząc przez różne obszary archetypowe, staje się nośnikiem odpowiednich treści, podobnie jak snop światła, przechodząc przez kadr filmowy. Treści te są wysyłane w kosmos, być może równomiernie we wszystkich kierunkach. Część z nich trafia na Ziemię.

Spośród wszystkich treści (promieni) padających na Ziemię mogą być odebrane tylko te, które przepuści manetyzm ziemski. Zależy to jednak od kierunku osi Ziemi i od kształtu pola magnetycznego. Należy też mieć na względzie możliwość wchodzenia w grę jakiegoś nieznanego nam jeszcze uniwersalnego magnetyzmu, wytwarzanego także przez Ziemię. Można wyobrazić sobie, że magnetyczny promień Ziemi wybiera określone treści z otoczenia Gwiazdy Dualnej, swoim precesyjnym ruchem, podobnie jak igła gramofonu wybiera melodię z płyty.

W nawiązaniu do podań Yukteswara o Gwieździe Dualnej można by też wspomnieć, jak wielkie znaczenie w astrologii ma równoczesna koniunkcja wielu planet, tj. takie położenie, że widziane z Ziemi znajdują się one prawie na linii prostej (pokrywają się ze sobą). Takie położenie planet musi spowodować wychylenie osi ziemskiej i uchwycenie pewnych specjalnych treści, przekazywanych przez uniwersalny magnetyzm Gwiazdy Dualnej, np. mogą się w tym czasie rodzić jakieś genialne istoty ludzkie. Taka właśnie koniunkcja wielu planet była zbieżna z narodzeniem Jezusa. Podobne zjawiska, wg różnych podań, poprzedziły także narodzenie wielu dawniejszych mędrców i założycieli religii. Może także ujawnić się spadek uduchowienia, bądź mogą nastąpić inne zakłócenia, powodujące klęski i kataklizmy.

Ciekawe, że tego typu wielka koniunkcja planet zdarza się zwykle w Kali Judze, a więc w okresie gdy, wg Yukteswara, uduchowienie na Ziemi jest bardzo małe. Ludzkość wtedy jest podobna do ryby, która wypływa na chwilę na powierzchnię wody, aby dotlenić się haustem powietrza. Tak może być potrzebne człowiekowi wsparcie duchowe. Kojarzy się to z przekonaniem Hindusów o okresowym wcielaniu się Awatara, zbawiciela życia i ludzkości.

Tyle chciałem powiedzieć w związku z hermetyczną zasadą rytmu, przy okazji prezentując myśl Yukteswara, którą starał się on przedstawić w kategoriach intelektualnych. Moim zdaniem nie musi to oznaczać, że jest prawdziwa. Przedstawiona jest bowiem w sferze symboliki, podobnie jak np. mandalę przedstawia się w Psychologii Głębi. Ważne, czy jest skuteczna w działaniu. Gdyby tak nie było - powinna być zastąpiona inną myślą, aby uniknąć zaślepiającego dogmatu.

W ogóle uważam, że w tej sferze, w naszych czasach,  słowo „Prawda”, jako prawda ostateczna,  pisane  z dużej litery, powinno być zastąpione słowem „Poznawanie”. Gramatycznie, jak już ktoś powiedział, zmieniałoby to rzeczownik na czasownik. W następnym odcinku chciałbym napisać coś więcej (niż w poprzednich) o roli człowieka wyzwolonego.

  • Marian
  • Napisano 26.11.2011 - 21.23

Właśnie wróciliśmy z żoną z wizyty u znajomych emigrantów z Polski i na gorąco chcę opowiedzieć zabawną scenkę. Młodzi rodzice popisywali się patriotycznym wychowaniem 3-letniego synka. Zaczęło się od dialogu:

- Kto ty jesteś?

- Polak mały.

- Jaki znak twój?

Tu chłopak przez chwilę zastanowił się, a potem wypalił jednym tchem:

- Łabędź biały!

Myślałem, że się posiusiam z uciechy. Okazało się, że ostatnio podziwiał łabędzie w zoo.

A swoją drogą zwróćmy uwagę, że godłem państwowym, prócz flagi, bywają przeważnie drapieżniki: lwy, orły, czasem nawet dwugłowe. Szczególnie orły są okrutne, bo przed spożyciem nie zabijają ofiary.

Ale miałem pisać o człowieku wyzwolonym. Otóż nie jest łatwo wyobrazić sobie do jakiego raju on trafia. Przede wszystkim opuszcza kołowrót reinkarnacyjny. Pozbywa się chorób i innych cierpień fizycznych, bo przecież proces ewolucyjny na Ziemi jest oparty na łańcuchu pokarmowym. Nie może to być zdarzeniem przypadkowym.

Trzeba uznać,  jak już poprzednio pisałem, że przejawienie Ducha polega na przejściu od jedności ku mnogości. Duch objawia przy tym pseudo-mnogościowy, monadyczny stan Świadomości Kosmicznej oraz przysłaniającą tę Świadomość pramaterię-energię. Zaczyna się więc od Pierwotnej Dwójni. Człowiekowi ziemskiemu trudno jest pojąć tę pierwotność. Być może, jak już pisałem, nie wiąże się ona z pojęciem czasu, lecz z jakąś, nieznaną nam kolejnością zdarzeń.

Inną trudność dla intelektu stanowi pojęcie Świadomości Kosmicznej, a szczególnie jej monadyczne zagęszczanie, dzięki któremu są kreowane materialne formy na kolejnych etapach ewolucyjnego rozwoju materii. W rozwoju tym szczególne znaczenie ma pojawienie się życia. Jest to istotny krok na drodze wyzwolenia Monad z ograniczającego je związku z pramaterią-energią.

Tak więc poprzez materię nieożywioną, stan roślinny i zwierzęcy, dochodzimy w świecie fizycznym do poziomu zwierząt naczelnych. I tu zachodzi istotne zdarzenie, które umożliwia uwolnienie uwięzionych Monad. Najbardziej przygotowanemu gatunkowi ssaków, człowiekowi pierwotnemu, rzucono „koło ratunkowe” w postaci daru abstrakcyjnego myślenia. Spowodowało to rozwój języka artykułowanego, prowadzący do zdolności twórczych w strefie materii nieożywionej, w tym do rozwoju techniki. Najistotniejsze jest jednak poczucie tożsamości osobowej (ego). Jest to „indeks szkolny”, prowadzący do przebudzenia i wyzwolenia człowieka.

Chciałbym być w miarę wiarygodny. Nie posiadam wiedzy lub władzy paranormalnej. Doświadczyłem jednak stanu, który pozbawił mnie lęku, głównie przed śmiercią czy niebytem. Nie muszę wierzyć, po prostu wiem że „to tu” - to nie koniec. Poza tym jest coś, czego nie potrafię wyjaśnić. To chyba intuicja, właśnie. Jakby zmysł skierowany do wewnątrz. Pozwala on potwierdzić bądź odrzucić wytwory własnej wyobraźni, a także dostrzegać ograniczenia intelektu. Jest tak jakbym coś wiedział, ale bezpośrednio nie uczestniczył w tym.

Wiele wskazuje na to, że nasz ziemski cykl rozwoju dobiega końca. Widzimy eksplozję demograficzną i ograniczenia energetyczne w technice. Zagrożone są warunki ekologiczne. Słabnie także zachowawczy wpływ organizacji religijnych. Narasta polaryzacja ekonomiczna i związany z tym rabunkowy podział dóbr, który rodzi bunt społeczny na skalę światową. Nieustannie toczą się wojny, które zresztą były zawsze, ale dziś istnieje broń zagrażająca życiu na Ziemi. Jak cud wygląda, że broń masowej zagłady jeszcze nie dotarła do rąk terrorystów. Najwidoczniej na razie pomaga nam człowiek wyzwolony.  Ale jakże można nas ratować skoro jesteśmy niedostępni, zbroimy nawet kosmos. Wygląda na to, że istnieje tylko jedna droga prowadząca do uniknięcia kapotażu - przebudzenie.

Widmo kapotażu dostrzegał też Adam Mickiewicz, kończąc swój patriotyczny poemat Reduta Ordona słowami:

Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute -                                                                                                       Bóg wysadzi tę Ziemię, jak on swą Redutę.

Myślę jednak, że z tą karą jest trochę nie tak. Mówi się wprawdzie, że gdy Bóg chce ukarać człowieka  to odbiera mu rozum. Nie sądzę jednak, żeby Bóg karał swoje dzieło. To by było trochę tak, jakby karał sam siebie. Raczej człowiek sam się poucza, niezamierzenie przywołując skutki spowalniania swego procesu samopoznania. Niewiedza jest przyczyną zła i krzywdy.

Czy oznacza to, że człowiek wyzwolony posiada wszelką wiedzę? Otóż nie sądzę. Człowiek wyzwolony potrafi jedynie zaakceptować stan, w którym jego myśli, uczucia i emocje są postrzegane przez innych. Nie może niczego ukryć. On także postrzega je u innych. Ta cecha daje człowiekowi ziemskiemu przepustkę do czwartej gęstości monadycznej i otwiera drogę dalszego rozwoju. Nie od razu cechę tę osiąga się. Poprzedza ją „przebudzenie”.

Można by powiedzieć, że przebudzenie jest „narodzeniem” człowieka wyzwolonego. Człowiek przebudzony jest jego dzieckiem. Może przez pewien czas przebywać w świecie fizycznym, zanim przejdzie do czwartej gęstości monadycznej.

Właśnie przebudzenie pozwala uniknąć kapotażu lub pomniejszyć jego bolesne skutki. Przebudzenie może przebiegać lawinowo, na masową skalę, dzięki wspomnianemu  już zjawisku synergii. Polega to, na znanym także w fizyce, zjawisku przemiany jakościowej po osiągnięciu pewnej „wartości krytycznej” zmian ilościowych. Ciekawe, że już w biblijnych czasach wiedziano o tym, gdy Jahwe obiecał powstrzymać zniszczenie miast Sodomy i Gomory, jeżeli znajdzie się tam dziesięciu sprawiedliwych.

Do przebudzenia prowadzi zjednoczenie religijne i polityczne. Łatwo powiedzieć, ale jak tego dokonać, żeby nie popaść w orwellowskie jażmo zniewolenia? Otóż zjednoczenie to musi być poprzedzone istotnymi zmianami w psychice człowieka ziemskiego (ową jungowską zmianą dominacji archetypowej w nieświadomości zbiorowej). Chodzi o osiągnięcie takiej postawy człowieka ziemskiego, aby zniewolenie i wojny były niemożliwe. Na przykład mogłaby to spowodować wiara, że Królestwo Boże w nas jest, (a nie wśród nas jest, jak podają, manipulowane przez człowieka wyzwolonego,  ewangelie eucharystyczne).

Tak więc, zbliżamy się do człowieka wyzwolonego. Funkcjonuje on w strefach czwartego, piątego i wyższych stopni zagęszczenia monadycznego, zbliżając się w swoim rozwoju do poziomu Człowieka Uniwersalnego. Ma jednak władzę twórczą nie tylko nad materią nieożywioną, ale także nad różnymi przejawami życia, w tym nad człowiekiem ziemskim. Jest dobrze zorganizowany i ma olbrzymie możliwości twórcze. Tak jak człowiek ziemski tworzy w materii nieożywionej - człowiek wyzwolony ma ponadto nieograniczone możliwości tworzenia organizmów żywych. Niedawno oglądałem atlas zoologiczny zachwycając się fascynującym pięknem zwierząt, które absolutnie nie może być związane wyłącznie z funkcjonowaniem ich organizmów. Opis twórczości artystycznej człowieka wyzwolonego można odnaleźć w wielu dziełach ludzi jasnowidzących lub przebudzonych, jak Robert Monroe, Bo-Yin-Ra, C.W. Leadbeater, D. Melchizedek i wielu innych. Ten obszar twórczości w ezoteryce przypisuje się tym osobom wyzwolonym, które działają w strefie Arymana.

„Opieka” nad człowiekiem ziemskim, według tychże źródeł, jest przypisywana osobom działającym w strefie Lucyfera.

Tu należałoby podkreślić, że człowiek ziemski jest ostatnim ogniwem monadycznym związanym z materią fizyczną. Jego „szlif reinkarnacyjny” musi być szczególnie staranny. Do tego celu człowiek wyzwolony posługuje się energią egregoryczną zawartą w aurze ziemskiej, wykorzystując autonomiczne obiekty psychiczne, pochodzące z „odrzutów archetypowych”, dokonywanych przez jungowskiego „cenzora” człowieka ziemskiego. Pamiętajmy, że energia jest martwa. Posiada bogatą strukturę wewnętrzną, ale nie ma zdolności twórczej i decyzyjnej. Jest przekazywana człowiekowi ziemskiemu w postaci charyzmy przez Człowieka Uniwersalnego, a także, ze strefy lucyferycznej, przez człowieka wyzwolonego.

Człowiek ze strefy lucyferycznej dokonuje manipulacji genetycznej nad człowiekiem ziemskim. Sam się nie inkarnuje, lecz wybrane osoby zasila rozwiniętym intelektem, redukując (pomniejszając) przy tym w nich rezonans uczuć wyższych. Ciekawy schemat tych manipulacji, jak już poprzednio wspomniałem, przytaczają Stwórcy Skrzydeł, patrz: Wywiad z Jamesem dla Projektu Camelot (www.wingmakers.pl ; Nowe na stronie).

W dalszym ciągu piszę o człowieku wyzwolonym, należącym do strefy lucyferycznej. W normalnych warunkach dba o utrzymanie narzuconego przez niego porządku społecznego. Władze religijne kontroluje przez manipulację dogmatami, a władzę polityczną sprawuje głównie przez zmanipulowane przez niego „ugrupowania spiskowe”.

Sytuacja ta ulega zmianie, gdy nadchodzi okres przegrupowań kosmologicznych. Człowiek wyzwolony może wtedy uznać swoją rolę za wypełnioną, ale w społeczeństwach ziemskich pozostają zmanipulowani przez niego ludzie. Usiłują oni za wszelką cenę utrzymać stan istniejący. Jesteśmy świadkami narastających napięć między społeczną postawą zachowawczą - a postawą postępową. Od rozwiązania tych napięć zależy, czy uda się nam dokonać przebudzenia na skalę społeczną przed nastąpieniem niekontrolowanych kataklizmów lub innej przemiany.

Trzeba zauważyć, że pierwsze zmiany w tym zakresie już są rozpoczęte, a nawet zaawansowane. Może będziemy mogli włączyć się do nich.